Darmowy licznik odwiedzin
RSS
czwartek, 05 lipca 2018

   Nie jestem cyborgiem. Chyba na chwilę skończyła mi się dobra (albo choć znośna) passa i zaczynam wpadać w różne dołki wykopane i zamaskowane przed moim wzrokiem przez życie. Nie, to nie depresja, mam nadzieję, że nigdy mnie nie dopadnie, bo to byłoby za dużo jak na mnie jedną. Po prostu czasem limit spokoju się wyczerpie i trzeba przycupnąć gdzieś w kąciku, pozwolić żeby wszystkie złe zbiegi okoliczności o mnie zapomniały, a po jakimś czasie wynurzyć się, zaczerpnąć powietrza, przepędzić ostatnią czarną chmurę i zacząć po raz kolejny jak Syzyf wtaczać swój kamyczek na szczyt. Z nadzieją, że po drodze nie trafi się żaden dołek, bo jak kamień wpadnie w ten dołek, to samej ciężko jest go wyciągnąć, a tak w kółko prosić o pomoc? Toć ja przecież jestem samodzielna, samowystarczalna, samo... samo... samo... I w związku z tym niestety sama z tym wszystkim. Duma i honor nie pozwalają się przyznać do braku sił, do niemocy. Maska z uśmiechem na twarz i choćby się paliło i waliło ruszamy w kolejny dzień. Przyzwyczaiłam świat do tej swojej samo... więc nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, że o mnie nie ma się komu tak naprawdę zatroszczyć. A ja o sobie zapominam, bo przecież tyle ważniejszych spraw, bo tam świat się wali, więc biegnę ratować, a moje problemy- a cóż to za problemy? Ludzie to mają i kłopoty, i choroby, i nieszczęścia. A ja chodzę do pracy, na życie wystarcza, mam gdzie mieszkać, zdrowie jako- takie, dzieci udane. Więc czemu marudzę, czemu narzekam, czemu tak mi bywa kiepsko? Bo mam do tego prawo.