Darmowy licznik odwiedzin
RSS
środa, 06 stycznia 2016

  Podobno idzie ocieplenie- w nocy było już tylko -13, teraz jest -11. Ale świeci słońce, wiatru nie ma, pogoda idealna. Szkoda, że śniegu tak mało. Po obiedzie wyciągnęłam chłopaków nad jezioro. W dni powszednie, kiedy wracam z pracy jest już ciemno, nie ma czasu ani ochoty, a dziś tak pięknie się złożyło. Dzień wolny, można było pospać dłużej, nawet z tego skorzystałam. Smaczny, bo świeżo ugotowany obiad. Rosół był gotowany wcześniej, ale zawekowany w słoikach, przydał się- zwłaszcza po powrocie ze spaceru na rozgrzanie. Po obiedzie chwila sjesty, powyciągałam ocieplane spodnie, cieplejsze rękawiczki, czapki, sanki do samochodu i ruszyliśmy nad jezioro. Nawet sporo osób miało ten sam pomysł. Grupka ludzi grzała się przy ognisku. Na zamarzniętej tafli jeziora, gdzieś tam aż na środku, siedziało kilku wędkarzy. My próbowaliśmy pozjeżdżać z górki, ale było więcej zeschłych i zamarzniętych liści niż śniegu, więc szło marnie, ale śmiechu przy tym było co niemiara. Potem trochę poślizgaliśmy się na jeziorze. Lód gruby, całe jezioro nim pokryte, a przecież tych mroźnych dni aż tak dużo nie było. Tylko śniegu brakuje, żeby poczuć całą magię zimy. Na ogół nie lubię marznąć, ale dziś było naprawdę przyjemnie, mimo czerwonych nosów i policzków.

  Byłymąż nie wybrał się z nami- wolał drzemkę przed telewizorem. Widziałam, że chłopaki są rozczarowani, ale skoro tatuś nie rozumie że z dziećmi czas spędzać trzeba, to ja nic nie poradzę. Nie będę też mu tłumaczyć, bo znów będzie, że się czepiam. Przecież jest w domu, rozmawia z nimi. A rozmowa wygląda tak- w co grasz? Albo- co oglądasz? Aha- i koniec rozmowy. Nie ma pojęcia, co w szkole, co aktualnie trenują na tańcach, jakie mają oceny, czego im potrzeba, na co mają ochotę. Obecność w domu polega na podsypianiu przed telewizorem, siedzeniu z nosem w komórce albo przed komputerem. Wczoraj pojechał na randkę, dziś wrócił koło południa.

  Po naszym powrocie ze spaceru lekko się zdenerwowałam. Byłymąż pali, od niedawna, nie wiem co mu odbiło. Nie wzruszałoby mnie to, gdyby nie wrażliwe nosy chłopaków- wyczuwają, kiedy tata palił i delikatnie pytają, co tak śmierdzi. Zazwyczaj byłymąż wychodzi na papierosa na balkon późnym wieczorem, kiedy chłopaki nie mają już z nim kontaktu. Dziś palił akurat tuż przed naszym powrotem. Nie wytrzymałam- powiedziałam, że po raz ostatni, ale dobitnie muszę mu zwrócić uwagę. Jeśli nie widzi jak palenie wpłynęło na jego ojca i jaki teraz jest z nim problem, to jego sprawa, ale uprzedzam- nie mam zamiaru w przyszłości zajmować się chorobami byłegomęża, na które zapracował sobie sam. I nie będę zachęcać chłopaków do opieki nad niepełnosprawnym tatusiem, skoro teraz nie szanuje on swojego zdrowia. A z teściem problemy są w kółko, wczoraj znów gorączkował, w zasadzie bez jakiegoś konkretnego powodu, jest przecież na silnym antybiotyku. Boję się, co będzie dalej, na lepiej się nie zanosi, a ja jestem bezradna, skoro nie daje się znaleźć przyczyny. Być może jest to gorączka pochodzenia mózgowego, co by oznaczało wyłączanie się kolejnych obszarów mózgu, może nawet kolejne nieme udary. W zasadzie nie wiem, czy jest wielki sens szukać tej przyczyny, skoro naprawić się też nie da, a każde kolejne badania są dla niego uciążliwe. A obciążenie i fizyczne, i emocjonalne dla rodziny jest duże. Trudno podjąć decyzję, co robić, my możemy naciskać, próbować, ale widzę też, że specjaliści nie są zbyt chętni, żeby pogłębiać diagnostykę- koszty są niewspółmiernie duże do spodziewanych korzyści. Okropna jest starość i związane z nią choroby...