Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
piątek, 02 grudnia 2016

    Rano okazało się, że dziś jest piątek! To dopiero odkrycie... Kiedy obudziłam się w środku nocy, byłam święcie przekonana, że to dopiero wtorek i przede mną dużo dni do weekendu, a rano spotkała mnie taka miła niespodzianka. Co prawda niewiele to zmieniło w moich planach, ale zawsze to nieco milsza perspektywa. Jakby tak jeszcze ziemia nieco wolniej się kręciła i dzień był nieco dłuższy... Przydałoby się, bo znów mi na wszystko tego czasu brakuje. Albo nie umiem się zorganizować.

  Dzień w pracy upłynął wyjątkowo sprawnie i bezproblemowo. Wręcz przeciwnie, zostałam dziś kilkakrotnie bardzo doceniona i usłyszałam dużo ciepłych słów. Wierzę, że były szczere, że te osoby tak naprawdę myślą. Dla takich chwil warto pracować, warto czasem znosić różne mniej przyjemne sytuacje. Może to zbliżające się święta tak pozytywnie nastrajają ludzi?

   Miałam spędzić te dwa najbliższe dni na pracach domowych i planowaniu świąt, ale jednak nie. Miało już nie być turniejów do czasu organizowanego przez nasz klub, ale okazało się, że w niedzielę mamy wyjazd. Niezbyt chętnie, przyznaję. Bardzo daleko- 300 km. Drogi nieciekawe, powala mnie zmęczenie, na dodatek od kilku tygodni pobolewało mnie prawe ramię, a od kilku dni ból się nasilił, promieniuje do łokcia i dłoni, ciężko mi oglądać się przez ramię, bo coś mnie blokuje w okolicy karku. Jedyny plus tego turnieju, to mało par, tylko po 6 w każdym stylu i rozsądny czas- musimy być około 13, skończy się najpóźniej o 18. Wrócimy pewnie koło północy, a w poniedziałek trzeba iść do pracy. Mati też nie lubi tych dalekich wyjazdów, ale musieliśmy ulec. Podejrzewam, że sukcesów nie będzie, tu akurat nie liczę na niespodziankę, choć kto wie? Partnerka i jej mama nakręcają się niesamowicie, nie docierają do nich żadne argumenty, w sumie to gdyby znów się nie udało, to byłby dla mnie ostateczny argument, żeby w przyszłości darować sobie takie eskapady. Dobrze, że tym razem nie będę za kierowcę.

   No i jeszcze Kuba. Przyjechał do domu po 2 tygodniach nieobecności, z walizką pełną prania i rewelacjami. Rewelacje wyszły w trakcie, bo ledwie wpadł, od razu zaczął się zbierać do kina. Jak się okazało idzie do kina ze swoją dziewczyną! Dotychczas dziewczyny mogły dla niego nie istnieć, wolał komputer, a tu taka niespodzianka! Cieszę się bardzo, moje dziecko coraz bardziej się cywilizuje i socjalizuje, to naprawdę dobry kierunek.Dziewczyna jest z naszego miasta, w tym roku robi maturę, Kuba ma już plany studniówkowe i mnóstwo innych. Fajnie tak popatrzeć na szczęśliwego syna, oby tak mu zostało jak najdłużej. Co ciekawsze- nie znam tej dziewczyny. Filip zawsze się ze mnie śmieje, że w naszym mieście znam wszystkich, a tu niespodzianka- jednak nie wszystkich.

   Jeszcze jakby jutro Kuba zdał egzamin na prawo jazdy, to byłby chyba komplet przyjemnych niespodzianek. Drugie podejście, oby mu się udało...

   Z planami świątecznymi nie ma niespodzianek. Tak jak się spodziewałam- Wigilia u teściowej, na pierwszy dzień jedziemy do moich rodziców, a na drugi niech byłymąż spędza czas z dziećmi, zobaczymy jak mu to wyjdzie. Ja będę miała wolny dzień. Czyli tak naprawdę znów nie muszę prawie nic przygotowywać, może jakąś sałatkę, pewnie jedno ciasto. A po głowie chodzi mi szatański pomysł do zrealizowania za rok- zabrać gdzieś chłopaków, wyjechać na kilka dni i nie zawracać sobie głowy dylematami gdzie, z kim i jak spędzić święta. Czy się na to odważę? Zobaczymy za rok, na ile tradycja i zobowiązania wezmą górę nad własnymi potrzebami. Szanse na realizację są nikłe, ale kto wie? Niespodzianki się przecież zdarzają. to tylko cudów nie ma.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 338
Dodatki na bloga