Darmowy licznik odwiedzin
RSS
czwartek, 15 lutego 2018

   Co widzimy oczyma wyobraźni, kiedy słyszymy, że ktoś choruje na cukrzycę? Najczęściej osobę w wieku nieco powyżej średniego, otyłą, mało ruszającą się. Dlaczego choruje? Bo za dużo waży, bo za mało się rusza, bo źle się dotychczas odżywiała- w domyśle objadała się słodkościami i tłustymi rzeczami. Jak jest leczona? Do znudzenia powtarza się osobom chorującym na cukrzycę- dieta (słodkiego nie wolno), ruch, potem dostają tabletki- to tak zwana „lekka cukrzyca”. A jak już jest „ciężka” albo „zaawansowana” albo jeszcze lepiej „drugiego stopnia”- to dostają insulinę. A jaka jest prawda? Ano spróbuję trochę powyjaśniać, poobalać mity, powalczyć ze stereotypami. Bo tych stereotypów jest niestety mnóstwo. Do tego większość osób ma niestety tendencję do prezentowania postawy- coś tam wiem na dany temat, więc się znam, jestem ekspertem. Z wielkim żalem stwierdzam, że często jest to wiedza błędna, najczęściej z powodu nieświadomości. W obecnych czasach dostęp do informacji jest fantastycznie prosty- kilka kliknięć i już wszystko wiadomo. Gorsza sprawa jeśli jest to wiedza niezweryfikowana lub nie do końca zrozumiana. Potem krążą teorie, które z rzeczywistością mają niewiele wspólnego, są powielane, a skądinąd wiadomo, że jeśli coś się powtórzy wystarczającą ilość razy, to staje się to najprawdziwszą prawdą. Nie zabierałabym się do tłumaczenia co to jest cukrzyca i jak wygląda gdyby nie dwie sprawy. Po pierwsze- w ramach urozmaicenia pani od biologii w szkole Filipa poprosiła o pogadankę na lekcji na temat chorób cywilizacyjnych ze szczególnym uwzględnieniem cukrzycy. Po drugie- na początku blogowania założyłam, że ma on pełnić również funkcję edukacyjną, bo cukrzyca typu 1 jest tak naprawdę chorobą znaną marginalnie i niestety najczęściej jej postrzeganie jest bardzo fałszywe. O pewnych sprawach pisałam wielokrotnie, ale w natłoku mojego gadulstwa mogły po prostu umknąć, więc teraz niejako przy okazji spróbuję ten edukacyjny aspekt uporządkować. Tak w ogóle to chodzi mi po głowie jeden pomysł, nieomal genialny, ale to temat przyszłości.

   Cukrzyca, po łacinie dźwięcznie nazywana Diabetes mellitus, to choroba znana od tysięcy lat, do bardzo niedawna była też śmiertelną chorobą, nikt nie znał na nią leku. Próbowano intuicyjnie ratować chorych dietą wysokobiałkową lub wysokotłuszczową i niskowęglowodanową, ale bez większego powodzenia. Dopiero odkrycie insuliny w 1922 roku uratowało pierwszego cukrzyka typu 1. Bo tak naprawdę ta cukrzyca, od której się zaczęła historia choroby to właśnie typ 1. Pierwsze wzmianki pochodzą ze starożytnego Egiptu, 1500 lat p.n.e. Wtedy ówcześni lekarze zauważyli, że ta tajemnicza dla nich choroba, oznaczała bardzo częste oddawanie moczu oraz utratę wagi. Dzięki temu nazwali ją "ogromnym oddawaniem moczu". Samo słowo "diabetes" pojawiło się ok. 250 r p.n.e w pismach greckiego lekarza, Apoloniusza z Memfis. Diabetes z łaciny oznacza "przeciekanie" lub "przelewanie się przez coś", i odnosiło się do ogromnego pragnienia i częstego oddawania moczu jakim charakteryzują się osoby chore. Tak jakby wypijana woda przez nie przeciekała. Już od początku historii choroby, lekarze zauważyli że mocz chorych jest słodki i że przyciąga mrówki i inne insekty. Niektórzy lekarze w ramach diagnozy próbowali więc próbkę moczu. Stąd pochodzi druga część nazwy – ‘mellitus’, czyli miodowy, słodki. Nie była to wtedy jeszcze choroba częsta. Dalsze badania nad cukrzycą, jej przyczynami i leczeniem kryją się za zasłoną wieków. Pewnie gdzieś są opisane, jak to w nauce bywa, ale na tyle mało odkrywcze, że się o nich mało pisze, więc nie dotarłam do tych informacji. Później, w czasach rewolucji francuskiej dokonało się pierwsze prawdziwie rewolucyjne odkrycie w dziedzinie diabetologii. Jego autorem był Szkot John Rollo. Zauważył, że ilość cukru w moczu zależy od zawartości talerza chorego: pokarmy roślinne zwiększają zawartość cukru we krwi, a pokarmy zwierzęce zmniejszają. Było w tym sporo racji, jako że te pierwsze składały się głównie z węglowodanów, a drugie z białek i tłuszczy. Rollo był pierwszym lekarzem, który zaczął leczyć cukrzycę dietą o niskiej zawartości węglowodanów. Stało się to podstawową formą terapii aż do odkrycia insuliny. Do czasu odkryć Rollo uważano, że organem odpowiedzialnym za cukrzycę są nerki (ponieważ jednym z objawów był słodki mocz). Potem winą za chorobę zaczęto obarczać żołądek, w którym miał zachodzić proces wytwarza cukru z pokarmów roślinnych. O trzustce nikt do tego czasu nie pomyślał. W połowie XIX wieku podejrzenia padły na wątrobę. Claude Bernard zauważył, że w krwi zdrowych zwierząt zawsze znajduje się glukoza. W kolejnych badaniach odkrył, że w wątrobie znajduje się substancja, która magazynuje glukozę i produkuje cukier. Nazwał ją glikogenem, co dosłownie oznacza "tworzący cukier". W połowie XIX wieku berliński student Paul Langerhans opisał pewną grupę komórek trzustki. Były one zupełnie inaczej unerwione niż reszta tego narządu. Jego badania przeleżały niezauważone kolejne 20 lat, aż zwrócił na nie uwagę Gustaw Laguesse. Nazwał je "wyspami Langerhansa" i odkrył, że produkują substancję mającą udział w procesie obniżania stężenia glukozy we krwi. Nazwał tę substancję insuliną od łacińskiego słowa insula, czyli "wyspa". Mniej więcej w tym samym czasie francuski lekarz Apolinary Bouchardat zauważył, że chorzy dzielą się na dwie zasadnicze grupy. Do pierwszej należały osoby starsze i otyłe, które zgodnie z odkryciem Johna Rollo dobrze reagowały na dietę oraz na zwiększony wysiłek fizyczny. Druga grupa, którą zauważył Francuz, to osoby młode i szczupłe, na które terapia złożona z diety i wysiłku w ogóle nie działała. Niedługo potem wprowadzono terminy „cukrzyca osób szczupłych” i „cukrzyca osób otyłych”. W kolejnym przełomowym eksperymencie niestety ucierpiały psy. Niemieccy naukowcy Mering i Minkowski odkryli, że usunięcie trzustki u psów wywołuje cukrzycę, a wszczepienie jej z powrotem (wystarczył niewielki fragment wszczepiony pod skórę) zapobiegało rozwojowi choroby. Za ten dziwny mechanizm odpowiedzialna była – produkowana przez komórki beta trzustki – insulina. W 1922 r. Kanadyjczycy Frederick Banting, Charles Best i James Collip (z pomocą kierownika kliniki Johna Macleoda) uzyskali insulinę na tyle czystą, że mogli ją wstrzyknąć choremu na cukrzycę pacjentowi.

   Obecnie na cukrzycę typu 1 choruje około 10% diabetyków, pozostałe 90% to cukrzyca typu 2. Dwie najważniejsze przyczyny cukrzycy typu 2 to upośledzenie wydzielania insuliny, na które wpływ mają różne czynniki genetyczne, oraz oporność na działanie insuliny, której przyczyną mogą być zarówno czynniki genetyczne, jak i otyłość. Tak więc w powstawaniu cukrzycy typu 2 biorą udział dwa czynniki: genetyczny, na który nie mamy wpływu, oraz środowiskowy - otyłość, zwłaszcza brzuszna, która jest tzw. czynnikiem modyfikowalnym, czyli wynika w znacznej mierze z trybu życia danej osoby i może ulec zmianie wskutek odpowiedniego postępowania. Cukrzyca typu 2 jest też chorobą dziedziczną. Zwykle dotyczy osób w starszym wieku, ale ze względu na epidemię otyłości, wiek zachorowania na cukrzycę typu 2 znacznie się obniżył i bywa ona w coraz młodszym wieku, niekiedy nawet u nastolatków. Popularna „dwójka”rozwija się wtedy, kiedy nasze ciało nie jest w stanie w pełni wykorzystać insuliny produkowanej przez trzustkę. W takim przypadku trzustka zaczyna produkować jeszcze więcej insuliny, aby zapobiec wzrostowi poziomu cukru we krwi. Przez wiele lat może rozwijać się podstępnie, dając skąpe objawy lub nawet nie dając ich wcale, a bywa wykryta przypadkowo lub przy diagnostyce innych chorób. Często w momencie diagnozy już widać powikłania, które ta podstępna choroba wywołała.

   Cukrzyca typu 1 jest chorobą autoimmunologiczną. Oznacza to, że nasz organizm z niewiadomej przyczyny zaczyna produkować przeciwciała niszczące komórki produkujące insulinę. Nie ma możliwości przewidzieć, kogo ta choroba dotknie. Owszem można podejrzewać, że w rodzinach obciążonych chorobami autoimmunologicznymi ryzyko wystąpienia cukrzycy będzie większe, ale mimo to jest to jest wielka loteria i niewiadoma. Do pewnego momentu organizm radzi sobie z wysokim poziomem cukru, a potem jest klasycznie- wzmożone pragnienie- picie litrami czego popadnie, a przez to ogromne ilości oddawanego moczu, chudnięcie, czasem bardzo gwałtowne. Zaburzenia koncentracji, zaburzenia widzenia, senność. Oddech pachnie jabłkami. Wtedy cukier jest już wysoki- bywa 300, 400, a nierzadko i koło 1000mg%. W badaniach krwi stwierdza się kwasicę ketonową- stan zagrażający życiu. Jedyna rada to szpital i insulina. Od tego momentu zaczyna się wyboista droga diabetyka. Bo jest to choroba bardzo wymagająca, do końca życia, nie pozwalająca na moment zapomnienia. Na początku choroby bywa tak zwany „miesiąc miodowy” czyli remisja, kiedy na pewien czas wydaje się, że objawy choroby ustąpiły. Bo dawki insuliny są malutkie, czasem nawet udaje się obejść bez insuliny. Trwa różnie długo, kilka tygodni, kilka miesięcy, wyjątkowo kilka lat. Ale może też nie być „miodowego miesiąca” wcale. Kiedy się zdarzy, w chorych, a złaszcza ich rodziców, wstępuje nadzieja- może diagnoza była błędna, może to jednak nie cukrzyca. Niestety to tylko chwila w cukrzycowym życiu, potem jest już szara rzeczywistość. Pomiary cukru we krwi, ważenie jedzenia, przeliczanie dawek insuliny, ciągła samokontrola. No właśnie. O ile w cukrzycy typu 2 lekarz ustala dawki leków, dietę i można się tych ustaleń trzymać, o tyle w cukrzycy typu 1 tak się nie da. Już w szpitalu lekarze podkreślają, że to my, rodzice, jesteśmy najważniejszymi lekarzami swojego dziecka. To my musimy się nauczyć wszystkiego o chorobie na tyle, żeby móc modyfikować dawki insuliny, dostosowywać ją do aktywności, posiłków, dodatkowych chorób. Tu nie ma sztywnego dawkowania, wszystko jest bardzo płynne, bardzo dynamicznie się zmienia, czasem trzeba reagować z minuty na minutę. Fajna choroba, prawda?

   Halo, czy ktoś to jeszcze czyta i nie zasnął? Ostrzegam, to nie koniec. Oczywiście to wszystko co wyżej napisałam to nie tylko moja radosna twórczość. W internecie jest mnóstwo mądrych i wartościowych stron o cukrzycy, portali dla pacjentów, w dużej mierze korzystałam z ich zawartości (nierzadko popełniając plagiat). Ciąg dalszy nastąpi już wkrótce. Macie jakieś pytania?

Tagi: cukrzyca
22:51, aga-joz
Link Komentarze (6) »