Darmowy licznik odwiedzin
RSS
sobota, 20 stycznia 2018

   Piękna sobota dziś była. Słońce od rana. Spanie i wylegiwanie się w łóżku do 10.30- rozpusta jaka rzadko bywa. W końcu wyturlałam się z łóżka, bo jednak szkoda dnia. Potem typowo- trochę sprzątania, obiad, chłopaki poszli do teściowej złożyć życzenia z okazji dnia babci, bo jutro miała wyjeżdżać do sanatorium (ale się jej odmieniło). A ja w tym czasie pojechałam na zakupy do naszej mini- galerii. Jest tam Biedronka, dwa sklepy obuwnicze, kiosk z gazetami, sklep z odzieżą męską, damską i dziecięcą. Po zakupach spożywczych miałam jeszcze kupić czapkę Mateuszowi, bo swoją po raz kolejny zgubił i najchętniej by chodził bez, ale według mnie jest za zimno. Mając wolną chwilę, postanowiłam zwiedzić wszystkie sklepy. Przy wejściu do obuwniczego zapiszczała bramka. Na mnie. Dobrze, że sprzedawczyni znajoma, więc wypakowałam rzeczy z torebki ( a było ich wyjątkowo mało- dokumenty, portfel, klucze, czytnik, szczotka do włosów, kilka mamb- ach ta cukrzyca... i tabletki do ssania), pośmiałyśmy się i wyszłam przy wtórze pisku i oglądających się ludzi. Zrezygnowałam z innych sklepów, wpadłam tylko po czapkę, uprzedzając ekspedientkę, że będę piszczeć. I tak się stało. Nie mam pojęcia co to mogło być. Jedynym podejrzanym może być sweter, co prawda nie nowy, ma już ze dwa sezony, tylko nie pamiętam, czy już w nim chodziłam do sklepów z bramkami, a po dokładnym obejrzeniu go- ma podejrzaną metkę. Będę musiała to sprawdzić, bo strasznie głupio się czułam, kiedy tak na mnie piszczało. Że też muszą mi się trafiać takie przygody.

  Byłymąż wrócił ze swoich wojaży. Przywiózł prawdziwe figi i daktyle, dla mnie berberyjską chustę ze znakami szczęścia. Szkoda tylko, że jedyne zainteresowanie sprawami chłopaków to było pytanie- podobno byli twoi rodzice? A czego się spodziewał? Ech, sama już nie wiem jak z nim rozmawiać. Nie chcę wojny, kłótni, ale chyba w tym kierunku to idzie. W końcu nie zachowuje się jak dorosły odpowiedzialny człowiek. Egoistyczny, zapatrzony we własne przyjemności, nie liczący się z potrzebami innych. Muszę mu przypomnieć, że ma dzieci, jest za nie odpowiedzialny. Musi poświęcić im trochę czasu, uczestniczyć w ich wychowaniu, opiece nad nimi. Nie wystarczy dać kasę i być tatusiem od święta. Zresztą- żeby zabezpieczyć ich potrzeby, to jednak konieczne są znacznie większe kwoty, niż te marne grosze, które podobno są alimentami. Wiem, zbyt wspaniałomyślna jestem, powinnam wyliczyć rzeczywiste koszty utrzymania dzieci i zażądać (lub grzecznie poprosić) o konkretny udział. Ale oczywiście najpierw myślę o innych- no bo przecież byłymąż ma kredyt na mieszkanie, swoje leki (do niedawna to było kilkaset złotych miesięcznie, ale ostatnio znalazłam mu znacznie tańszy i refundowany zamiennik), na życie też musi mu coś zostać.  A ja mogę sama zarobić tyle ile potrzeba, nie muszę prosić o łaskę. Mam świadomość, że tak naprawdę chłopakom to się od byłegomęża należy, ale wolałabym większy udział tatusia w opiece niż pieniądze. Bo ten udział jest według mnie ważniejszy. I wydawałoby się, że dorosły rozsądny człowiek powinien to zrozumieć. 

   Dość o problemach. W ramach czytania zabrałam się za książki Magdaleny Witkiewicz. Staram się teraz czytać je w kolejności pisania, bo jako pierwszą przeczytałam już jakiś czas temu "Czereśnie zawsze muszą być dwie" i choć mi się podobała, to nie aż tak z pełnią zachwytu. I to był mój błąd, bo przecież słyszałam wiele pozytywnych opinii o tej autorce. Ale skoro zaczęłam czytanie po kolei, to się przekonałam. Kawałek niezłej rozrywki. Wczoraj późno w nocy omal nie udusiłam się z powodu tłumionego śmiechu, szalonego śmiechu, bo nie chciałam obudzić chłopaków. Trafiłam akurat na scenę, kiedy to pewien pan poszedł do pani pożyczyć sól- to był oczywiście pretekst w podchodach damsko- męskich. U pani na dodatek była jej przyjaciółka. A pan miał na głowie oryginalną fryzurę- zapleciony w koronę warkocz dobierany, w który powpinane były spineczki z Kubusiem Puchatkiem, Prosiaczkiem i Kłapouchym. Bo nieco wcześniej jego córka trenowała wykonanie tej pięknej fryzury dla siebie. To było naprawdę dobre. I dobrze mi się czyta, a że autorka napisała tych książek kilkanaście, to mam co robić. I mogę nawet piszczeć z zachwytu i zadowolenia.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 538