Darmowy licznik odwiedzin
RSS
sobota, 30 czerwca 2018

   Sobota. Prawie wolna, mam dyżur pod telefonem, więc mogę sobie zorganizować coś z prac domowych, tak na spokojnie, żeby coś zrobić, ale i żeby nie było żal rzucić roboty w połowie. W zasadzie miałam przetrzeć tylko szybę w drzwiach balkonowych wymazaną kocimi nosami i łapkami, a w rezultacie umyłam okna w całym mieszkaniu. Pogoda pochmurna, na razie deszcz nie pada, ale jest chłodno i wietrznie, wiec inne aktywności odpadają. Dzięki temu mam czyste okna, dopiero jak się za nie zabrałam, to zobaczyłam jak bardzo były brudne. A zdaje się nie tak dawno prowadziłyśmy tu debatę na temat mycia okien, jak bardzo komu się nie chce i komu wreszcie się to udało. Czyli rozpoczęłam niechcący drugą turę, przepraszam wszystkich tych, którym nadal się nie chce, ale tegoroczne wiosenne lato doprowadziło moje okna do fatalnego stanu.

    Sobota. Prawie rodzinna. Co prawda Kuba nadal w mieście, czeka na wyniki egzaminów, cieszy się ostatnimi dniami wolności przed wakacjami, które zamierza przepracować. Reszta rodziny w domu. Chłopaki jak zwykle, głównie odpoczywają, ale nieoczekiwanie byłymąż nas nawiedził. Najpierw planował zabrać chłopaków nad jezioro, zrobić ognisko, ale pogoda nie za bardzo sprzyjająca, więc zmiana planów. Obiad w domu, ale wyjście z chłopakami jest. Lista zakupów, tych cięższych, typu mleko, ziemniaki, woda, pizza na wieczór itp i pojechali do marketu. Tym bardziej, że przy okazji zakupili buty do chodzenia po wodzie na wyjazd wakacyjny. Zakupy zrobione, wniesione, rozłożone na miejsce. A potem kilka drobnych napraw w domu, a to gniazdka wypadające ze ściany, a to samoistnie wędrująca po łazience pralka, a to pozbijanie szuflady w łóżku, bo powyskakiwały gwoździki. Oczywiście wspólna męska praca, aż miło popatrzeć. A wieczorem chwila poważnych rozmów, właśnie na bazie napraw mieszkaniowych. Za 5 lat Filip pójdzie na studia i co wtedy. No bo zostanę sama w dużym mieszkaniu. Wiem, już zaczęłam nad tym myśleć. Czeka mnie przeprowadzka, a z tym wiąże się miedzy innymi całe umeblowanie i wyposażenie. Skoro mam w planach, w sumie wcale nie tak dalekich, zmianę na coś mniejszego, to i nad tym trzeba pomyśleć. Czego powoli się pozbywać, co spisać na straty, co warto dokupić. Wiem, może za wcześnie o tym myśleć, ale jednak trzeba. Dalekosiężne plany mają też do siebie to, że często muszą się zmienić w tak zwanym międzyczasie, w zależności od wielu dodatkowych czynników. Rozmowa zeszła między innymi na sprawy spadkowe (w dalszej rodzinie problemy po śmierci kuzyna) i pytanie, co MY zostawimy naszym dzieciom. Hmmm, my jak my...No, ale miło porozmawiać spokojnie, bez spięć. Rzadko tak bywało w ostatniej fazie małżeństwa i zaraz po rozwodzie, teraz też nie zawsze się to udaje, tym bardziej należy cenić takie momenty. Fakt, że obecnie byłymąż to taki trochę obcy człowiek, od którego nic nie mam prawa wymagać i tego samego oczekuję od niego. Wszystko na zasadzie dobrowolności. I nagle okazuje się, że o ile w małżeństwie była walka i problemy z ustaleniem wspólnego stanowiska, to teraz się da. Fenomen jakiś.

    Sobota. Nadal bez samochodu, ale już z pierwszymi przymiarkami. I to konkretnymi. Byłymąż i jego brat podeszli do zadania bardzo poważnie. Jak to faceci- lubią wybierać takie zabawki, wgłębiać się w niuanse. Byłymąż to ogarnia raczej sprawy finansowe, typu leasing, kredyt czy coś innego plus kwestie wyglądu. Z kolei szwagier był ostatnio na przeglądzie służbowego samochodu w sąsiednim mieście, kilka salonów obok siebie, więc czekając zrobił po nich rundę. W efekcie dostałam nagrania kilku samochodów z zewnątrz i od środka, plus wycenę w zależności od wariantu i parę innych detali. A jaki przejęty! Bawił się tak dobrze, jakby to sobie miał kupić ten samochód. W przyszłym tygodniu jeśli praca mi pozwoli, to spróbuję pojechać i pooglądać na żywo, może coś mi wpadnie w oko.

    Sobota. Prawie zaczęłam czytanie kolejnej książki, ale nie mogłam zdecydować się, po co sięgnąć. Wybór mam spory, w chwili obecnej mam na czytniku ponad 35 książek w kolejce. A co i rusz dochodzą mi kolejne pozycje, o których gdzieś usłyszę lub przeczytam. Podobno od przybytku głowa nie boli, ale ten mój przybytek jest stanowczo za obszerny. To może tylko w skrócie napiszę, co przeczytałam w czerwcu. W skrócie, bo o kilku książkach chciałabym napisać szerzej, ale dziś już nie zbiorę się do tego, zresztą za długo by było. Wspominałam o tych książkach w międzyczasie, ale pora podsumować. Marinina "Sztuka śmierci", Rogoziński "Jak cię zabić kochanie", "Morderstwo na Korfu", "Ukochany z piekła rodem" i "Biuro M"- to razem z Magdaleną Witkiewicz. Poza tym niesamowity mroczny i trzymający w napięciu kryminał, a może thriller "Czwarta małpa" J.D. Barker. Z innej beczki "Krystyno nie denerwuj matki" M. Grzesiak, "A ja żem jej powiedziała" K. Nosowskiej i "Będzie bolało" A. Kay. W zasadzie wszystkie godne polecenia, może niektóre trudniejsze do czytania, ale przy każdej z nich miło spędzałam czas.

   I tak prawie minęła mi sobota...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10