Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
piątek, 01 grudnia 2017

  Że nie czytam. Czytam, ale jakoś tak od niechcenia, dużo mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Trochę mi nie po drodze z książkami, choć na moich półkach w Legimi czeka ściągniętych 10 pozycji do przeczytania. Między innymi Trudi Canavan i jej trylogia Prawo Millenium. Boję się po nią sięgnąć, bo jak zacznę, to nic innego nie będzie istniało, dopóki nie skończę, a tu tyle spraw do załatwienia, rzeczy do zrobienia, zaraz święta, wypadałoby choć symbolicznie się do nich przygotować. Więc na razie nie tykam, leży, kusi, czeka. Pewnie nie wytrzymam, ale na razie dzielnie się opieram. Nienormalne, wiem, jak się ma ochotę na książkę, to się ją czyta, ale dla mnie książki bywają jak narkotyk, nałóg. Może się to skończyć totalnym zaniedbaniem całego życia.

   Ostatnie podsumowanie książkowe robiłam chyba we wrześniu, przez październik i listopad tylko czasem wspominałam co czytam, to może teraz uzupełnię. Nie w kolejności, bo już nie pamiętam co kiedy czytałam, ale to przecież mało ważne.

1."Lilith" Olgi Rudnickiej. Na początku strasznie się męczyłam, jakoś nie mogłam się do niej przekonać. Miałam trochę odpocząć od kryminałów i fantasy , poczytać coś obyczajowego. Okazało się, że to tylko połowicznie obyczajowe, kryminał też tam jest. Nie powiem, żebym do końca była zachwycona tą pozycją. Może być, ale bez rewelacji. Wątki historyczno- spirytystyczne to chyba nie mój klimat.

2. "Czereśnie zawsze muszą być dwie" Magdaleny Witkiewicz. Motywy sięgnięcia były jak powyżej. Czytałam to w podróży do Krakowa. Sympatyczna, mądra książka. Choć refleksja po przeczytaniu była taka- czemu to w książkach są takie happy endy, a w życiu już niekoniecznie? Może trzeba by się nieco postarać, bo kiedy tylko siedzę w domu, to wszystkie okazje do miłych wydarzeń mnie omijają. I życie toczy się utartymi koleinami, bez niespodzianek i ekscytacji.

3. "Fanfik" Natalii Osińskiej. Cóż, tu myślałam, że to będzie coś zupełnie innego. Gdybym była nastolatką i dorwała tę książkę, to pewnie byłabym zachwycona. W obecnym wieku- trochę ona zbyt mdła jak na środowisko średnich nastolatków. Albo ja mam nieco inne wyobrażenie o dzisiejszych nastolatkach. Temat ogólnie ciekawy- dziewczyna, która odkrywa swoją tożsamość płciową, dotychczas skutecznie tłumioną, jej przyjaciel o skłonnościach homoseksualnych, rodzina. To brzmi nieźle. Natomiast sposób napisania o tym jest jak dla mnie dość infantylny. Są osoby, którym się podobało, mnie średnio. Jest ciąg dalszy, ale chyba na razie nie sięgnę.

4.5. "Szamański blues" i "Szamańskie tango" Anety Jadowskiej. Jako odtrutka na te obyczajowe powieści. Moje ukochane fantasy. Tak, to lubię, od takich pozycji nie mogę się oderwać. Czysta magia, z lekką domieszką kryminału, dużo zaskakujących zwrotów akcji. Jeszcze mam do przeczytania obie książki tej autorki o Nikicie, ale też je odłożyłam na później, trochę jako deser na czarną godzinę, a trochę dlatego, że w serii o Dorze Wilk Nikita nie wypadła w najlepszym świetle, a pewnie musiałabym ją polubić po przeczytaniu jej przygód. Podelektuję się nią jako czarnym charakterem przez jakiś czas, a potem oczywiście zmienię zdanie.

6. "To był człowiek" Archera, książka kończąca sagę rodu Cliftonów i Barringtonów. Szkoda, że to już koniec. Ale jeszcze pewnie nieraz do Archera wrócę, może nawet do tych dawno przeczytanych jak "Kane i Abel" lub zbiorów opowiadań. Archer to mistrz opowieści. Czyta się rewelacyjnie, nawet opisy się nie dłużą. A przez 7 tomów, ponad 70 lat życia bohaterów i ich perypetii można się z nimi na dobre zaprzyjaźnić.

7."Zastrzyk śmierci"- Małgorzaty Rogali. Cóż, powrót do kryminałów. Jak zwykle dość zaskakujące zwroty akcji, dedukowanie kto, jak i dlaczego. Zakończenie- daje pewność, że powstanie kolejna część. Polubiłam bohaterów i dobrze, że jeszcze o nich przeczytam.

8. "Zapisane w wodzie" Pauli Hawkins. Wiem, że premiera była dawno i wszyscy szanujący się miłośnicy gatunku dawno to przeczytali i wyrazili swoje opinie, ale ja zawsze muszę inaczej. Skończyłam czytać dziś. Przez pierwszą połowę nie mogłam się połapać w czym jest problem. Tak jakoś niezbyt jasno było przedstawione. Ale pod koniec lawina ruszyła i już nic nie było takie, jak się na początku wydawało. Zakończenie- świetne i zaskakujące. Nie zaliczę tej książki do najwyższej możliwej kategorii, ale czytanie jej na szczęście nie było czasem straconym.

   Cóż, myślałam, że to podsumowanie będzie bardziej ubogie, nie jest to rewelacja, ale i nie straszny powód do wstydu. Zwłaszcza, że w międzyczasie trochę fachowej literatury też przerobiłam w ramach kursu dla edukatorów w cukrzycy. Teraz dzień odpoczynku, może dwa i trzeba będzie na coś się zdecydować. Najgorsze jest to, że tych książek do przeczytania jest tak dużo, wybór przeogromny, a czasu tak mało. Żądam emerytury!

Dodatki na bloga