Darmowy licznik odwiedzin
RSS
wtorek, 03 kwietnia 2018

   Co prawda farbowaną i tylko częściowo, ale jednakowoż jestem. Tym bardziej, że nie chodzi o kolor włosów, a raczej o świadomość i stan umysłu. Przepraszam jednocześnie wszystkie naturalne i farbowane blondynki, które mają inne zdanie na ten temat. Bo ja tak tylko żartem to stwierdzam. A chodzi mi głównie o moje podejście do spraw czysto technicznych i informatycznych. Sama się dziwię, że przy takim stopniu blondynkowatości jaki w tej kwestii prezentuję, udaje mi się pisać bloga. 

    No bo tak- każdy komunikat pojawiający się na ekranie komputera powoduje we mnie przerażenie. A jeśli jest po angielsku i ma w sobie dużo różnych cyferek lub skrótów, to jest przerażenie do n-tej potęgi. Do momentu rozwodu nie miałam pojęcia jak się obsługuje bank przez internet, nie umiałam zrobić przelewu. Szczytem moich możliwości było przeczytanie e-maila, z napisaniem i wysłaniem bywało gorzej. Na dodatek bardzo umiejętnie psułam i zawieszałam różne programy, czasem i teraz mi się to zdarza. Oczywiście korzystałam z internetu, ale raczej biernie- czytałam, oglądałam, ale absolutnie nie było szans na jakąkolwiek aktywność typu pisanie. Blogi czytuję od lat, chciało mi się coś popisać, ale jak miałam to zrobić bez proszenia o pomoc geniuszy komputerowych czy choćby moich własnych dzieci? W końcu doszłam do wniosku, że komputer i internet chyba jednak nie gryzą i pora przestać się bać. A w innych kwestiach zmusiła mnie sytuacja. Nie powiem, że jestem mistrzem, ale powoli metodąprób i błędów dochodzę do rozwiązania problemu. A jeśli się nie udaje i nie umiem znaleźć rady- trudno. Mam inne zalety i umiejętności, akurat analfabetyzm komputerowy da się przeżyć, choć czasem może być wstyd.

   A czemu o tym piszę? Od długiego czasu nosiłam się z zamiarem przerobienia Libry na monitoring z możliwością podglądu cukrów na moim telefonie. Jak to Filip określił- inwigilacja. Najbardziej chodziło mi o noc, żeby móc spać spokojnie, tylko w razie potrzeby budziłby mnie alarmy. Niby prosta sprawa, trzeba dokupić odpowiedni transmiter, poinstalować w telefonach takie coś i załatwione. A ponieważ za tydzień mam wyjazd, Filip zostaje z byłymmężem, więc w końcu się zebrałam, była możliwość kupienia transmitera BluCon- kupiłam. Dziś przesyłka dotarła i zaczęłam instalowanie. Oj, droga przez mękę, na dodatek końca nie widać. Na razie udało mi się po wielu próbach i kombinacjach zrobić podgląd poziomu cukru w telefonie Filipa. Może wkrótce uda mi się połączyć nasze telefony, choć póki co- nie mam pojęcia jak. A potem będzie jeszcze trzeba poznać i zacząć wykorzystywać wszelkie dostępne funkcje tego urządzenia. Przede mną pewnie długie godziny lektury instrukcji (brrr, jak ja tego nie lubię). Dodatkowo informatyczny żargon, jakieś dziwne komunikaty, jeszcze język- większość po angielsku, a polskie informacje są tak paskudnie przetłumaczone, że aż zęby bolą od czytania. Co mają oznaczać niektóre komunikaty- mogę się tylko domyślać, bo to jakaś dziwna mieszanka polsko- angielska. Ale uda się, musi się udać. Po prostu poświęcę nieco więcej czasu na przestudiowanie tematu. Na Facebookowych grupach jest paru ekspertów, którzy na ten temat wiedzą i umieją wszystko, więc jeśli już rzeczywiście nie będę sobie radziła, to popytam, ale najpierw chcę spróbować sama.

   Jeżeli uda mi się ogarnąć temat, wszystko poustawiać, dowiedzieć się co do czego służy i przy okazji nie zepsuć nic ważnego, to przyznam sobie jakąś nagrodę. Bo to naprawdę wielki wyczyn. I udowodnię, że mój blond, to tylko zasłona dymna.