Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
sobota, 14 lutego 2015
Byliśmy małżeństwem 18 lat. Wielka miłość od pierwszego wejrzenia na studenckiej dyskotece, spacery, romantyczne chwile, pierwsza poważna próba miłości- jego wypadek i oświadczyny na szpitalnym łóżku. Żadnych kłótni, powoli dorabialiśmy się, pojawiły się dzieci. Dla rodziny poświęcałam wszystko- wolny czas, praca na 2 lub 3 etatach, żeby tylko niczego mojej rodzinie nie zabrakło. Obiadki na czas, posprzątane, uprane, dzieci dopilnowane. Po prostu wzorowa żona i matka, do tego dobrze zarabiająca na zachcianki i bez słowa sprzeciwu tolerująca coraz to nowe pomysły. A jednocześnie coraz bardziej zmęczona. Niestety- oferta pomocy to jeszcze nie pomoc. I tak pomału zaczęła wyłazić ze mnie jędza. Przestało mi się podobać takie małżeństwo. Jemu zresztą też. No, ale były dzieci... Co tu zrobić? Ja mogłam trwać w tym dalej, może udałoby się wypracować jakiś kompromis, ale z drugiej strony doszedł kryzys wieku średniego i któregoś wieczoru zażyczył rozwodu. Ok, bez sprzeciwu z mojej strony. Już wcześniej widziałam, że rozgląda się za kolejną miłością życia, a ja jestem tyko ograniczeniem wolności. Poszło szybko, sędzia na rozprawie musiał się świetnie bawić- był potrzebny tylko do przyklepania tego, co państwo sobie ustalili. No i w ten sposób od 4 miesięcy jestem rozwódką. Jeszcze przed rozwodem byłymąż kupił na kredyt mieszkanie- przecież musi się gdzieś podziać. Ja zostałam współwłaścicielką tego kredytu, bo on sam nie miał zdolności kredytowej. Jeszcze tylko muszę spłacić połowę naszego wspólnego majątku, bardzo skrupulatnie wyliczonego, do ostatniego talerza i dziecięcego roweru włącznie. Żeby było nadal śmiesznie, to byłymąż mieszka jeszcze z nami. Płaci połowę rachunków, a ja nadal piorę jego skarpetki, gotuję obiadki, zajmuję się całą logistyką rodzinną. A on jest wolny- szuka nowej miłości, rozwija się, spędza miło czas. Ja mam na głowie dom, dzieci i cukrzycę. Niektórzy mówią, że czas leczy rany i też sobie kogoś znajdę. Szczerze mówiąc to wątpię i chyba nawet nie chcę. Za stara jestem na nowy model, a używany mnie nie kręci, może znów być nieco wadliwy. A ja taka zupełnie sprawna też już nie jestem, dużo mi brakuje do bycia ideałem. W końcu jak sam tytuł mówi- jestem NIEPERFEKCYJNĄ MAMĄ... I tak oto romantycznie spędzam Walentynki, słuchając ulubionych piosenek. Akurat leci-" a ty się temu nie dziwisz, wiesz dobrze, co byłoby dalej, jak byśmy byli szczęśliwi, gdybym nie kochał cię wcale"
Dodatki na bloga