Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
środa, 04 października 2017

   Czasem wydaje mi się, że niestety nie. Smutne, bycie kimś, kogo słowa się ignoruje, zapomina, a przez to ten ktoś traci całkowicie poczucie wartości, staje się nikim. Jeszcze mogłabym zrozumieć brak słuchania w jakiejś błahej sprawie, trudno, przeżyję, ale czasem tego typu zachowania w sprawach dość ważnych nie dają się niczym wytłumaczyć. Dziś po raz kolejny na własnej skórze przekonałam się jak mało znaczę ja i moje potrzeby dla innych. Zresztą, czy mogłam się czegokolwiek innego spodziewać? Jednak ludzie w większości nie umieją patrzeć dalej niż poza czubek własnego nosa.

  Wizyty u diabetologa mamy co 3 miesiące. Jak dla mnie jest to wyprawa na cały dzień. Prawie 100 km w jedną stronę. Wizyta o 9 rano, więc trzeba wstać i wyjechać odpowiednio wcześniej. Droga ogólnie męcząca, bo jest mnóstwo TIR-ów, dużo dziur i kolein, wielokrotnie zdarzały się na niej tragiczne wypadki. Mimo ustalonej godziny wizyty, często bywa poślizg i to nawet dość długi. Potem odebrać wkłucia, zaklepać termin kolejnej wizyty po odstaniu w długim ogonku do rejestracji. Droga powrotna też nie lepsza, najpierw trzeba się przebić przez miasto- pół godziny najmarniej , a potem znów slalom wśród TIR-ów z duszą na ramieniu. Zazwyczaj wracam wykończona i ledwie żywa. Jeszcze do niedawna miałam ten komfort, że po prostu tego dnia nie przychodziłam do pracy. Do niedawna, bo ostatnie kilka razy okazywało się, że kolegom coś wypadało, więc musiałam popracować.

   Ostatnia wizyta była w lipcu, kolejną mamy 24.10. Uprzedziłam od razu w pracy, kiedy jest ta wizyta, poinformowałam, że chcę tego dnia mieć wolne. A ponieważ rozumiem, że pamięć ludzka jest ulotna, to przypominałam o tym przy każdej okazji rozmowy o urlopach, dniach wolnych, szkoleniach itp, żeby kolegom się wbiło do głowy. Kolega szedł na urlop- przypomniałam. Rozmowa o moim szkoleniu w Krakowie- przypomniałam. Szefowa planuje swój urlop- przypomniałam. Usłyszałam, że oczywiście mogę mieć wolne, kolega będzie już po urlopie, szefowa przed, bo wyjeżdża 25.10. Zadowolona byłam, że tym razem na spokojnie ogarnę wizytę, może przy okazji odwiedzę Kubę. A ponieważ to już za niecałe 3 tygodnie, to poprosiłam sekretarkę, o wykreślenie mnie na ten dzień z grafiku, żeby mi się nikt przypadkiem nie zapisał, bo nie lubię odwoływać wizyt. Tymczasem ona zrobiła wielkie oczy- jak to, przecież szefowej już tego dnia nie będzie. Tak oto skończyło się moje zadowolenie. Naprawdę przykro mi się zrobiło, przypominałam przecież wielokrotnie, ostatni raz kilka dni temu. Można zapomnieć, ale dlaczego w taki sposób? Poczułam się bardzo zlekceważona. 

  Nie tylko mnie ten urlop szefowej nie bardzo pasuje. Każda nasza nieobecność powyżej 2 tygodni wiąże się ze zgłoszeniem do NFZ, poprawkami w grafikach. Sekretarka ma z tym mnóstwo roboty, której bardzo nie lubi. Rejestracja wkurzona, bo okres infekcji i nawału pracy, a szefowa chce odpocząć. Będzie mnóstwo awantur, niezadowolonych osób, które będą musiały dłużej czekać na wizytę. Rozumiem, że bycie szefową wiąże się z pewnymi przywilejami i bonusami, ale zawsze wydawało mi się, że dobrze byłoby też dawać swoim pracownikom dobry przykład. Jak widać tylko mi się wydawało. Dzięki temu perspektywę na najbliższy miesiąc mam kiepskawą. Przetrwam oczywiście, nie pierwszy to raz. I nie, nie chcę z tego powodu zmieniać miejsca pracy. Gdzie indziej wcale nie musiałoby być lepiej, a ja głupia ciągle mam nadzieję, że może tu się w końcu poprawi i ludzie zaczną słyszeć co do nich mówię. A co ważniejsze zaczną reagować na to co mówię i przestanę czuć się nieważna.

Dodatki na bloga