Darmowy licznik odwiedzin
RSS
środa, 07 lutego 2018

   Wiem, wiem, żaden to powód do świętowania, ale do napisania okolicznościowej notki i chwili na zastanowienie się- może być. Trzy lata temu z lekko drżącym sercem siadłam przy laptopie i stwierdziłam, że może w końcu spróbuję. W końcu nie powinno to być aż takie trudne. A jeśli nie spróbuję, to się nie przekonam. Oczywiście podstawowa kwestia- na wszelkich sprawach komputerowych to się znałam na zasadzie- wiem kogo zawołać, jeśli mam problem, a tu nie chciałam nikogo wołać. Okazało się, że w sumie to nie takie skomplikowane. Rzecz jasna wielu rzeczy nadal nie ogarniam, sporo to bardziej niż czarna magia, a niektóre udało mi się zrobić raz, ale powtórzyć to już niestety nie. Ale czy to ważne? Chyba nie, jak mnie kiedyś sytuacja zmusi, to się pewnie nauczę.

   Jestem z siebie prawie w 100% dumna. Bo zrobiłam coś dla siebie. W sumie nic wielkiego, przecież blogów w sieci jest mnóstwo, na różne tematy, ciekawych, mniej ciekawych, kontrowersyjnych, nudnych, rozpaczliwie nieudolnych i tych fantastycznych, które się czyta jak najbardziej pasjonującą powieść i czeka na kolejny wpis z zapartym tchem. Są blogi ze stażem takim, że ho-ho! Ja przy nich to jak niemowlę, są takie, gdzie po 1-2 wpisach jest cisza, mimo że ciekawie się zapowiadały. Czytać blogi lubiłam prawie od zawsze, od kiedy odkryłam co to jest, tylko nigdy nie miałam odwagi komentować, bo wydawało się, że trzeba mieć coś konkretnego do powiedzenia, a zawsze brakowało mi pewności siebie i zanim ułożyłam w głowie, co mogę napisać, to ktoś był szybszy ode mnie. Teraz zresztą też tak bywa... Wydawało mi się, że to o czym chcę pisać, to tak naprawdę nic ciekawego, ot zwykłe nudne życie, trochę rozgrywek z byłymmężem. Głównym sponsorem mojego pisania miała być cukrzyca i chyba to w sumie najbardziej się sprawdziło. Narzekanie na cukier, problemy techniczno- organizacyjne, krótkie chwile satysfakcji- wiem, nuda, ale dzięki pisaniu mam gdzie wyrzucić z siebie wszystkie emocje. Znajomi w realu już pewnie dawno zaczęliby mnie unikać, gdybym w kółko mówiła o cukrzycy. Tu po prostu można opuścić ten kawałek i tyle, a ja się wygadam, wypłaczę i jest lżej.

   Papierowe pamiętniki zaczęłam pisać pod koniec podstawówki, potem przez czas liceum, na studiach- zawsze coś tam sobie zapisywałam. Dopiero kiedy poznałam byłegomęża okazało się, że już nie potrzebuję tej formy autoterapii. Po rozwodzie znów zaczęłam myśleć o zapisywaniu codzienności. Tak jak te papierowe pamiętniki były pisane szczerze, tak samo pisze i tutaj. Może czasem aż za dużo, za szczegółowo, ale nie umiem zmyślać, kolorować. Dlatego chyba nie umiałabym pisać powieści, nie starcza mi wyobraźni. Czasem się trochę boję, że może za bardzo się dekonspiruję. W sieci nie da się być anonimowym, może trafić się ktoś, kto wykorzysta te moje zwierzenia przeciwko mnie, ale mam naiwną wiarę w ludzkość i cichą nadzieję, że jednak trafiają tu tylko porządni ludzie.

   No właśnie. To też jedna z cudownych rzeczy, które dzięki pisaniu zyskałam. Nowe znajomości- wirtualne, ale jakże sympatyczne. Pouczające, przyjazne, kiedy trzeba stawiające do pionu. Dobre słowa z Waszej strony wielokrotnie dawały mi kopa do dalszego działania. W sumie tak niewiele trzeba- odrobina wsparcia, a nie tylko ciągła krytyka i od razu świat jest piękniejszy. Wydawało mi się, że jest prawie niemożliwe, żeby ktokolwiek chciał mnie odwiedzać, komentować, a tu niespodzianka...

    W tej chwili mogę powiedzieć, że na pewno jestem uzależniona od pisania. Nie wiem co będzie dalej, na jak długo starczy mi zapału, chęci, natchnienia. Na razie jestem i mam zamiar być. I dziękuję wszystkim, którzy tu bywają- bo cieszę się, że jesteście, że nie do końca Was zanudziłam.

Tagi: ja życie
21:15, aga-joz
Link Komentarze (5) »