Darmowy licznik odwiedzin
RSS
wtorek, 16 stycznia 2018

   Po wizycie u diabetologa z Filipem, wczoraj. Jak zwykle pani profesor wychwaliła nas przed- tym razem nie studentami, a specjalizującymi się lekarzami. Oczywiście było lekkie zdziwienie, dlaczego tak poustawiane wymienniki, dlaczego wpisujemy do pompy wartości glukozy, skoro nie korzystamy z kalkulatora bolusa ( z przyzwyczajenia i do wyliczania ewentualnej korekty). Pokazałam im, jak wielką pomocą jest Vitascale, dzięki tej aplikacji odpadło mi żmudne liczenie wymienników i dawek insuliny, a cukry są znacznie lepsze. No właśnie- według Libry prognozowana hemoglobina glikowana to 6,2. Ponieważ dotychczas Libra nieco zawyżała, więc spodziewałam się, że znów będzie mniej. Tym bardziej, że cukry w zakresie docelowym sięgają nawet 70%, a wcześniej cieszyłam się, jak były do 55%. Owszem było trochę wyskoków trudnych do uregulowania, ale jednak spodziewałam się lepszego wyniku. A tu okazało się 6,29. Lekko się rozczarowałam- ja uważam, że jest dobrze, a rzeczywistość nie jest tak idealna jak myślałam. I tak niestety bywa ze wszystkim...

  Ponieważ wizyta była na 13, to na wczorajszy dzień wzięłam wolne. Jak zwykle po tych podróżach nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Filip poszedł do szkoły na 3 pierwsze lekcje, ja w tym czasie miałam załatwić u mechanika wymianę żarówki w samochodzie, bo coś słabo świeciła. Żarówka po dokręceniu okazała się sprawna, a korzystając z wolnej chwili udało mi się wymienić olej, dodatkowo po przeglądzie wyszło, że trzeba wymienić przewody hamulcowe, tarcze, klocki i ustawić geometrię kół. Brzmi pięknie, nie mam zupełnie pojęcia z czym to się je, bo do samochodów to jestem blondynka. Ale mechanik zaufany i sprawdzony, raczej mnie nie naciąga, a skoro tak mówi, to znaczy, że trzeba to zrobić. Trochę uderzy po kieszeni. Ale tak sobie pomyślałam- nie znam się na samochodach, więc nie wnikam, ufam mechanikowi, robię co mi karze. Gdybyż tak niektórzy pacjenci zechcieli mi zaufać...

  Czytelniczo- zabrałam się za powieści raczej rozrywkowe. Po skończeniu serii o Zmysłowie postanowiłam przeczytać wszystkie powieści Magdaleny Witkiewicz. Dwie czytałam już wcześniej ("Czereśnie... " i "Ósmy cud..."), w zanadrzu mam jeszcze 14. Nie wiem czy to wszystkie, ale tyle jest dostępnych w Legimi. Miło się je czyta, obyczajowe, rozrywkowe, dobre na zimowy wieczór przy gorącej czekoladzie i pod ciepłym kocem. Zwłaszcza jeśli za oknem jest -12, tak jak dziś. Najchętniej przy takiej temperaturze nie wychylałabym nosa z domu, ale do pracy chodzić trzeba...

   Tańcowo- o! tu się dzieje. W sobotę było szkolenie w mieście wojewódzkim, dla par bardziej zaawansowanych. Mati pojechał, jego partnerka też. W trakcie tańca wpadł na nich kolega, tak niefortunnie, że partnerka się przewróciła i stłukła nogę. Potem okazało się, że to nie tylko stłuczenie, ale i zwichnięcie stawu skokowego z naderwaniem więzadeł. Na razie orteza na 3 tygodnie. Mati nie wygląda jakby strasznie to przeżywał, partnerka i jej mama szaleją. We czwartek jest pokaz- no przecież muszą zatańczyć! Wymownie postukałam się w głowę i postraszyłam konsekwencjami. Turnieje- w marcu jest tylko 1, ale za to w kwietniu co tydzień. Obawiam się, że ta kostka może nie być w takiej formie jak by się chciało, tym bardziej, jeśli za szybko dziewczyna wróci do treningów. Może ortopeda i rehabilitant trochę utemperują te zapędy. Za to mają teraz czas na wymyślanie innych rzeczy. Tym razem na tapecie jest nowa sukienka do łaciny. W "starej" przetańczyła może 3/4 sezonu, naprawdę ładna, dopasowałam do niej koszulę dla Mateusza, teraz jeszcze krawcowa szyje spodnie w podobnym stylu, a one wymyślają nowy strój. Nie rozumiem po co. Naprawdę mają zbyt wybujałe ambicje i nie dociera do nich tłumaczenie. Przerost formy nad treścią. W sumie nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie te ilości sms-ów z wykrzyknikami, zawracanie głowy mnóstwem dupereli i wymuszanie na nas wielu niepotrzebnych rzeczy. Chyba żadna tancerka z klubu nie jest tak chorobliwie zaangażowana jak partnerka Mateusza. W sumie nie wiem, która z nich bardziej- partnerka czy jej mama.

  Tak więc pokaz odpada, a tu we czwartek przyjeżdżają przecież moi rodzice. Nic to- okazuje się, że Filip ma koncert orkiestry, więc pójdą na koncert, tańce już kilka razy oglądali, Filipowego grania chyba jeszcze nie mieli okazji. A teściowa akurat jak zwykle ma inne plany. Nie wiem jak ona to robi, bo przecież nie specjalnie. Tym razem ma zaplanowaną wizytę u lekarza, wyjazd na cały dzień. Praktycznie przy każdej okazji coś jej wypada

  Ach, podobno wczoraj był Blue Monday- a ja nie zauważyłam. Jakże to tak?