Darmowy licznik odwiedzin
RSS
piątek, 20 kwietnia 2018

  Nie mogłam się zebrać do napisania czegokolwiek przez ostatnie dni. Niby w pracy siedzę krócej, w nocy śpię nieco więcej, dni dłuższe, pogoda piękna, a mnie jak zwykle czasu mało. Tym razem dlatego, że wpadłam w wir czytania. Tak jak się spodziewałam- skoro już sięgnęłam po Trudi Canavan i jej trylogię Prawo Millenium, to wsiąkłam i musiałam (MUSIAŁAM!!!) odłożyć na bok wszystko. Książki objętościowo niemałe- 572, 629 i 620 stron, więc czasu trochę mi to zajęło, bo oprócz czytania trzeba jeszcze pracować, spać, oddychać, jeść, stwarzać pozory zajmowania się domem. W sumie zajęło mi to czytanie nieco ponad 3 tygodnie. Wiem, tempo nie oszałamiające, ale też i lektura nie taka lekka jak się na początku zdawało. Już chyba o tym pisałam- przygodę ze światem magii zainteresowanym proponowałabym zacząć od trylogii o Czarnym Magu, inaczej łatwo można się zrazić. Przyznam, że po pierwszym tomie byłam lekko rozczarowana- prawie zero akcji, momentami wręcz nie wiadomo o co chodzi i w jakim celu jest to opisane. Od drugiego tomu akcja się rozkręcała na całego, a trzeci to po prostu magia w najlepszym wydaniu. Nieco dziecinne te moje zachwyty, ale bardzo lubię fantasy. I jak zwykle mogę tylko westchnąć- jest tyle świetnych książek, a życie za krótkie. Kolejka mi się wydłuża i wydłuża- nie wiem za co się zabrać. Najbardziej mnie kusi świeżynka, premiera sprzed 2 dni "Macbeth" Jo Nesbo. Może być ciekawie. Autor znany i lubiany, temat intrygujący i jeszcze nawiązania do Szekspira. Książka już czeka na czytniku, aż parzy, kiedy patrzę w tamtą stronę. A za chwilę będę miała nową powieść Katarzyny Puzyńskiej, też czekam z utęsknieniem. Gdybyż dało się czytać 2 książki naraz...

   Tak prawdę mówiąc to zdałam sobie właśnie sprawę, że nie zrobiłam tradycyjnego czytelniczego podsumowania miesiąca w marcu, ale wobec tego postaram się to nadrobić na koniec kwietnia, choć imponująco nie będzie. Za dużo różnych zajęć odrywających od czytania. Ot, choćby jutro- kolejny turniej, tym razem w Warszawie, więc spory kawałek dnia odpada. Ciekawe jak tym razem im pójdzie. Konkurencja jak zwykle spora, niestety tak to już jest w tych wyższych klasach tanecznych. Par po 10 w każdej kategorii, wiec będą półfinały. Z jednej strony chciałabym, żeby przynajmniej weszli do finału, bo to już sukces, z drugiej, niestety jeśli wejdą, przynajmniej w jednej kategorii, to musimy zostać do końca i wracać po nocy. A tym razem to ja jestem kierowcą. Dobrze, że choć niedziela wolna. Niespodziewanie przyjedzie też Kuba, mieli być dopiero na "majówkę", ale zmarła matka chrzestna jego dziewczyny no i z racji pogrzebu przyjadą.

  A pogoda kusi i kusi- dawno nie było tyle słonecznych dni pod rząd. I coraz bardziej zielono. A w związku z tym coraz bardziej alergicznie- owszem jakieś niewielkie objawy alergii na pyłki miewałam, ale w tym roku jest kumulacja, nawet poświstać przy oddychaniu mi się zdarzyło. I chłopaki jako rasowi alergicy też to czują. Strach myśleć, co będzie w maju, bo zazwyczaj wtedy najbardziej ich dopadało. Ja już powoli wychodzę na prostą, mniej kaszlę, prawie nie chrypię, nos się odetkał, jeszcze tylko trochę oczy łzawią i szczypią. Jak ja nie lubię chorować...

  Ach, jeśli chodzi o choroby- tradycyjnie cukrzyca. W poniedziałek byliśmy na co kwartalnej wizycie. Hemoglobina glikowana 5,83%. Wynik rewelacja, jak to określiła pielęgniarka- jak u zdrowego. Fakt, u osób zdrowych norma jest do 5,9. Poprzedni wynik Filipa 6,23, więc spora poprawa. Niestety okupiona dużą ilością hipoglikemii, również tych w nocy, przespanych i nie zauważonych. I coraz częściej cukier spada, a Filip tego nie czuje, czasem w ostatniej chwili, kiedy jest już 50 albo i mniej, potem strasznie ciężko ten cukier podnieść, a jak już się uda, to jest odbicie do 200-250. Jest w tym sporo i mojej winy, bo przez to zabieganie często nie ogarniam, a Filip z kolei bywa niecierpliwy i próbuje sam coś zadziałać. Wie, że nie powinien zbyt szybko dawać korekty przy wysokim cukrze, ale dla niego 160 to już za dużo i chce dołożyć insuliny, nawet jeśli od poprzedniego bolusa minęło ledwie pół godziny. Przy tych skrajnych wartościach nie do końca prawidłowo myśli, więc boję się, co może zrobić. Na szczęście Libra i BluCon działają super, inwigilacja kwitnie i mam nadzieję na poprawę. Zresztą wbijam młodemu do głowy wszystkie zasady i reguły cukrzycowe, musi powoli sam brać odpowiedzialność i podejmować decyzje. Zapisaliśmy się w kolejkę na refundowany monitoring, zobaczymy kiedy go dostaniemy, najpierw mają być szkolenia.

  Domowych zaległości też mam sporo. Przy tej pięknej pogodzie dokładnie widać jak brudne mam okna. Ale to popularny temat, więc rozwijać nie będę. Ogólnie to bardzo lubię mycie okien, ale po pierwsze musi być czas, po drugie natchnienie, po trzecie dobra muzyka, po czwarte odpowiednia pogoda. Czekam aż się te wszystkie czynniki zbiorą razem i wtedy umyję te nieszczęsne okna. Trochę to może potrwać.

   Na dziś to chyba tyle. Może uda mi się nieco częściej tu wpadać, bo kiedy spiętrzają mi się zaległości, tematy gonią jeden za drugim, to potem nie mogę się odnaleźć w tym chaosie. Współczuję Wam, czytającym, bo natłok informacji też nie jest lekki do przełknięcia.