Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
sobota, 02 grudnia 2017
Ten w rzeczywistości popadał kilka dni temu i już go prawie nie ma, jakieś smętne resztki plączą się gdzieniegdzie. W ramach budowania nastroju zimowego postanowiłam więc pójść do kina na film pod tym tytułem, oparty na powieści mojego ulubionego autora norweskich kryminałów Jo Nesbo. Czytałam wcześniej kilka recenzji, prawie wszystkie były na "nie", miażdżyły wręcz twórców i aktorów. Wybierałam się do kina z pewną obawą- po pierwsze- książkę znam, wiem, kto i dlaczego morduje. Jakie to wobec tego będzie dla mnie zaskoczenie w filmie? Bez sensu, na opowieści obyczajowe można w takiej sytuacji pójść, ale na kryminał? Po drugie- czytając książkę jakoś tam sobie wyobrażam bohaterów na podstawie opisu, a tu postawią mi przed oczy aktora zupełnie innego niż moje wyobrażenia i co? Harry Hole mimo swoich wielu wad i ułomności da się lubić, a jego postać w filmie? Po trzecie- jak wielowątkową, wspaniałą książkę przełożyć na język filmu, jak zmieścić wszystko w 2 godzinach, co zostanie pominięte, co dodane dla większej jasności? No i te recenzje, w których autorzy odradzali oglądanie...Mimo to poszłam. I obejrzałam nawet z przyjemnością. I stwierdziłam, że widocznie wcale nie mam gustu, a może mam duże braki w edukacji filmowej, bo to już kolejny film, który mnie się podoba, a krytyka wdeptuje go w glebę. Oczywiście wszystkie moje obawy się sprawdziły, ale mimo to film dało się oglądać. Morderca znany? Tak, ale mimo to ciekawiło mnie, jak zostanie pokazany. Harry Hole nie wygląda tak jak go sobie wcześniej wyobrażałam? Trudno, mój mózg skompiluje moje wyobrażenia z grającym aktorem i taka mieszanka może być. Jedno ale- wydawało mi się, że Harry to blondyn, a blond to jasny kolor. Aktor był brunetem, chyba że ja kolorów nie rozróżniam. Treść książki a film- raczej film jest luźno zainspirowany książką, poza bohaterem i motywem zbrodni jest sporo różnic, ale nie na zasadzie, że się ze sobą film i książka gryzą, a raczej mimo tych różnic są po prostu odrębnymi tworami. Wychodząc z takiego założenia i nie upierając się przy wiernej ekranizacji- uważam, że może się podobać. Ale oczywiście to rzecz gustu. Jak już wspominałam- ja go chyba za wiele nie mam
Dodatki na bloga