Darmowy licznik odwiedzin
RSS
poniedziałek, 02 kwietnia 2018

   Jakoś nie idzie mi w tym roku składanie życzeń świątecznych. Nie dlatego, że nie wiem, czego życzyć, zawsze można "skserować" i powiedzieć jak co roku "zdrowych, radosnych, pogodnych, smacznego jajka itd, itp". Tak najłatwiej, życzenia złożone, pamięć była, ale coś mi w tym nie pasuje. Wybaczcie wszyscy zaglądający, że się dziś nietradycyjnie powymądrzam. Wybaczcie, że nie będzie życzeń tradycyjnych, że na Waszych blogach też nic nie napisałam i nie życzyłam. Myślę ciepło o Was wszystkich, ale tym razem moje życzenia będą inne.

  To co mnie ostatnio najbardziej w świętowaniu zastanawia, to krótki czas trwania świąt, krótki czas przeżywania tajemnicy Zmartwychwstania. Niby przed Wielkanocą jest czas przygotowania, Wielki Post. Teoretycznie oczekujemy, trwamy na modlitwie, pokucie, staramy się czegoś wyrzec, rzadziej robić coś dobrego. Pstryk, Wielki Post mija, nadchodzi Wielkanoc, spędzamy te dwa dni w rodzinnym gronie przy stole, na spacerze, oczywiście dla wierzących jest msza, a potem szybciutko wracamy do codzienności. Bo praca, bo życie, bo problemy. Do następnej Wielkanocy. Czy na tym to ma polegać? Czy te kilka tygodni, a  może nawet tylko dni skupienia i wyciszenia, a potem znów kołowrotek życia, znów wszechobecne zło, niecierpliwość, niepokój, brak życzliwości? Na tym ma to polegać? Nie mówię tu o ateistach lub agnostykach, mówię ogólnie, o wszystkich deklarujących się jako wierzący, katolicy, chrześcijanie. Jakże bywa ta wiara powierzchowna i bardziej traktowana w kategoriach magiczno- życzeniowych. Tak, bardzo ciężko jest zgłębiać istotę wiary, trudno o niej mówić, dyskutować, zwłaszcza jeśli nie ma się szerokiej wiedzy. I ja też jej nie mam, więc mogę w tych rozważaniach błądzić. 

  Gdybyśmy rzeczywiście wierzyli, gdybyśmy postępowali według zasad tej wiary, którą deklarujemy jako naszą- czy życie nie byłoby piękne? Wszyscy sprawiedliwi, dobrzy dla siebie, raj na ziemi. Co takiego ma w sobie człowiek, że potrafi być okrutny, co innego deklaruje, a robi zupełnie inaczej? W świecie zwierząt też jest walka o dominację, pozycję w stadzie, dostęp do pożywienia, ale żaden gatunek nie rozwinął w sobie tylu złych cech, skłonności do okrucieństwa, autodestrukcji, niewyobrażalnej agresji, nienawiści dla samej nienawiści.

    W liturgii Triduum Paschalnego bardzo głęboko uderzyły mnie słowa "Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią". Czyżby? Naprawdę nie wiedzą, nie są świadomi? Wiem, to inne czasy, inna mentalność, teraz jest cywilizacja, savoir vivre, kultura, kiedyś to była dzicz, "oko za oko, ząb za ząb". Ale i teraz często dzieją się  rzeczy tak straszne, że nie potrafię pojąć, jak ludzki umysł może je zaplanować i wykonać. Jak ludzie mogą wykonać okropności, które zaplanował inny chory umysł. Jak ludzie mogą poddać się dominacji tego chorego umysłu. Skąd bierze się bezwolność i przyzwolenie na rzeczy, które nie powinny się wydarzyć, ani kiedyś, ani teraz, ani kiedykolwiek w przyszłości. Przekleństwem człowieka jest wolna wola, którą tyle można usprawiedliwić i wytłumaczyć.

  Te słowa "przebacz im"- odnoszą się też i do wielu, wielu sytuacji w naszym życiu. Przebaczanie jest trudne. Jeszcze trudniejsze jest zapomnienie o tym, co należałoby wybaczyć. Bo zdarza się, że mówimy o przebaczeniu, a jednak gdzieś tam w zakamarkach naszego umysłu nadal siedzi ta zadra- bo on mnie skrzywdził, bo ona mnie obgadała, bo oni nie pomogli, bo tak być nie powinno. A jeszcze gorzej, kiedy nie ma tej fizycznej osoby, która nam przysporzyła cierpienia, bo tak się po prostu zdarzyło, choroba, wypadek, splot złych okoliczności, jakieś błędne decyzje- wtedy trzeba znaleźć winowajcę. Bo przecież ktoś musi być winny, nie ma tak, żeby cierpieć bez przyczyny. Kogo obarczymy naszą złością, na kogo będziemy narzekać? Czy dotrze do nas, że jakże często należy poszukać tej winy w sobie samym? Sobie przebaczyć jest najtrudniej, wytłumaczyć, usprawiedliwić- owszem, ale wybaczyć? Do tego trzeba wiary przeogromnej.

  Nie mam jej aż tyle. Moja wiara jest malutka, krucha, niespokojna jak ja. Szukam drogi do niej, żeby mieć jakieś podstawy, móc żyć lepiej, być coraz lepszą, nauczyć się zgody na to, co nie zależy ode mnie. Wsłuchać się w wielką tajemnicę, spróbować zrozumieć nie na poziomie ludzkim, bo nasz umysł chyba nie potrafi tego pojąć.

  Dlatego tych konwencjonalnych, szablonowych, ale i pospolitych "Wesołych Świąt" w tym roku mi się nie udało Wam złożyć. Chciałabym inaczej, ale mam w sobie tyle niepokoju i chaosu, że nie potrafię. Ale życzę Wam tego, co i sobie- uspokojenia, wyciszenia, trwającego nie te kilka dni, ale na stałe. Po to żeby żyć lepiej, świadomie, nie żałować dni straconych na zło. Pogodzenia ze sobą samym. Światła prowadzącego do ideału, czy jest nim Bóg, czy Absolut, czy inne pojęcie doskonałości. Bądźmy dobrzy dla siebie i innych, kochajmy nawet nieprzyjaciół. I wierzmy w możliwość osiągnięcia dobra.