Darmowy licznik odwiedzin
RSS
piątek, 04 września 2015

  Po powrocie do szkoły zaczęły się większe wahania cukrów. Na wakacjach było jakoś stabilniej, jedyne co mnie niepokoiło to poziomy rano- od dłuższego czasu na czczo było powyżej 100, zazwyczaj 110-120, sporadycznie około 140. Stopniowo zwiększałam dawki wieczornej insuliny, ale nic to nie dawało. Co jakiś czas sprawdzałam cukry w nocy, były prawidłowe. Nie potrafiłam wymyśleć dlaczego tak jest, nic mi nie pasowało, ani zjawisko brzasku, ani Somogyi (kontrrregulacja), ani rodzaje posiłków wieczornych. Nie chciałam zmieniać insuliny długodziałającej bez konsultacji z panią profesor, tym bardziej że nie było jakoś tragicznie, a wizyta już za kilka dni. W ciągu dnia poziomy cukru były dobre, czasem wręcz za niskie, bywało i tak, że tuż przed snem trzeba było coś dojeść, bo zdarzyło się poniżej 100. A ostatniej nocy wpadłam prawie w panikę- Filip spał dość niespokojnie, pochrapywał, ale o 2 w nocy po zmierzeniu cukru okazało się, że jest tylko 64. Dostał 2 wymienniki, potem było już dobrze, rano 117. Chyba pompa nam się coraz bardziej kłania. Tym bardziej, że wczoraj rozmawiałam z mamą chłopaka z naszego miasteczka, w wieku Filipa, który trafił do kliniki z cukrzycą kilka dni przed nami. On już od kilku miesięcy ma pompę i bardzo sobie chwali. Nie wiem jak to będzie u nas, boję się, ogólnie jestem antytechniczna, psuję wszystkie urządzenia, nie umiem obsługiwać większości elektronicznych gadżetów. Nie przeraża mnie zakładanie wkłuć, przeliczanie posiłków. Bardziej obawiam się konieczności obsługi urządzenia z wyświetlającymi się cyferkami. Do tego mam awersję, prawie taką jak do pism urzędowych i wszelkich ustaw. Kurczę, wiem, że będzie łatwiej, nie będę musiała biegać z obiadem w termosie do szkoły, uniezależnię się od byłegomęża w zakresie podawania insuliny kiedy mam dyżur, nie będzie problemów z w-fem i szkołą muzyczną, będzie większa elastyczność posiłków, ale strach we mnie siedzi. Oczywiście pompa to błogosławieństwo dla cukrzyka i każdy kto ją stosuje jest zadowolony. Ja też będę, mam nadzieję, że wkłucia nie będą zbyt bolesne dla Filipa. Jak popatrzę na jego biedne pokłute palce, to płakać mi się chce, a te jego zaciskanie zębów cztery razy dziennie przy podawaniu insuliny- ciężko mi nie płakać razem z nim. Mój biedny synek...

  Dziś mam dyżur- prosiłam byłegomęża, żeby zmierzył cukier w nocy, może nie zaśpi. Czasem przejawia zainteresowanie leczeniem, ale na ogół nie angażuje się za bardzo. A nie bardzo mogę przewidywać co on znów wymyśli w ramach chęci urozmaicenia diety. Dziś na przykład na obiad Filip zjadł rybę pieczoną z sosem pomidorowym. Byłymąż wrócił z pracy dość późno i zabrał się za przygotowywanie sobie obiadu- wymyślił spaghetti carbonara z dużą ilością śmietany, czosnku i boczku. Filip oczywiście miał ochotę, a tatuś radośnie oznajmił- jak mama ci przeliczy, to się z tobą podzielę. No super- ja tu walczę o jak najlepsze i najzdrowsze jedzenie, a kochany tatuś nieba chce dziecku przychylić. Ciekawe jak ja miałabym przeliczyć takie jedzenie. Na dodatek boczek w piątek- mimo wszystko przestrzegam piątkowego postu. Filip zapytał, dlaczego tata może jeść mięso w piątek. Odpowiedź? Najwyżej będę się smażył w piekle. Bardzo pedagogiczne podejście. Takie wyśmiewanie moich postaw i podważanie mojego autorytetu jest na porządku dziennym. A ja głupia, kiedy dzieci mają jakieś wątpliwości co do zachowania taty albo pytają o jego nieobecność, to zawsze go tłumaczę- a to jest zmęczony, ma dużo pracy, musi coś załatwić, trzeba mu tylko przypomnieć i to zrobi. Guzik- nic nie zrobi bez dziesięciokrotnego przypominania, olewa wszystkie potrzeby dzieci, a jak czasem mu się przypomni, to nagle okazuje się, że to ja źle wychowuję chłopaków, na wszystko im pozwalam itp. Sam z siebie nie potrafi zorganizować wyjścia na plażę, rower czy spacer po południu, ale z nami chętnie się zabierze. W początkach choroby Filipa, kiedy pogoda bywała paskudna, a cukry wysokie i trzeba było je jakoś spalić, zabierałam go na spacery, mieliśmy wtedy dużo czasu na rozmowy. Co robił byłymąż, kiedy ja byłam na dyżurze? Zgodnie z moją sugestią proponował Filipowi wyjście z domu- ale nie chciało mu się wyjść z dzieckiem, więc dziecko się buntowało i siedziało w domu. I tak można by w kółko. Zdawałoby się dorosły świadomy człowiek, któremu pewne rzeczy wielokrotnie tłumaczyłam, a i tak nie dociera. Z drobiazgami się pogodziłam, ale jeśli chodzi o tak delikatną sprawę jak zdrowie i życie, to nie potrafię.