Darmowy licznik odwiedzin
RSS
wtorek, 24 kwietnia 2018

   Może nie tak w całości jak bym chciała, ale przecież "impossible" to nie taka prosta sprawa. Otóż udało mi się w końcu umyć te nieszczęsne okna! Część wczoraj przed pracą, resztę dziś po pracy i z tym już mam spokój. Jeszcze przydałoby się zmienić wystrój okien, bo te firanki i zasłony mają lat chyba 7 czy 8 ale tu od podjęcia decyzji do wykonania może upłynąć nieco więcej czasu. Za duży wybór jest, trudno się zdecydować. Poza tym nie cierpię szukania czegokolwiek w sklepach stacjonarnych- niby wybór jest, ale większości tego typu sklepów w naszym miasteczku brak, więc trzeba się decydować na wycieczkę do sąsiedniego miasta, a to niestety z powodu braku czasu jest bardziej skomplikowane. Poza tym jeśli znajdę coś, co mi się podoba, to zawsze jest jakieś "ale"- kolor, fason, cena, dostępność. Dlatego wolę poszukać w internecie, mimo że bywa ryzykownie, bo nie zawsze w rzeczywistości wygląda tak jak na obrazku, to jednak mniej mnie odrzuca od takiego szukania. 

   Poza tym czeka na mnie mnóstwo innych prac domowych, zaległych bardziej lub mniej, skoro uporałam się z największą zmorą, to myślę, że i do reszty jakoś się zabiorę. Wolę nie dopuścić do sytuacji, kiedy to się wszystko nawarstwi, że będzie wyglądało jak stajnia Augiasza. Albo jak u moich rodziców. Przeprowadzkowe działania w trakcie, więc mama powoli przegląda wszystkie zakamarki, segreguje, pakuje. Czasem znajduje ciekawe rzeczy. Na przykład zawiadomienie o przyjęciu mnie na studia. W życiu bym nie pomyślała, że taki dokument gdzieś się po tylu latach plącze. Albo moje stare podręczniki z biologii i chemii z czasów liceum- zostawiłam sobie na pamiątkę zbiór zadań z chemii, bo wiążą się z nim wspomnienia wielu niełatwych momentów z klasy pierwszej. Na ferie nasza pani od chemii i wychowawczyni zarazem zadała coś około 300 zadań do zrobienia. Wtedy byłam jeszcze grzeczną i przykładną uczennicą, pracowałam intensywnie i prawie wszystkie udało mi się zrobić. Po czym okazało się, że nauczycielka zapomniała o tej pracy, a poza mną nikt z klasy nie zbliżył się nawet do połowy, więc i nie byliśmy chętni przypominać. Takie to były czasy... Teraz to dzieciaki porozumiałyby się, podzieliły pracą i załatwione, a wtedy mieszkałam na wsi, o internecie, komputerach i telefonach można było pomarzyć, więc każdy pracował na własny rachunek.

  W ramach nagrody za wykonanie długo odwlekanej pracy zafundowałam sobie michę lodów o smaku słonego karmelu i kawę- poziomki w śmietanie. Do tego książka- wieczór marzeń...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 590