Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
sobota, 18 listopada 2017

   Znaczy co ja robię. Bo większość ludzkości pewnie odpoczywa i cieszy się, że jeszcze jutro ma wolne. Ja niestety nie, jutro dyżur. I jak to zazwyczaj bywa, już dzień przed czuję niepokój, więc nie da się normalnie funkcjonować mimo wolnej soboty. Niby powinnam się już dawno przyzwyczaić, ale chyba się nie da. O ile u siebie w pracy mam zdarzenia dość przewidywalne, rzadko wydarza się coś nietypowego, o tyle na dyżurze może być wszystko i to czasem w kumulacji dającej nieźle w kość. Dlatego naprawdę i zdecydowanie chcę skończyć tę moją dyżurową przygodę. Czas odpocząć. 

   Sobota upłynęła pod znakiem przygotowań, sprzątania, zakupów. Chłopaki dzielnie mi pomagali, więc sprzątanie poszło w miarę sprawnie, choć jak zwykle po dłuższym czasie, kiedy porządki były tylko powierzchowne, to z każdego kąta wyłażą jakieś niedoróbki i widzę ile trzeba by zrobić, żeby wymieść te wszystkie kąty. Ale to jeszcze nie dziś. Za mało czasu i zapału. Nie umiem rozplanować swoich działań domowych rozsądnie, łapię się za kilka rzeczy naraz, szybko ogarnia mnie zniechęcenie i w rezultacie znów tylko powierzchownie ogarniam mieszkanie, a konkretne porządki odpływają w bliżej nieokreśloną przyszłość. 

  Z racji mojego dyżuru chłopakom miał towarzyszyć byłymąż, ale już dał mi znać, że przyjedzie do nich trochę później. Taki eufemizm- bo dotrze późnym popołudniem. Trochę niedobrze, ale nic nie poradzę. Ma zamiar pojechać do miasta wojewódzkiego i przy okazji odwiedzić Kubę. Po co- nie wiem, ale chyba znów zaczął się spotykać ze swoją partnerką, bo coraz częściej zapomina o odwiedzaniu chłopaków. Smutne...

   Po kilku bardzo spokojnych dniach przypomniała sobie o nas cukrzyca. Od popołudnia cukier w okolicach 300, nie reaguje na korekty, zmianę wkłucia. I jak zwykle nie wiadomo dlaczego. Żeby było ciekawiej- wczoraj i dziś na obiad Filip jadł to samo i tyle samo- wczoraj było idealnie w normie , dziś niestety nie. Jak to zrozumieć? Przede mną nieciekawa noc, bo trzeba częściej kontrolować cukier, może nawet sięgnąć po pena, a Filip tego bardzo nie lubi, więc jeszcze mała walka przede mną.

  A żeby nie było tak ponuro- postanowiłam pójść do kina, na to, co chyba wszyscy w tym czasie czyli "Listy do M 3". Opinie czytałam różne, znajomi, którzy wcześniej już byli w kinie, opowiadali, że im się podobało. Ja mam nieco mieszane odczucia. Owszem, czas miło spędzony, kilka momentów śmiesznych, kilka wzruszających. Mam takie dziwne uczucie, że to film komiksowy. Za dużo w nim przeskoków, trzeba się domyślać, co się dzieje pomiędzy scenami. Chyba nie jestem przyzwyczajona do takiego stylu kina. Pierwsza część była normalną komedią romantyczną. Jakoś łatwo wszystko się układało, nie trzeba było za dużo się domyślać. Dwójka była jak dla mnie bardzo błyszcząca i cukierkowa. Trzecia część wydała mi się nieco niechlujna, tak też wyglądała część bohaterów. I za dużo skrótów. Tak, wiem, inteligentny widz się domyśli, ale ja albo nie jestem wystarczająco inteligentna, albo może za leniwa? Czyli film do obejrzenia, ale beż wielkich zachwytów. A nie, przepraszam- zachwyca mnie chłopaczek grający Kazika. Niesamowity dzieciak! Ciekawe czy za rok przed świętami będzie kolejna część?

  No tak, czyli powolutku wkraczamy w nastrój przedświąteczny. Pora zacząć planowanie, który dzień u kogo z rodziny, gdzie Wigilia, co ugotować i upiec, jakie prezenty. Kuba też już zaczął planować i ma problem- jak pogodzić spędzanie świąt z rodziną z odwiedzeniem rodziny swojej dziewczyny, bo tam też dostał zaproszenie. No ciekawe, jak to rozwiąże. Mam nadzieję, że kolacja wigilijna nie będzie podwójna lub potrójna. Bo tak- u nas w domu, u dziewczyny, a może jeszcze i u babci, bo teściowa nie daruje. Jakoś przez tę konieczność "bywania" ucieka mi radość świąt. Nie wiem dlaczego zazwyczaj to my idziemy gdzieś w gości, do nas rzadko ktoś się wybiera. Jeszcze rozumiem moje rodzeństwo i rodziców, mają daleko, ale teściowa jest na miejscu, tylko że jej się nie chce. Wiem, że wygodniej jej nas ugościć, ale wizyta świąteczna polegająca na siedzeniu za stołem, rozmawianiu o niczym i wysłuchiwaniu w kółko tych samych opowiastek i anegdotek z dzieciństwa byłegomęża i jego braci, wcale mi się nie uśmiecha. U moich rodziców jest inaczej, więcej ludzi, luźniejsza atmosfera, dzieciaki moich sióstr i brata plus moi chłopcy- od razu weselej. 

  Aha, miało być o sobocie, a dotarłam do świąt i jeszcze narzekam... Jak to mi nigdy dogodzić nie można! Zamiast się cieszyć, to marudzę. Nic to, na dziś dość. Jeszcze tylko cukier do sprawdzenia i można trochę podrzemać do kolejnego pomiaru, bo jutro ciężki dzień.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 503
Dodatki na bloga