Darmowy licznik odwiedzin
RSS
niedziela, 15 lipca 2018

   Udało mi się dotrzeć do miasta wojewódzkiego z Filipem, dwiema walizkami i bólem głowy, ale w jednym kawałku. Pakowanie jak zwykle- najpierw niezbędne minimum, potem dokładanie kolejnych rzeczy równie potrzebnych. Mamy tu być 5 dni, a wyszły 2 spore walizki. Źle to wróży do pakowania na Grecję, pojęcia nie mam jak ja to zrobię. Pal licho ubrania, gorzej ze sprzętem cukrzycowym, muszę wziąć wszystko z odpowiednim zapasem, a niestety trochę miejsca na to trzeba, może nie waży dużo, ale objętość te wszystkie wkłucia i inne pierdółki mają.

    Podróż- ze względu na moją chorobę lokomocyjną wymyśliliśmy pociąg. Nawet udało mi się kupić bilety przez internet (kasy na dworcu u nas nie ma od lat) i to z rezerwacją miejsc, bo pociąg dalekobieżny. Aż się zaskoczyłam widząc na peronie spory tłumek. Cóż, w niedzielne popołudnie to chyba normalne, ludzie wracają z wakacji, urlopów, w końcu miejscowość turystyczna. Tylko ja wiecznie wszędzie jeżdżąc samochodem wyparłam ten fakt ze świadomości. Miejsce udało się znaleźć, upakować walizki też i zaczęło się moje cierpienie. Nie wiem co gorsze- choroba lokomocyjna czy nadwrażliwość na zapachy. Cóż, pociągi same w sobie nie pachną najlepiej, niektórzy współpasażerowie z kolei pachną zbyt mocno- i to nie że w negatywnym znaczeniu, wręcz przeciwnie, pan wypachniony ładnie, ale zbyt obficie, a to zwiastowało ból głowy. Potem hałas miejski, spaliny, jeszcze na dodatek gdzieś za szybko odwróciłam głowę i złapał mnie jakiś skurcz w szyi. W tej chwili jestem obolała mimo kilku dawek leków, mdli mnie okropnie i ogólnie mam dość. 

  Po drodze jeszcze kolejny niepotrzebny stres- bilet na pociąg przyszedł na maila. Wydrukowałam na wszelki wypadek. Tymczasem pan konduktor spojrzał i prychnął, że niekompletny, bez kodów i innych identyfikatorów. No sorry, to co mi przyszło, to wydrukowałam. Mam tego maila w telefonie. Tylko akurat w tym miejscu trasy głęboki las i dziura w internecie. Miał pan konduktor przyjść później, ale chyba o nas zapomniał. 

  A jutro trzeba wstać skoro świt i zameldować się na izbie przyjęć. Niby pacjenci na diabetologię są bez kolejki, ale kto wie, ilu ich będzie, a jeszcze Filip ma być na czczo. Na szczęście mieszkamy od szpitala dwa kroki (jesteśmy w mieszkaniu Kuby). Zobaczymy co tam jutro nam powiedzą. Teściowa zadzwoniła dziś do mnie i grobowym głosem dopytywała co będziemy w tym szpitalu robić. I wyraziła nadzieję, że może w końcu coś ustalą, żeby ten cukier tak nie skakał. Cóż- obawiam się, że to niemożliwe. Zanim nie skończy się okres dojrzewania i cała burza hormonalna, to mogę stawać na głowie, a i tak będzie różnie. A potem też niekoniecznie cukrzyca będzie współpracować. To jest niestety choroba żyjąca własnym życiem i dość nieokiełznana. 

  W sumie wiem, że nie mamy tak źle. Mądrzejsi i bardziej doświadczeni ode mnie lekarze coś tam pewnie znajdą do poprawki, może rzeczywiście ja nie do końca widzę gdzie robię błędy. Choć chciałabym być idealna i perfekcyjna. Gdybym mogła skupić się tylko na cukrzycy, to pewnie by tak było, ale chyba nie warto. Dzięki temu i Filip szybciej się usamodzielni, a ja mam kawałek własnego życia. Nie powiem, bywa ciężko, bywa stresująco, ale takie jest życie. Trochę stresu też jest potrzebne, choć wołałabym, żeby to faktycznie było tylko trochę.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 623