Darmowy licznik odwiedzin
RSS
czwartek, 12 lipca 2018

  Wczorajszy wieczór spędziłam przed komputerem (korzystając z faktu, że w czasie meczu ten lepszy był wolny) i udało mi się chyba zrobić coś niemożliwego.  A przynajmniej dotychczas wydawało mi się, że to będzie niemożliwe. Bo ja to w zasadzie nie lubię komputerów, instalowania różnych rzeczy, wczytywania, kombinowania w które okienko mam kliknąć i kiedy albo dlaczego, tworzenia różnych haseł, loginów itp. Ogólnie to mam lekkie podejrzenia, że komputery po prostu mnie nie lubią, mają takie hobby, że się zawieszają kiedy tylko za pewnie się przy nich poczuję. Zwłaszcza w pracy- wielokrotnie coś tam przestawało działać, nie pomagało restartowanie i inne podobno sprawdzone sposoby. Przychodzi nasza sekretarka, dotyka klawiatury- i nagle działa. Aż mi wtedy głupio, bo wygląda to tak, jakbym była całkiem nierozgarnięta.

   Niestety musiałam zabrać się za instalację pewnego systemu czy też programu, nie wiem jak to nazwać, po drodze było jeszcze tworzenie kont i inne działania, które są dla mnie czarną magią. Potrzebne mi to było w związku z tym, że w czasie pobytu w szpitalu będziemy próbować innego rodzaju CGM czyli Guardian Connect. A ja bym chciała- oprócz powiadomień, że cukier rośnie lub spada, przesyłanych sms-em- mieć podgląd na poziom cukru i trendy cały czas w swoim telefonie. Taka ciekawska jestem. Najbardziej chodzi o noce, zwłaszcza wtedy, kiedy Filip będzie na obozie, ale i ogólnie dobrze mieć taki podgląd. Wcześniej byłam zachwycona Librą i BluConem, nadal uważam, że jest to świetna rzecz, ale niestety ostatnio się nieco popsuła. W momencie kiedy zaczęliśmy używać BluCona, zaczęły nam szwankować sensory. Początkowo myślałam, że to nasza wina, bo coś robimy źle, ale potem okazało się, że ten problem dotyczy nie tylko nas, sporo osób miało podobnie. Filip jednak stwierdził, że nie chce już BluCona, skoro jest taki zawodny. Trudno, i tak mieliśmy spróbować refundowanego Guardiana, zakupiłam wszystko, jesteśmy umówieni na szkolenie, zobaczymy jak to nam będzie pasowało. Jak z każdą nowością- mam lekkie obawy. System NightScout, bo nad tym wczoraj pracowałam to takie DIY (zrób- to sam), więc też nie ma gwarancji, że zadziała na 100%. W każdym razie jestem szalenie dumna z siebie, że udało mi się przejść dość skomplikowaną drogę instalacji, oczywiście zgodnie z rewelacyjnie napisami instrukcjami osób, które to opanowały, mimo kilku potknięć i wątpliwości po drodze. to jeszcze nie koniec, bo instalacja to jedno, pozostaje kwestia czy i jak to zadziała po założeniu sensora, ale mam nadzieję, że moja praca nie pójdzie na marne.

  No i właśnie wczoraj Libra po raz kolejny pokazała nam swoje mroczne oblicze. W nocy standardowo mierzę cukier około 2. Na ekranie pokazało się 42 i wykres poniżej normy od co najmniej godziny. Omal nie zeszłam na zawał, ale coś mnie tknęło i jednak postanowiłam zmierzyć z palca. Niespodzianka- było 86, owszem trochę za mało, ale nie aż tak! Do rana niestety Libra zaniżała. W ciągu dnia było raz prawidłowo, raz rozjazdy. A potem po południu cały czas niski poziom, niezgodny z rzeczywistymi pomiarami. 11 doba sensora, powinien działać jeszcze pełne 3 dni, ale trudno, zdejmujemy, zakładamy nowy. A ten nowy nie uruchomił się, próbowaliśmy 4x co godzina i nic. Ponieważ już była noc, więc do rana dałam spokój. To znaczy spokoju nie było, bo nie mając podglądu na trendy jak głupia co godzinę mierzyłam z palca. Noc z głowy, rano założyliśmy kolejny sensor, tym razem zadziałał i pokazuje prawidłowo. Trochę stresu mi się przeżyło. Jednak bez tej techniki jest znacznie trudniej. Wiem, że da się, przez prawie 2 lata przecież były peny a nie pompa, wielokrotne kłucie palców, ale skoro można ułatwić sobie życie, to ja chcę i koniec. Choć wolałabym nie mieć takich komplikacji.

 Właśnie sobie uświadomiłam, że w czasie pobytu Filipa w szpitalu będę miała możliwość spokojnego przespania 3-4 nocy. Bo w tym czasie kto inny będzie czuwał nad jego cukrami. Wręcz niemożliwe! Nieprawdopodobne!