Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
wtorek, 17 października 2017

  Nie moja- o tej pisać na razie nie chcę, bo rozpacz mnie ogarnia. Chodzi mi o wagę plecaków szkolnych moich chłopaków. A jest ona z tych niestety dość wysokich. Gdzieś tak do połowy września Filip nie miał jeszcze większości książek do 7 klasy, ale stopniowo ich przybywało i plecak robił się coraz cięższy. Dziś miał na przykład matematykę, polski, historię, biologię, angielski- do tego podręcznik, ćwiczenia i zeszyt. Na szczęście na plastykę, wf i muzykę nic nie trzeba nosić. Oprócz tego woda, kanapki, trochę rzeczy na dosłodzenie w razie awarii i plecak ważył prawie 6 kg. I niestety nie wytrzymał, dno się rozerwało. Plecak nowy, kupiony na ten rok szkolny. Już sama nie wiem, czy naprawdę Filip musi nosić te wszystkie cegły. Szafek w szkole nie mają. Dramat po prostu. Mateusz też miewa dni, kiedy skumulują się przedmioty wymagające podręczników i plecak jest masakrycznie ciężki. Mamy XXI wiek, a postępu w tej kwestii nie widać. I nie ma co się dziwić, że kręgosłupy wysiadają w młodym wieku. Dramat...

  Mój kręgosłup na szczęście ominęły trudy dźwigania podręczników. Kiedy byłam w podstawówce, mieszkałam w budynku szkoły (na wsiach tak bywało), więc nie nosiłam za wiele, zawsze mogłam na przerwie pobiec do domu. W liceum- internat był też 2 kroki od szkoły, a my z koleżankami miałyśmy sprytny sposób, nosiłyśmy tylko zeszyty na 2-3 lekcje, czasem podręcznik, jeśli już była zdecydowana konieczność, a potem na przerwie wymiana. Na studiach czasem trzeba było wziąć ze sobą coś z grubszych książek, ale na szczęście też nie za często. Tak więc kręgosłup oszczędzałam, na razie mi nie dokucza. I mam nadzieję, że nie będzie. Zwłaszcza, że joga dla mojego kręgosłupa jest rewelacyjna. Trochę się bałam, że w najbliższych tygodniach przez konieczność pracy na popołudnia za szefową, przepadnie mi kilka zajęć, ale na szczęście dziś instruktorka powiedziała, że jeśli mi bardziej pasuje, to są zajęcia o 19.30. Zdążę na nie bez problemu. I może uda mi się nawet być 2 razy w tygodniu? Dobrze by było. Niby to takie niewinne ćwiczenia, a dają tyle energii, endorfiny wręcz buzują. Szkoda, że w naszym mieście nie ma jogi i muszę dojeżdżać, ale jeśli się coś lubi, to nie jest to takie straszne.

Dodatki na bloga