Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
piątek, 12 czerwca 2015

   Od wczoraj jesteśmy w domu, dziś już normalny tok życia. Przedwczorajszy powrót do domu ze szpitala był nieco koszmarny. Byłam wyjątkowo zmęczona, śpiąca i ogólnie nie do życia. Poza tym koleiny, sznur tirów z naprzeciwka i wariaci wyprzedzający na podwójnej ciągłej. Tylko potrójny doping umożliwił bezpieczną jazdę. Kawa na zmianę z lodowatą wodą, owocowe mentosy i głośna energetyczna muzyka. Słuchałam piosenek Janusza Radka, Bajora, Wysockiego, a przez ostatnie 10 kilometrów w kółko "Czy te oczy mogą kłamać". I przypomniały mi się czasy podstawówki, kiedy to w letnie wieczory razem z kuzynką wędrowałyśmy na pastwisko po krowę cioci. Na kasetowym Kasprzaku całą drogę w kółko słuchałyśmy tej piosenki i tak przez kilka tygodni. Wariactwo nastolatek, ale to była nasza ulubiona, potem jeszcze wieczory przy ognisku i harcerskie śpiewy... Ech, kiedy to było.

   W domu w porządku, tylko egzaltowane telefony teściowej trochę mnie pomęczyły. Tłumaczyłam jej kilkakrotnie, że te badania to tylko formalność, bardziej dla spokoju sumienia lekarzy, bo naprawdę nic złego, że nie ma to związku z cukrzycą. Co chwila słyszałam- " chwała Bogu", "ach jak to dobrze", " dzielne dziecko, tak dobrze sobie radzi", " to dobrze, że chcą tak dokładnie badać". Ja wiem, że to z dobroci serca, ale uciążliwe. Nie można powiedzieć nic konkretnego, bo jej interpretacje rzeczywistości są tak pokręcone, że sama bym nie wymyśliła gorszych scenariuszy. Pamiętam jak kilka lat temu po wykonaniu rtg płuc (wtedy jeszcze była całkiem zdrowa), zadzwoniła z płaczem, że ma raka płuc. Poprosiłam o przeczytanie opisu, oczywiście był prawidłowy, ale opis kłamie, na pewno lekarze nie chcą powiedzieć prawdy, tak jest źle. Skąd pomysł raka? Bo pośrodku zdjęcia była wielka biała plama czyli serce. Długo nie dawała się przekonać i było, że chcemy przed nią ukryć chorobę. A zdawałoby się w innych sprawach mądra i rozsądna kobieta...

  Jak było w szpitalu? Nie narzekam, ale bez rewelacji. Mały zgrzyt na początek- w rejestracji izby przyjęć wisi kartka, że dzieci z cukrzycą, onkologiczne i do odczulania są przyjmowane poza kolejnością. Uznałam, że nas to dotyczy, ale jednak nie- z cukrzycą to tylko na diabetologię, ale tej informacji na kartce nie było. Nie odpuściłam- nie będę Filipa trzymać nie wiadomo do której na czczo i rozwalać całego porządku posiłków. Gastrolodzy na cukrzycy się nie znają. Pani doktor prowadząca, kiedy opowiedziałam o swoich modyfikacjach dawkowania insuliny ze zdziwieniem zapytała- " a dlaczego? Jaki lekarz kazał tak zrobić", więc i tak byliśmy na konsultacji u naszej pani profesor, która oficjalnie potwierdziła moje zmiany. Dietetyczka rozsądna, udało mi się ustalić dietę bez tego, czego Filip nie lubi- zamiast zup mlecznych kubek mleka, trochę więcej warzyw i owoców, ale i tak poza obiadem królowały kanapki, głównie z szynką konserwową. Filipowi uszami wychodziły, ale jeść musiał. Ja z kolei musiałam sama pilnować godzin posiłków, ustalania dawki i podawania insuliny, bo nawet z tym były problemy, dobrze, że wzięłam igły i nakłuwacze, bo tego oddział nie ma. Pielęgniarki miłe, pomocne, ale z podaniem insuliny o 22, kiedy mnie już nie było, radziły średnio- nie umiały przygotować pena do użytku, miały według Filipa dziwną technikę wkłuwania igły, ale trudno, nie robią tego na co dzień, więc nie będę się czepiać. Dla pobrania krwi, usg brzucha i tętnic szyjnych i testu na mukowiscydozę leżeliśmy 3 dni- przy dobrej organizacji można byłoby to zrobić w kilka godzin, ale Polska to bogaty kraj w którym nie liczy się pieniędzy... Mały zgrzyt był też na koniec. Pani doktor umówiła nas na wizytę kontrolną do profesora gastrologii, ale musiałam jeszcze zejść do tej poradni. Pielęgniarka potrzebowała numeru karty, żeby nas wpisać. Oczywiście nie miałam go ze sobą, więc musiałam pójść do rejestracji, odstać 40 minut w kolejce po numer i już było OK. To samo można było załatwić telefonicznie, ale nie bo nie.

  A od rana- codzienność. Uszczęśliwiłam dziś ponad 30 osób, bo jednak poszłam do pracy, mimo że zapowiadałam co innego. Pogoda cudowna i taka też ma być w weekend, więc będziemy odpoczywać. Jeszcze tylko jutro ostatni turniej w tym sezonie. W mieście też ma być kilka imprez, może jakiś wypad nad jezioro, w każdym razie na pewno nie sprzątanie i siedzenie w domu. I mam nadzieję, że uda nam się wymiksować z obowiązkowego obiadu u teściowej, bo nie wytrzymam kolejnej jałowej rozmowy o niczym.

 


 

Tagi: cukrzyca
16:17, aga-joz
Link Komentarze (1) »
Dodatki na bloga