Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
piątek, 16 czerwca 2017

  Co to jest, że jak tylko pochwalę cukier, że jest dobrze, to następnego dnia szaleje nie do opanowania? Tyle dni było dobrze, Libra pokazywała, że ponad 60% czasu poziom cukru był w zakresie docelowym, a w nocy podskoczył do 180 i mimo korekty, zwiększenia bazy nie miał zamiaru spadać. Rano stres- przed śniadaniem 170, a jeść się chce. Filip mocno wierzy pomiarom z Libry i nie chce kłuć palców, z oporami zmusiłam go do sprawdzenia. Było nieco niżej- 146, czyli błąd w zakresie dopuszczalnym. W okolicach obiadu cukier wrócił do 90-100, a po podwieczorku znów wyskok do 200 i oporne spadanie. Na kolację start z 160, po zjedzeniu- chwilowa hipoglikemia 59, a teraz znów rośnie. Wkurzające są te huśtawki. Czasem na Facebooku ludzie pokazują piękne proste linie z Libry, widziałam zdjęcie czytnika, gdzie ponad 90% czasu było w zakresie docelowym. Wiem, że to jednostki, godne pozazdroszczenia, bo też bym tak chciała. Większość ma tak jak my- chwila dobrze, chwila gorzej, chwila tragicznie. Filip jest bardzo zdyscyplinowany, nie podjada po kryjomu, zawsze pyta, kiedy ma na coś ochotę. I staram się mu nie odmawiać, oczywiście w granicach rozsądku. Przygotowuję urozmaicone posiłki, czasem jadamy niekoniecznie zdrowe rzeczy. Słodyczy prawie nie bywa- próbuję zastąpić je naturalnymi, owoce, desery własnoręcznie przygotowywane (wczoraj piekliśmy dietetyczne muffinki). Na szczęście Filip nie jest wybredny, jada praktycznie wszystko, lubi warzywa, ryby, zupy. Cały czas boję się, żeby nie dołączyła do cukrzycy celiakia, bo gdybym miała jeszcze kombinować z jedzeniem bez glutenu, to chyba bym się załamała. Tym bardziej, że przecież do wykarmienia mam resztę rodziny, która nie byłaby zachwycona taką zmianą. W zasadzie badania na celiakię były robione tylko przy pierwszym pobycie w szpitalu, już dawno powinny być sprawdzone, bo te choróbska lubią sobie współistnieć. Jakoś przy wizytach w poradni diabetologicznej umknęło mi, że warto sprawdzić te badania, a pani profesor też coś nie wspominała, ale już przy kolejnej wizycie muszę pamiętać. Nie da się odwlekać, tym bardziej, że ostatnio bywały bóle brzucha bez powodu. W ciemno podałam leki przeciw robakom- nie jestem zwolenniczką profilaktycznego odrobaczania, ale jęki Filipa były już uciążliwe i z desperacji poleczyłam go w ciemno. Na razie chyba pomogło, na brzuch się nie skarży, natomiast dopadła go alergia. Pylą trawy. W ubiegłych latach jakoś tego nie odczuwał i myślałam, że przynajmniej on nie będzie miał problemu. Bo Kuba i Mati są uczuleni na pyłki traw, drzew, roztocza, a Kuba dodatkowo na sierść kota. Mati od prawie roku się odczula, choć efekty póki co mizerne. W tym roku pylenie jest bardzo nasilone, wszystko zaczęło kwitnąć w jednym czasie i efekt mamy- kichanie, nos zatkany, oczy łzawią, Filip rozdrażniony. Czyli czeka nas jeszcze wizyta u alergologa w przyszłości. Aż boję się myśleć, bo alergia (i jej leczenie) też może mieć wpływ na cukry. Same "przyjemne" niespodzianki.

   Kuba też nie daruje, żeby nie dołożyć mi stresów. Na studia się prawie zdecydował- ekonomia lub rachunkowość. Nie wiem, czy to dobrze, ekonomia to taki mało konkretny kierunek, rachunkowość może lepsza, ale nie też nie do końca chyba przemyślana. Nie sztuką jest studiować, sztuką jest po skończeniu studiów znaleźć dobrą pracę i móc się utrzymać. Mam przykład brata byłegomęża- studiował modne "marketing i zarządzanie". Pracy na miarę swoich ambicji długo nie mógł znaleźć, teraz jest przedstawicielem handlowym z marną pensją podstawową, tylko premie go ratują, a i to nie zawsze. Na dodatek Kuba rwie się do samodzielności. Nie mam nic przeciwko, wręcz się cieszę, tylko obawiam się skutków pochopnych decyzji. Rzecz jasna nic nie poradzę na wybory Kuby, mogę tylko zwrócić mu uwagę, że pewne sprawy w świecie dorosłych trzeba załatwiać inaczej, ale wątpię, czy mnie posłucha. Wydaje mu się, że jest taki mądry i dorosły... Niestety naukowcy twierdzą, że ośrodki w mózgu, odpowiedzialne za podejmowanie decyzji, przewidywanie konsekwencji działań, rozwijają się najpóźniej, około 20 roku życia. Czyli u Kuby dopiero ten proces się zaczął. Ostatnio wymyślił, że chce zrezygnować z dotychczasowego mieszkania i wynająć ze swoją dziewczyną coś większego i bliżej centrum. Jak twierdzi- będzie studiował i pracował, żeby się utrzymać. Szkoda- to mieszkanie nie było złe, przede wszystkim tanie, tylko za czynsz i opłaty. Podejrzewam, że po miesiącu czy dwóch, kiedy dostanie w kość i zobaczy, że ciężko jest się utrzymać samodzielnie, zmieni zdanie, ale wtedy może już nie być odwrotu. Zobaczymy, może zrezygnują na etapie planowania, a jeśli nie- trudno, ich decyzja.

   Za to Mati jak przystało na środkowe dziecko sprawia najmniej kłopotów. Jak jest głodny (a zdarza się to kilka razy dziennie), to potrafi sobie coś ugotować. Sam załatwia sprawy z dokumentami do nowej szkoły, jeszcze czeka go wizyta w medycynie pracy. I też powiedział, że pójdzie sam, ja mam mu tylko napisać upoważnienie, że się zgadzam na samodzielną wizytę, bo nie ma jeszcze 16 lat. Dziś były wyniki egzaminu gimnazjalnego. Dobrze mu poszło- wszystko powyżej 95%, część matematyczna 98%. Zdolne dziecko, mam nadzieję, że mu nie przejdzie chęć do nauki i rozsądne podejście do życia. Oczywiście muszę dyskretnie czuwać, żeby nie wyszło, że taki dobry, porządny, a nie pilnowany- zejdzie na manowce. Jutro mamy ostatni turniej tańca w tym sezonie, na szczęście blisko, organizowany przez drugą część naszego klubu w sąsiednim mieście. Nie wiem, czy będzie jakiś sukces. Miło by było, bo ten sezon do bardzo udanych nie należał, więc dobry akcent na zakończenie by się przydał, ale wiadomo, my możemy liczyć na wiele, a wyjdzie co innego. 

  Urlop- myślałam, że uda mi się wziąć tydzień w lipcu, wyjechać w innym kierunku niż nad morze, ale chyba nic z tego. Pojawiły się inne plany i potrzeby. Za to byłymąż kombinuje jak tu rozpieścić dzieci- chce zabrać chłopaków gdzieś za granicę i pyta,, czy puszczę z nim Filipa. Czemu nie, tylko żeby nauczył się przeliczania wymienników i dobierania dawek insuliny. Na razie skończyło się na tym jednym pytaniu i stwierdzeniu, że może wystarczy telefon, skoro znoszą roaming. Gorzej, jeśli na takim wyjeździe coś się nieprzewidzianego wydarzy. A życie lubi niespodzianki i psucie ustalonego porządku...

Dodatki na bloga