Darmowy licznik odwiedzin
RSS
niedziela, 20 grudnia 2015

  Święta coraz bliżej. Lista zakupów na ostatnia chwilę zapełnia się. Prezenty kupione, w domu względnie posprzątane, przy wydatnej pomocy moich kochanych chłopaków. Może wielkiej chęci nie mieli, ale jak to- mamie nie pomóc? To sprzątanie nie było takie typowo przedświąteczne, nie mam na to czasu. Nie wszystkie kurze wymiecione, nie wszystkie zbędne rzeczy powyrzucane, nie w każdej szafce jest porządek. Ciągle odkładam niektóre porządki na potem, a okazuje się, że będą na "święty nigdy". Trudno, ważniejsze przygotowanie duchowe i świąteczna atmosfera, skoro i tak w domu na święta prawie nie bywamy, to nie ma co się spinać. Nawet szaleństw kulinarnych nie chce mi się urządzać, bo to co dostaniemy po wizycie u mamy i teściowej w lodówce się nie mieści, a na balkonie temperatura nie- lodówkowa, szkoda, żeby się zmarnowało. Wolę potem przygotowywać coś smacznego na świeżo niż przez miesiąc jeść odgrzewane kotlety.

  Wczorajszy dzień uważam za udany pod względem efektów i wykonanych zadań. Sprzątanie zaliczone, obiady na kolejne 2-3 dni przygotowane. Zakupy- jak najbardziej. Kupiliśmy garnitur na studniówkę dla Kuby, piękny, nawet obejdzie się bez poprawek. Potem jeszcze w galerii buty, też sprawnie poszło. Kuba zaopatrzył się w prezenty dla swoich przyjaciół. Filip obejrzał "Gwiezdne Wojny", podobało mu się bardzo. Cukier przez cały dzień idealny, nawet przed snem dość niski i zgrzeszyliśmy dwiema kosteczkami czekolady. Szybko musiałam wyjść z pokoju, żeby dziecko nie widziało moich łez. Nadal szklą się mi się oczy na to wspomnienie- on tak kocha słodycze, jak to dziecko. Ma już pół szuflady cukierków, bo jak mówi, skoro nie może jeść, to będzie je kolekcjonował. Wiem, słodycze są niezdrowe, ale dzieci mimo wszystko je jedzą, dorośli zresztą też. I nikt nie zastanawia się- mogę zjeść kolejną czekoladkę, ciastko, owoc? A my niestety musimy, trzeba wybierać, dozować smakołyki, nawet owoce. Coraz ciężej to robić, bo początkowo- wiadomo, trzeba, ale nikt na początku choroby nie spodziewa się, jak uciążliwe jest to w miarę upływy dni, tygodni, miesięcy... Bez perspektywy wyleczenia na dodatek. Zbaczam z tematu, jak zwykle muszę na cukrzycę ponarzekać, ale czasem naprawdę mam dość. A co mówić o Filipie, który musi znosić wielokrotnie kłute palce, podawanie insuliny, które go boli? Żal, niemoc, płacz w ukryciu, bo ja muszę być silna.

  Byłymąż randki z piątku na sobotę nie odpuścił. Wrócił z Mateuszem z treningu tanecznego o 21, nawet nie zdjął kurtki. Ja akurat rozmawiałam przez telefon, rzucił, że wychodzi i tyle. W sobotę rano przysłał sms-a, że wróci około 15, wiedział, że my w tym czasie będziemy na wyjeździe. Wieczorem siadł do komputera,wcześniej Filip bardzo chciał z nim obejrzeć film w telewizji- grał Nicholas Cage, za którym byłymąż nie przepada, ale jest to też temat do żartów, chłopaki śmieją się z taty i Filip miał zabawę. Co prawda musiał zacząć oglądać sam, bo tatuś wykręcał się brakiem chęci, ale widząc rozczarowanie Filipa, uświadomiłam byłemymężowi o co chodzi. Łaskawie położył się obok i przespał do końca filmu. Dziś ma iść do pracy, jakieś pilne sprawy do dokończenia, koniec roku w księgowości jest gorącym okresem. Bardzo mu to nie pasuje. W ubiegłych latach jakoś łatwiej było, a w tym roku po redukcji etatów pracy zrobiło się więcej, trudniej wyrobić się w terminie. Chodzi zły, trudno cokolwiek się dowiedzieć na temat jego planów, mimo że te dotyczące wszystkich staram się z wyprzedzeniem poukładać, żeby nic nie kolidowało. Najczęstszą odpowiedzią jest- nie wiem, mam dużo pracy, nie wyrabiam się. Cóż- przez wiele lat pracował na luzie i teraz ciężko przyzwyczaić się do rzeczywistości, w jakiej funkcjonuje większość. Jego złość pogłębia fakt, że przez pracę nie może wykończyć swojego mieszkania, bo nie ma czasu, bo zmęczony. Witamy w realnym świecie. Fajnie było wracać z pracy o 13, porozwozić dzieci i położyć się przed telewizorem. Nie trzeba było martwić się o zakupy, organizację dnia, pieniądze zawsze były na koncie, w domu czysto, ugotowane, uprane. I nagle sporo się zmieniło, a w przyszłości będzie jeszcze ciężej. A wcześniej myślał, że wszystko robi się samo.

  Ja dziś też pracuję. Dyżur na razie dość spokojny, widać, że ludzkość szykuje się do świąt i nie ma czasu na duperele. Mam trochę czasu na nadrobienie zaległości. Spróbuję zreanimować swój uszkodzony telefon, chciałabym ściągnąć chociaż zdjęcia, które nim robiłam, zwłaszcza z ostatnich tygodni, wcześniejsze chyba już zarchiwizowałam. No i uściślić wszystkie plany przed- i poświąteczne, trochę spraw do przemyślenia, parę problemów do rozwiązania. A potem tylko cieszyć się świętami, spotkaniami rodzinnymi, oby w spokoju, bez zawirowań, zwłaszcza zdrowotnych