Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
poniedziałek, 12 czerwca 2017

  Już się nie mogę doczekać, na równi z moimi chłopakami. Mimo że dziś pogoda się nieco popsuła, chłodniej, pochmurno, ale nie szkodzi, akurat w poniedziałki prawie cały dzień spędzam w pracy. A wakacyjnie dziś dlatego, że Mati po wczorajszym turnieju wrócił do domu grubo po północy, więc nie poszedł do szkoły. W zasadzie to szkoła już tylko towarzysko, oceny wystawione, nauki nie ma od czasu egzaminów gimnazjalnych, klasa przygotowuje się do pożegnania szkoły i tyle. Z kolei klasa Filip pojechała na zieloną szkołę. Filip nie chciał, bo jak twierdzi- nie lubi większości chłopaków z 1 i 2 gimnazjum, a ci, których lubi nie zrekompensują mu stresu przebywania z osobami nielubianymi. Nauczyciele jakoś też za bardzo nie naciskali na Filipa, żeby jechał- przynajmniej nie mają kłopotu z uważaniem na cukrzycę. Dzięki temu i ja mam mniej bieganiny. Do pracy mogłam pójść spacerkiem, bo samochód jest potrzebny głównie do zawiezienia Filipa do szkoły i odebrania go, awaryjnie w razie problemu z cukrem w szkole. Kiedy Filip siedzi w domu, wysoki cukier, zatkane wkłucie czy inne katastrofy łatwiej opanować, nie mówiąc o hipoglikemii.

  Popołudnie bez zaganiania do odrobienia lekcji i zajęć pozalekcyjnych można spędzić na spacerku, na rowerach, oglądaniu telewizji, czytaniu. Tylko nieco obiadu wypada przygotować, ale już na przykład sprzątanie odpada, bo skoro chłopaki są w domu, to każdy ma swoje zadanie i w domu bywa względnie czysto. I drobniejsze zakupy mi zrobią, jak trzeba. Czyli przede mną 2,5 miesiąca luksusu. Jak ja to lubię! Po wakacjach będą nowe wyzwania, trzeba będzie jakoś od nowa zagospodarować czas. Filip kończy szkołę muzyczną i będzie duuużo czasu wolnego. Albo skupi się na lekcjach, na nauce, albo trzeba będzie coś wymyślić nowego. Drugiego stopnia szkoły muzycznej u nas nie ma, zresztą nie jest aż tak utalentowany, żeby się na to porywać. Natomiast jego nauczyciel od klarnetu i zarazem dyrygent szkolnej orkiestry, zaproponował, że może i po skończeniu szkoły uczestniczyć w próbach orkiestry. Filip jest chętny, z czego bardzo się cieszę.

  Mati ma swoje tańce, chyba na razie nie zamierza rezygnować. Jeśli rzeczywiście będzie uczył się dalej w technikum, to jeszcze 4 lata tańczenia przed nim. O ile wytrzyma z partnerką, a ja z jej mamą. bo dziewczyny potrafią być dość uciążliwe. Wczoraj był turniej tańca w Warszawie. Początkowo cały klub miał jechać autokarem, ale w ostatniej chwili autokar odwołano i zrobił się problem, jak dojechać. Mama partnerki dużo wcześniej deklarowała, że tym razem to ich kolej, więc nawet nie myślałam wybierać się na ten turniej. A tu okazało się, że też coś im wypadło. Znów kombinacje i sms-y bez końca. Stanęli na głowie i ostatecznie miał jechać tata partnerki z dzieciakami. Kiedy dowiozłam Mateusza na miejsce zbiórki okazało się, że mama też jedzie. Bo trzeba im pomóc. A przy wcześniejszych wyjazdach obrywało mi się, kiedy nie chciałam puszczać Mateusza samego, bo "poradzi sobie". Turniej poszedł średnio- standard 6/14, łacina 5/8. Po wynikach od razu otrzymałam kolejnego histerycznego sms-a- muszą więcej trenować, jeździć na turnieje, ostatnio odpuściliśmy i takie efekty. Cóż- nie wydaje mi się, żeby nasze dzieciaki miały zadatki na mistrzów. Owszem, ładnie tańczą, miło na nich popatrzeć, ale po pierwsze to sport dość niszowy i nie ma co się spodziewać sukcesów nie wiadomo jakich, a po drugie- talent to nie wszystko, trzeba jeszcze sporo pracy. A Mati raczej traktuje taniec jako rozrywkę, a nie bezwzględną rywalizację. Nieco rozmijamy się w naszych ambicjach i dążeniach.

  Wrócę jeszcze do tematu książek. Nie wiem jakim cudem zapomniałam o "Wyspie" Joanny Miszczuk. A tak mnie ta książka poruszyła, miałam nawet napisać o niej oddzielny wpis i może to nawet zrobię w niedalekiej przyszłości? Jeśli chodzi o dobry kryminał na początek czytelniczej przygody z tym gatunkiem, to chyba poleciłabym "Motylka" Puzyńskiej. Oprócz wątku kryminalnego jest tam też spora dawka opowieści obyczajowej i psychologicznej, więc i dlatego dobrze się czyta. A jak wciągnie, to jest i kilka następnych tomów do sięgnięcia. Tak że Ms. blond- polecam, spróbuj. Jeśli chodzi o Pilipiuka- trudno mi powiedzieć od czego lepiej zacząć- Jakub Wędrowycz jest dość specyficzny i może być ciężko go polubić, ale zbiory opowiadań- mogą być na początek dobre. Nie umiem ocenić jak by się czytało "Oko jelenia", bo zaczynałam już 3 razy i szybko przerywałam- jakoś mnie nie wciągało, chyba raczej to lektura bardziej młodzieżowa. Kiedyś pewnie przeczytam. Kiedyś.

Dodatki na bloga