Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
niedziela, 12 kwietnia 2015

  Przemiła wolna sobota z przepiękną pogodą. Od razu chce się żyć i działać. Na szczęście powściągnęłam chęć na generalne porządki, których nie zdążyłam zrobić przed świętami. Robota nie zając, będzie brzydsza pogoda to poszaleję z odkurzaczem i szmatą, a pogoda nie zawsze dopisuje, więc trzeba korzystać.

  Na początek dnia młodsi chłopcy do fryzjera- też nie zdążyłam przed świętami, co prawda nie było pośpiechu, ale wolę jak mają uporządkowane fryzury. Potem Filip na golfa. W ubiegłym roku w ramach rozruszania byłymąż, który jest fanem wszystkiego co niecodzienne i ekskluzywne, zapisał go na zajęcia szkółki golfowej. Dziecku się spodobało, zajęcia w soboty, koledzy z klasy też byli i chodził zadowolony. Wczoraj miała być inauguracja sezonu, ale coś nie wyszło i tylko trochę pograli. Po długiej zimowej przerwie nie szło za dobrze, Filip wrócił w ponurym nastroju, ale większa ilość ruchu pomogła w obniżeniu cukru i dzięki temu oddala się widmo wielokrotnego podawania insuliny. Na szczęście nie zdążyłam zwiększyć dawki, bo mielibyśmy hipoglikemię. Zobaczymy co będzie dalej, oby stabilnie, choć widzę, że co jakiś czas mamy dość  wysokie poziomy, już-już chcę modyfikować dawki insuliny, a tu wraca wszystko do stanu pierwotnego. Piekielnie nieprzewidywalna choroba. Na obiad nie musiałam za bardzo się wysilać, dokończyłam akcję opróżniania lodówki z poświątecznych zapasów, potem spacerek dla zdrowia i popołudnie. Wpadła mi do głowy myśl o wyprawie na zakupy w galerii do sąsiedniego miasta. Nie przepadam za zakupami w wielkich sklepach, w tłumie ludzi, ale musiałam oderwać się choć na chwilę i tak zwyczajnie po babsku zaszaleć. Ostatnio w galerii byłam chyba w październiku lub listopadzie, więc się rozgrzeszyłam i pojechałam- sama. Oczywiście te zakupy marne- to za drogie, to nie pasuje, tamto ma nie ten kolor. Ciężko mnie zadowolić, a po zimie trochę mi się figura zdeformowała i to też przeszkadza. Kupiłam kilka bluzeczek w bezpiecznych szarych i beżowych kolorach i jedną nieco żywszą malinową- nie wiem tylko czy nie będzie leżała w kącie szafy. Oczywiście odwiedziłam Empik- kolejna porcja książek do czytania dla chłopaków, a sobie zakupiłam najnowszą płytę Cohena- była w cenie promocyjnej, więc nawet się nie zastanawiałam. Uwielbiam go słuchać, jest jak wino- im starszy tym lepszy. A "Did I ever love you" gra mi w duszy cały czas.

  Po powrocie do domu powerandowałam koty na balkonie, popodziwiałam kolory zachodu słońca i widoki- są naprawdę przyjemne, za ulica osiedle pięknych domków jednorodzinnych, potem łąka, rzeczka i las. Lubię posiedzieć wieczorem choć kilka chwil na balkonie z robótką szydełkową, kotem na kolanach, posłuchać żab, świerszczy lub słowików. Tylko chyba muszę kupić nowe fotele, bo stare się rozsypują, a więc czeka mnie kolejna wyprawa do jakiegoś Obi czy Castoramy i to wkrótce.

  Kuba sobotę też spędził dość intensywnie- do 13 szkoła, potem osiemnastka koleżanki. Musiałam pomóc w wyborze prezentu, bo on nie wie co lubią dziewczyny. Wrócił ok. 22.30, zadowolony, było ognisko z kiełbaskami, trochę szaleństw w ogródku, ale bezalkoholowo, więc bezpiecznie. Muszę zacząć planować jego osiemnastkę, to już za nieco ponad miesiąc. Trzeba to wpasować między turnieje tańca, moje dyżury, komunie w rodzinie- pewnie się przeciągnie na czerwiec.

  Wieczorem byłymąż poszedł na imprezę, a mnie wciągnęło oglądanie "Twoja twarz brzmi znajomo"- lubię ten program, chyba jedyny w powodzi różnych programów rozrywkowych. Poszłam spać o północy, niezbyt rozsądne, bo dziś mam dyżur i musiałam wstać o 5.30. Na szczęście dyżur mija dość spokojnie, były chwile zawirowań, ale ogólnie mam chwile wytchnienia i mogę trochę popisać. Jutro rano będzie gorzej- kiedy wracam po dobie nieobecności w domu zastaję pobojowisko nie do zaakceptowania. Nie mam jakichś wygórowanych standardów czystości, ale minimalny porządek mógłby być. Pewnie chłopaki odreagowują moje ciągłe napomnienia- kubek do zmywarki, zmieść okruchy ze stołu, posłać łóżko, skarpetki do kosza, pozbierać suche pranie, wynieść śmieci, dać jeść kotom, odrobić lekcje, odejść od komputera lub telewizora. Kiedy mnie nie ma- jest luz i nic nie trzeba. Szkoda...

  No i w ten sposób pozamiatałam te wszystkie okruszki, wrzucone do tajnej szufladki i zachomikowane- będą na później, kiedy już nie będzie tak miło i przyjemnie. Teraz czas wracać do prozy życia, praca, dom, dzieci, chwila rozrywki na blogu i kołowrotek się kręci.

Dodatki na bloga