Darmowy licznik odwiedzin
RSS
niedziela, 21 października 2018

   Jeśli ktoś ma ochotę, to gorąco zapraszam. Ugotowałam wieeeelki gar, będzie na objadanie się teraz i do zamrożenia na później w razie awarii kuchennej. Chodził za mną ten bigos od jakiegoś czasu, tylko zabrać się za gotowanie nie mogłam, ale wczoraj wolny dzień, spięłam się, zmobilizowałam i mam. Taki jak lubię- dość kwaśny, z mnóstwem pachnących grzybów i śliwkami, lekko pomidorowy, z paskami chudego mięsa i kiełbasy. Mniam, mniam...Na samą myśl ślinka mi cieknie. A w dzieciństwie była to jedna z czterech najmniej lubianych potraw (pozostałe to sałatka jarzynowa, flaki i tatar- teraz lubię wszystkie). Gdyby ktoś był w pobliżu i reflektował, to bardzo zapraszam. A jeśli ktoś ma ochotę wpaść specjalnie- to jeszcze bardziej miło mi będzie.

  Inny bigos, taki metaforyczny. Wolną sobotę miałam miedzy innymi dlatego, że nie było turnieju na który moglibyśmy pojechać. To znaczy były Mistrzostwa Polski klas A i B, w Ciechocinku. Ot, tylko 370 km, według nawigacji 5 godzin jazdy, tyle co nic. Nie planowaliśmy wyjazdu, bo przecież nasze dzieciaki w kółko zajmują ostatnie miejsca, nie ma co się porywać z motyką na słońce, nieprawdaż? Otóż się myliłam, i Mati też. Po południu telefon od bardzo zbulwersowanej mamy partnerki. Na ostatnim treningu trener wspomniał, że jest bardzo zaskoczony, bo jedna z B- klasowych par nie jedzie na mistrzostwa. Z klubu pojechały 3 inne pary, w tym jedna na takim samym poziomie jak nasze dzieci. Cóż- gdyby trener choć parę dni wcześniej poinformował, że możemy lub powinniśmy jechać, to pewnie mimo bezsensu tego wyjazdu (znów ostatnie miejsce, zmarnowany czas, zmęczenie) coś bym wymyśliła. Mama partnerki oburzona była bardzo- przecież tydzień temu w piątek wieczorem byliśmy na lekcjach prywatnych, prawie 2 godziny, były rozmowy o różnych sprawach, o mistrzostwach nikt nie wspomniał. My możemy nie mieć pojęcia o zasadach kwalifikacji, możliwościach uczestnictwa itp., ale przecież trenerzy powinni nas poinformować. A potem takie zaskoczenie z ich strony. Poza tym mama partnerki od niedawna zaczęła PRACĘ i ona teraz ma znacznie mniej czasu na interesowanie się wszystkim itp., itd. A nawet jakby i zajęli ostatnie miejsce, to udział w mistrzostwach jest jednak sporym osiągnięciem, byłoby co wpisać do wniosku o stypendium sportowo- artystyczne, o które się starają. Przykro mi trochę, faktycznie trenerzy mogli choć zapytać, coś wspomnieć, a tak wychodzi, że my jako jedyna para nic nie wiedzieliśmy. Jak zwykle są równi i równiejsi, widać pozostali mają lepsze układy z trenerami. Choć od wielu lat to ja na turniejach w naszym mieście siedzę cały dzień jako obsługa medyczna w ramach wolontariatu. I to do mnie ostatnio wydzwaniała po kilka razy dziennie trenerka w sprawach medycznych. A w grudniu będzie kolejny turniej organizowany w naszym mieście przez nasz klub- zawsze na plakacie reklamującym jest jedna z par. Zgodnie z kolejnością wiekową teraz byłaby kolej naszych dzieciaków, ale coś ptaszki ćwierkają, że właśnie ta druga para ma większe szanse. Zobaczymy. W sumie jeszcze ponad 2 lata do zakończenia kariery tanecznej Matiego w naszym klubie, a para na plakat to decyzja trenera i nie mam zamiaru się o to wykłócać, ale mama partnerki jest nastawiona bardzo bojowo.

   Jeszcze się tylko nieco wytłumaczę z ostatniego wpisu. Ja naprawdę lubię ćwiczenia, chodzę z wielką przyjemnością, zwłaszcza jeśli jest ta część jogopodobna. Niestety moja kondycja pozostawia dużo do życzenia i wiem, że sporo wysiłku trzeba włożyć w jej poprawę. A wrodzone lenistwo przeszkadza, oj przeszkadza. Mogę mieć pretensję tylko do siebie, że się tak zaniedbałam. Stąd te wszystkie emocje. I trochę strachu, bo jednak reakcja mojego organizmu nie była adekwatna do obciążenia. Niedawno robiłam badania, były w sumie w porządku, więc muszę się solidnie zastanowić, co z tym fantem zrobić, bo dalej tak być nie może. A czy żyję zbyt intensywnie? Czasami tak, wiem, że praca mocno mnie spala, bo często bywa zbyt dużo napięć, problemów, pośpiechu. Do tego wiem, że niepotrzebnie- akurat teraz trochę za dużo dałam sobie wcisnąć pracy dodatkowej. I jeszcze cukrzyca- jak się to wszystko zgromadzi, to nie ma co się oszukiwać, mieszanka wybuchowa. Na odstresowanie na szczęście są książki, korzystam z tego dobrodziejstwa maksymalnie. Na pewno nie zabraknie mi pozycji do czytania, wręcz przeciwnie, może być ich za dużo w kolejce. Tak wiec, moje Kochane, dziękuję za troskę, jakoś przeżyję...

20:12, aga-joz
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 670