Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
środa, 25 lutego 2015

No, prawie. Nie grudzień, a luty. Godzina ciut wcześniejsza. Piszę nie tak pięknie, śpiewać nie umiem, ale moje emocje bywają podobne. Dziś kilka słów o mojej ukochanej muzyce. Byłam w podstawówce, kiedy po raz pierwszy usłyszałam piosenki Jacka Kaczmarskiego- wtedy jeszcze na kasetach i trzeszczącym "Kasprzaku", nielegalne w tamtych czasach. Kocham je do dziś, co i rusz odkrywam którąś na nowo. Zaraziłam nimi kilku moich byłych wielbicieli, mam nadzieję, że nadal ich słuchają. W II klasie LO klasówki z angielskiego pisałam przy "Hallelujah" lub "Dance me to the end of love"- nasz ukochany anglista zaraził mnie i moje przyjaciółki Cohenem. Potem już na studiach odkryłam Brela, Wysockiego i Okudżawę. Ogólnie muzyki słucham bardzo różnej, ale tych pięciu wykonawców kocham miłością dozgonną. Preferuję piosenkę aktorską, autorską, poezję śpiewaną, piosenki z tekstem. Znajduję w nich skrawki mojego życia, drogowskazy i przeżycia miłych i niemiłych chwil. Kocham poezję. Pewnie nikt, patrząc na mnie, nie podejrzewałby o takie zainteresowania. Tomiki poezji Gałczyńskiego, Poświatowskiej, ks. Twardowskiego i kilku mniej znanych poetów leżą w piwnicy i czekają kolejny rok na półki na książki. To jedno z moich niespełnionych marzeń- ściana zabudowana książkami. Na razie czeka na spełnienie. A ja zamiast czytać i wzruszać się przy wierszach, słucham ich w wersji śpiewanej. Mam już sporą playlistę i coraz to coś nowego do niej dodaję. Najbardziej chyba mi żal, że żadnego z moich najulubieńszych wykonawców nie usłyszę na żywo. Został już tylko Wielki Cohen, ale nie wiem, czy przyjedzie jeszcze do Polski na koncerty. Kilka lat temu nie odważyłam się na taką fanaberię, żeby go zobaczyć i posłuchać, kiedy u nas koncertował, teraz mogę już nie mieć okazji. Nie wiem też, czy znajdzie się ktoś podobnie pięknie tłumaczący jego piosenki jak Zembaty. To uświadamia, że życie jest tak ulotne, nie powinno się odkładać marzeń na później, bo może nie być okazji do ich spełnienia. A ja mam tyle marzeń, o których bałam się mówić nawet najbliższym. Łatwo można je wyśmiać. Bo cóż- półki na książki? koncert Cohena? piękny szydełkowy szal? taniec do utraty tchu boso i na plaży? beztroskie wakacje na końcu świata? zwiedzanie Luwru? wycieczka do Rzymu? pielgrzymka do Santiago de Compostela? To tylko fanaberie, nie przystoją kobiecie w średnim wieku, matce trojga dzieci, poważnej i praktycznej aż do bólu. A w głębi duszy romantyczce, wrażliwej aż za bardzo, uciekającej od świata w marzenia i muzykę... Nikt tego we mnie nie widzi, nawet byłymąż zarzucał mi brak jakiegokolwiek romantyzmu, kamuflowałam się aż za dobrze, bo wiem, że ta słabość może być łatwą drogą do zniszczenia moich ideałów. Jestem idealistką, chcę wierzyć wbrew wszystkiemu, że ludzie są dobrzy, choć często widzę co innego

Muzyka pomaga wytrwać mi w tych śmiesznych przekonaniach, daje chwilę wytchnienia, przenosi w ten lepszy świat, często też pełen bólu i łez, ale dający nadzieję na lepsze momenty. Dzięki niej nie jestem aż tak samotna, w piosence mogę znaleźć osoby, które czują tak samo i cierpią tak samo. Wiem, to śmieszne, ale tu chyba mogę odkryć choć kawałek mojej duszy, tu nikt nie ma prawa mnie wyśmiać, to nie jest ten realny świat, gdzie łatwo mnie zranić, więc chowam się w skorupę i tyko jednym okiem podglądam rzeczywistość.

Muzyka jest moim azylem, moją oazą wolności, a że słucham nieco innej niż ogół, to chyba na szczęście nie muszę nikogo przekonywać, że mam do tego prawo. " Memu ciału wystarczy 36 i 6, mojej duszy potrzeba znacznie więcej"

Tagi: Cohen muzyka
23:24, aga-joz
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
Dodatki na bloga