Darmowy licznik odwiedzin
RSS
środa, 17 października 2018

   Ale (to pytanie retoryczne) czy ja jestem rozsądna? No dobra, bywam. W pracy- bo muszę. W stosunku do chłopaków- w końcu jakiś w miarę dobry przykład dawać powinnam. Niezbędne minimum życiowe ogarniam, jakiś tam wizerunek pani 45+ zachować trzeba na użytek społeczeństwa. W domu dość porządnie, przynajmniej po wierzchu, nie wnikajmy co się dzieje za zamkniętymi drzwiami szaf i w mało dostępnych zakamarkach. Cukrzyca- tu nie ma zmiłuj, muszę być żandarmem i pilnować ściśle, przynajmniej w większej części, bo ze wstydem przyznaję, że wpadki i odstępstwa się zdarzają. Co gorsza nawet zdarza mi się nie mieć wyrzutów sumienia.

   A reszta? Mam to gdzieś. Zwłaszcza jak trafię na coś czytelniczo wciągającego. W zasadzie to nie powinnam nawet zaglądać w miejsca, gdzie jest mowa o tym co kto ciekawego przeczytał, bo zaraz chcę przynajmniej sprawdzić, a jak sprawdzę i się spodoba, to przepadłam. Tak jest i teraz. Już nawet nie wiem gdzie mignęło mi nazwisko Joanny Jax. Sprawdziłam kto to, jaka tematyka, Legimi oczywiście niezawodne, co prawda nie sięgnęłam po najnowszą powieść, bo akurat tematyka wywózki na Syberię jest dla mnie nieco za trudna. Może dlatego, że znam osobiście wiele osób, które tego doświadczyły, słuchałam ich opowieści i zbyt emocjonalnie do tego podchodzę. To zbyt okrutny czas i wydarzenia. Za to sięgnęłam po cykl "Zemsta i przebaczenie". Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to rodzimy Archer i Kroniki Clifftonów w naszej rzeczywistości. Może nie pod każdym względem pani Jax dorównuje mistrzowi, bywają różne mało prawdopodobne i nieco naciągane sytuacje, zdarzają się sztuczne dialogi i opisy jak z powieści Mniszkówny, tło historyczne nie zawsze jest autentyczne, ale mimo to- jestem w końcówce pierwszego tomu- wydaje mi się, że przede mną kolejne 5, a potem i inne powieści tej autorki. Na razie smakuję sagę o dziejach Hanki i Emila Lewinów, Alicji Rosińskiej i Juliana Chełmickiego. 

   W ramach bycia rozsądną zrezygnowałam dziś z czwartej kawy na rzecz półlitrowej "filiżanki" yerba mate o smaku liczi z papają. Wiem, że tak się tego nie pija, ale zwykłej yerby nie przełknę, a te smakowe lubię. Dla równowagi- znów dałam się wmanewrować w dyżur w niedzielną noc. Zaczyna być coraz gorzej , nie ma chętnych do pracy, dyżury nie obsadzone. Z moich zamierzeń maksymalnie 3 dyżury w miesiącu robi się dużo więcej, a to nie koniec próśb. I co z tego, że nie dam rady, że mam inne plany, że po prostu już jestem zmęczona? No jak to- nie chcę zarobić? Pieniądze same mi się pchają do kieszeni, a ja nie chcę? Wybrzydzam? Wymówek szukam? Maleńki szantażyk emocjonalny... Ale jak to usłyszałam gdzieś- trumna nie ma kieszeni. Cóż, jeśli dalej tak będzie, to rzeczywiście dam sobie spokój z dyżurowaniem, bo nie ma sensu pracować ponad siły. 

22:43, aga-joz
Link Komentarze (1) »