Darmowy licznik odwiedzin
RSS
poniedziałek, 19 lutego 2018

Gdyby to był czarny kot, to może myślałabym o jakimś pechu, ale wiewiórka? I to z samego rana? Kiedy dziś rano zawiozłam Filipa do szkoły i nieco okrężną drogą pojechałam do pracy- przez ulicę prawie leśną tuż przed samochodem przekicała mi urocza ruda wiewióra. A świat przyprószony śniegiem, bo zima znów sobie przypomniała, że to dopiero luty. Ech, gdybyż to można było w spokoju podelektować się takimi chwilami... A tu czasu jak zwykle mało, wszędzie w biegu, w pośpiechu, w niedoczasie. Do emerytury strasznie daleko. Pewnie mogłabym lepiej zarządzać czasem, który mam, to wystarczyłoby mi go na dużo więcej, ale podejrzewam, że wtedy pojawiłyby się kolejne nowe sprawy tego czasu wymagające. Z kolei tyle tracę czasu na rzeczy niepotrzebne, nieistotne. I tak w kółko, błędne koło. Plusem w chwili obecnej jest dzień znacznie dłuższy. Już kiedy wstaję rano, to nie panują ciemności. Wracam z pracy i jeszcze godzinę lub dwie jest widno. Tylko to zimowe zmęczenie, niechęć do wystawiania nosa z domu, lenistwo, ciągłe lenistwo. I mało snu, stanowczo za mało. Kiedy przychodzi wolny weekend, chciałoby się wszystko nadrobić- i spanie, i czas z dziećmi, i rozrywka, i domowe obowiązki. Nie da się, za krótko. I jeszcze ciągłe złodziejstwo czasu- a to Facebook, a to pisanie- nie, pisanie to nie złodziej czasu, owszem, trochę go zajmuje, ale to taka pora na spojrzenie w siebie, medytację, wspomnienia, chwila dla własnej przyjemności, bo inaczej zagoniłabym się całkowicie. Zazdroszczę tym, którzy umieją się jakoś lepiej zorganizować. Zaległości mi się piętrzą, im ich więcej, tym mniej chęci, żeby się z nimi uporać. Spadek formy widoczny gołym okiem, szkoda gadać...

Tagi: czas ja życie
21:20, aga-joz
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 557