Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
piątek, 18 sierpnia 2017

    Po trzech prawie godzinnych wizytach udało mi się dziś sfinalizować proces zamówienia nowych okularów. Jestem pozytywnie zaskoczona, mam nadzieję, że okulary będą równie dobre i profesjonalnie dobrane. Całość różniła się znacznie od tego co dotychczas było moim udziałem.

    Kiedy po raz pierwszy uznałam, że mój astygmatyzm mi przeszkadza, poszłam do okulisty, wierząc, że mnie porządnie zbada i pomoże w dobraniu okularów. Wizyta była na NFZ, okulistka pokręciła nosem na moje fanaberie, potem z wielką niechęcią wypisała mi świstek na szkła. Świstek, bo stwierdziła, że NFZ refunduje 9 zł za szkło, więc nie opłaca się wypisywać papierów do tej refundacji. Ok, ze świstkiem poszłam do optyka, który i tak zrobił te okulary po swojemu, bo to co było napisane nijak nie pasowało mu do wykonania. Te okulary służyły mi głównie do komputera- i to dobrze służyły- przez kilka lat. 

   Kiedy znów zauważyłam, że widzę gorzej, postanowiłam zrezygnować z wizyt na NFZ, poszłam do okulisty na wizytę prywatną. Też nie byłam jakoś specjalnie usatysfakcjonowana, bo znów się okazało, że jakoś ciężko mi dobrać dobre szkła, w zasadzie to korekcja wychodzi taka sama- w domyśle- nie powinnam zawracać głowy i zmieniać okularów, ale skoro się uparłam... No uparłam, dali mi mocniejsze o ćwierć dioptrii i w sumie byłam zadowolona przez kolejnych kilka lat. Nadal używałam okularów głównie do komputera.

  Następnym krokiem była moja tarczyca. Jako że to była nadczynność przy chorobie Graves- Basedowa, to należało zbadać dokładnie oczy. Znów wyszło, że coś wymyślam, bo wzrok mi się wcale nie pogorszył, ale skoro chcę... Oczywiście w tych wymuszonych okularach widziałam znacznie lepiej, choć nadal służyły głównie w pracy do komputera. 

  Niestety lata lecą, wzrok się starzeje razem ze mną. Najpierw zauważyłam to w nocy- na dyżurze, kiedy np. musiałam odczytać dane z dowodu osobistego, nie dałam rady, ale składałam to na karb nocy, zmęczenia oczu. Potem miewałam rozmazany obraz po nocy, kiedy wracałam z dyżuru, ale też sobie tłumaczyłam to zmęczeniem. Ale i w codziennym życiu zaczęło mi się widzieć gorzej. Szczytem wszystkiego było, kiedy Filip dostał wypożyczoną pompę i uważałam, że ma nieco zepsuty wyświetlacz, bo mało wyraźnie go widziałam. Przez przypadek trafiłam na badanie wzroku- czasem przyjeżdżały do nas różne firmy optyczne i w zamian za użyczenie lokalu fundowały jednej osobie z personelu okulary. Ponieważ wszystkie dziewczyny już sobie u nich pozamawiały, to słysząc moje narzekania, wypchnęły mnie. Sympatyczna pani po zbadaniu na komputerze zaproponowała mi okulary do czytania. I wtedy okazało się, że to nie pompa ma zepsuty wyświetlacz, tylko ja mam zepsute oczy. Okulary do czytania sprawowały się dobrze i do komputera, ale miałam problem z patrzeniem na ludzi- kiedy przenosiłam wzrok z monitora na człowieka w mojej głowie wirowała karuzela, do chodzenia też musiałam je zdejmować, a to było dość uciążliwe.

  Wtedy po raz pierwszy pomyślałam o szkłach progresywnych. Było to akurat rok temu. Znów wizyta u okulisty i znów wydawało mi się, że okulistka dość lekceważąco podeszła do moich problemów, bardziej zajmowała się swoimi okularami, które akurat tego dnia odebrała. Na szczęście z okularów byłam zadowolona, wybrałam nieco droższe, ale podobno lepsze szkła, nie miałam problemów z zaadaptowaniem się do chodzenia w nich. No i zaczęłam używać ich prawie stale, bo niestety czytać bez okularów już nie mogłam. Zresztą inna jakość życia przy wyraźnym widzeniu. Może bym ich nie zmieniała, choć zauważyłam, że stopniowo wzrok mi się znów pogarsza, ale popsuły się oprawki, poodkręcały śrubki, pokrzywiły zauszniki i nie dało się tego za bardzo naprawić. 

  Tym razem zamiast do okulisty poszłam do zakładu optycznego, w którym kiedyś zrobiłam swoje pierwsze okulary. Zmienił się bardzo, w tej chwili prowadzi go córka tamtego pana optyka, który zrobił mi okulary po swojemu. Na pierwszej wizycie pani wypytała mnie o wszystko, przebadała w sposób, jakiego nigdy dotychczas nie było, tak dobrała szkła, że wyraźnie widziałam najdrobniejszy maczek, po czym umówiła mnie na wizytę do okulisty, który przyjeżdża do nich na konsultacje z kliniki. Bo coś tam się jej nie podobało. Wizyta u okulisty też trwała dość długo, włącznie z badaniem po rozszerzeniu źrenic, doktor wyjaśnił mi kilka dotychczas zagadkowych spraw związanych z moim widzeniem. Naprawdę poczułam się dokładnie zbadana i przede wszystkim nie zlekceważona. Myślałam, że już będę mogła wybierać oprawki i czekać na nowe okulary, ale nic z tego. Po wybraniu kilku oprawek, pani optyk po raz kolejny wzięła mnie w swoje ręce, jeszcze raz posprawdzała ustawienia szkieł, potem wykonała kilkanaście zdjęć. Okazało się, że niestety muszę po raz kolejny powybierać oprawki, bo mam za długie rzęsy i będzie to miało wpływ na trwałość szkieł. W życiu tyle czasu nikt mnie nie badał i nie sprawdzał. Mam nadzieję, że przełoży się to na jakość wykonanych okularów. Cena może nie najniższa, ale też dostanę dwie pary, bo drugie szkła są gratis. Tak że naprawdę poczułam się bardzo dopieszczona...

  Dziś też wpadł do mnie dziennikarz naszej lokalnej gazety- prosił o kilka słów komentarza na temat sytuacji w naszym szpitalu. Jak się okazało ten mój ostatni niedzielny dyżur nie minął jednak bez echa. Kilka osób zdenerwowało się na zbyt długie czekanie. Poza tym do uszu dziennikarzy dotarło kilka innych nieprawidłowości w organizacji pracy oraz stosunku personelu do pacjentów i teraz będzie afera. a może tylko burza w szklance wody? Zobaczymy, nie wierzę, żeby to cokolwiek zmieniło, ale niech próbują. Niestety państwowe szpitale rządzą się własnymi prawami i nie dotyczą ich przepisy powszechnie obowiązujące. A te, których ominąć nie mogą, są tak pięknie przedstawione na papierze, że mucha nie siada. I całość jakoś się kręci. Ale jakość tego jest gorzej niż fatalna. Co z tego, że ja się staram, skoro to kropla w morzu potrzeb? Moją zasadą jest takie traktowanie drugiego człowieka, jak ja bym chciała być potraktowana na jego miejscu. I często słyszę, że mam anielską cierpliwość. Choć potrafię powiedzieć stanowcze "nie" różnej maści naciągaczom i oszustom. Ale robię to grzecznie i bez oceniania, tłumacząc dlaczego "nie". Nie twierdzę, że jestem idealna, bo i mnie ze zmęczenia czasem nerwy puszczają, ale przynajmniej się staram. Dzięki temu doceniam też innych, którzy się starają. Wkrótce w pracy będziemy mieć też ocenę naszej pracy i postaw- jeszcze nie wiem jak to będzie wyglądało, ale może być ciekawie.

   No i chyba dość na dziś. Jak zwykle rozgadałam się przeokropnie. No tak, w pracy muszę raczej słuchać, więc przynajmniej tu trochę ponawijam. Wiem, gaduły są uciążliwe, ale tu mam ten komfort, że nie widzę znudzonej miny osoby czytającej. A jak ktoś nawet nie dobrnie do końca, to trudno. Następnym razem może uda mi się streszczać...

Dodatki na bloga