Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
środa, 06 grudnia 2017

   Od lat nie oczekuję na żadne prezenty z okazji i bez okazji. Jak mam na coś chęć, to funduję sobie sama. Może za bardzo wymagająca jestem w kwestii prezentowej i nie mam ochoty na wieczne rozczarowania, choć na zewnątrz wypada pokazać jak bardzo się cieszę? Bo też i podejście mojej rodziny do dawania prezentów jest oględnie mówiąc nijakie. 

  W dotychczasowym życiu zawsze o wszystkie okazje dbałam ja. Starałam się wymyślić prezent w guście osoby obdarowywanej, adekwatny do potrzeb, choć niekoniecznie z rzeczy praktycznych. Jeśli np. czapka i szalik to z jakimś pomysłem. Zwykłych ubrań unikam, chyba że to ma być prezent ze wskazaniem. Często to są książki, bo uważam je za coś uniwersalnego, ale też staram się, żeby to nie była byle jaka książka, a zgodna z zainteresowaniami. Szukam prezentów z przesłaniem, bywa to trudne, ale jeśli mam sprawić komuś radość, to chciałabym, żeby była ona szczera, a nie na pokaz. Nie lubię też iść na łatwiznę, nie cierpię pytań- co chcesz dostać. Nie przepadam też za rozwiązaniem typu bon prezentowy, a już kasa w kopercie drażni mnie okropnie. Rozumiem, że nie jest to łatwa rzecz, wymyśleć, znaleźć, podarować, ale gdyby choć trochę wysiłku? Skoro ja zaganiana, w wiecznym niedoczasie mogę, to dlaczego inni nie?

Co dotychczas z takich cudnych niechcianych prezentów dostawałam? Już kiedyś pisałam http://mamanieperfekcyjna.blox.pl/html/1310721,262146,20.html?14, więc nie będę się powtarzać. Choć przyznam, że w ubiegłe święta zostałam pozytywnie zaskoczona. Czy w tym roku będzie podobnie- zobaczymy. 

  Natomiast Mikołajki przywitały mnie prezentem niechcianym. W zasadzie to zaczęło się wczoraj- znienacka napad kaszlu, jeden, drugi, trzeci... Taki aż do wyplucia płuc, dawno go nie miałam. Zazwyczaj moje choróbska zaczynają się od bólu gardła, 2-3 dni okropnego bólu, potem przytkane zatoki, a na koniec półtora miesiąca kaszlu. A tym razem nietypowo, zaczęło się od kaszlu i od razu na maksa. Na dodatek wcale nie czułam się jakoś przeziębiona, w zasadzie nic, tylko kaszel. Dziś już lekko drapie w gardle, czuję zatoki. Może uda mi się to zdusić w zarodku, bo od razu wyciągnęłam zapasy leków. Teraz tylko trzeba pamiętać o ich stosowaniu, bo na pewno nie zadziałają, jeśli nie będę łykać, psikać i inhalować. A jako że nie jestem przyzwyczajona do systematycznego leczenia, to i efekty nie są zbyt spektakularne. Kiepski ze mnie pacjent.    

  W każdym razie składam oficjalne zażalenie- nie o taki indywidualny prezent mi chodziło, Święty Mikołaju. Ja poproszę o coś miłego!

Dodatki na bloga