Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
niedziela, 03 grudnia 2017

    Dziś pełnia i wszelkie konsekwencje z nią związane. Czyli mój migrenopodobny ból głowy. Filipa boli brzuch, a cukry w górę lub w dół, żyją swoim życiem. Nie do opanowania. Czemu ten księżyc tak ostatnio nam miesza? Ja poproszę o trochę spokoju... 

  Żeby nie było tylko na nie- ta pełnia szczęścia to wywalczone trzecie miejsce na turnieju i upragniony awans do klasy C w łacinie. Naczekaliśmy się na ten sukces- trenerzy śmiali się, że Mateusz z partnerką są mistrzami 4 miejsca. Co turniej, to mało brakowało, ale jednak brakowało. Tym razem też bałam się, że może się nie udać. Niby tylko 7 par, 3 z nich to takie z którymi zazwyczaj wygrywaliśmy, ale zdarzają się niespodzianki. No i ta jedna para, z którą nigdy dotąd nie tańczyliśmy i nie znaliśmy ich możliwości. W każdym razie udało się. My szczęśliwi, trenerzy też. Mati zazwyczaj jest bardzo powściągliwy w okazywaniu emocji, ale tym razem stwierdził, że w skali od 1 do 10 jest zadowolony na co najmniej 11. Dzięki temu ominie nas wyjazd na daleki turniej za 2 tygodnie, bo istniała taka możliwość, gdyby tym razem się znów nie wyszło. A to byłoby uciążliwe, tym bardziej, że następnego dnia jest turniej u nas. W tej chwili Mati z partnerką mają klasę B w standardzie, C w łacinie. Dopiero szlifują nowe układy taneczne i zanim przyjdą jakiekolwiek sukcesy, to minie sporo czasu. Turniej u nas jest ostatni przed prawie 3- miesięczną przerwą, kolejny dopiero w marcu.

  Partnerka, która tak zawzięcie chciała jeździć na te wszystkie dalekie turnieje, tym razem stwierdziła, że nie są gotowi i u nas nie zatańczą. Mimo że trenerzy są jak najbardziej za spróbowaniem, przynajmniej w tym standardzie. A ona nie chce, bo na pewno im kiepsko pójdzie. Zaczynam się wściekać, bo nie po to tak się spieszyłam z frakiem, nie po to ostatnio wydaliśmy sporo pieniędzy na dodatkowe szkolenia i treningi, żeby dla jej fanaberii rezygnować choćby ze spróbowania. Może to tylko taka kokieteria z jej strony, jak to nastoletnie dziewczyny, ma swoje fochy, ale nie jest to fajne. Jej mama na szczęście jest za tańczeniem, choć i u niej zdanie potrafi się zmienić z godziny na godzinę, ale może na spokojnie ją przekona. Choć coś tam półgębkiem wspominała, że może byśmy jednak pojechali na ten daleki turniej. Na to z kolei ja się nie zgodzę, bo nie ma w tym żadnego sensu. Poza tym Mateusz ma ochotę wystąpić u siebie, nawet jeśli nie będzie większych sukcesów. I tak miłe hobby może zmienić się w pasmo problemów, udręk i nieporozumień. 

    Czasem mam już dość i zastanawiam się po cichu, czy nie podbuntować Mateusza, żeby zrezygnował, ale skoro on sam ma chęć tańczyć nadal, sporo jednak osiągnęli, to szkoda by było. Zastanawiam się, na ile ambitna będzie partnerka Filipa oraz jej rodzice, bo jeśli znów czeka mnie to samo, a w pakiecie cukrzyca, to ja jednak podziękuję...

Dodatki na bloga