Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
wtorek, 21 lutego 2017

  Tak po cichutku, w poduszkę z bezradności, złości, rozczarowania i niepokoju. Jak to mówią- "małe dzieci- mały kłopot, duże dzieci- duży kłopot". Wydawało mi się, że te duże kłopoty jakoś mnie ominą, że udało mi się rozsądnie wychowywać chłopaków, wbić im w głowy co jest ważne i jak należy w życiu postępować. Nie wzięłam pod uwagę, że w pewnym momencie rodzice już nie są autorytetem, że młodzieniec zaczyna myśleć na własny rachunek, wydaje mu się, że jest najmądrzejszy i nie potrzebuje dobrych rad. Może nie wszyscy tak mają, ale u mnie niestety się zdarzył ten właśnie przypadek.

   Kuba zawalił studia. Na 6 egzaminów zdał tylko jeden, reszty nie poprawił i przestał być studentem informatyki. Już od jakiegoś czasu przebąkiwał, że to jednak nie jest to, na co ma ochotę, ale wydawało mi się, że trafiały do niego argumenty o konieczności zaliczenia tego co się zaczęło, tym bardziej, że sam nie wiedział, co innego chciałby robić, a zaliczone przedmioty mogły mu ułatwić start w innym miejscu. Tymczasem trafiła go strzała Amora i studia dodatkowo przestały się liczyć, totalnie olał naukę. Mówi, że to jednak było zbyt trudne. Cóż, nie wydaje mi się, w końcu nie jest tumanem, tylko po prostu nie chciało mu się uczyć. Jakie ma plany na przyszłość? Na razie z dość skąpych informacji wiem, że wybrał szkołę policealną na kierunku rachunkowość. W międzyczasie chce znaleźć pracę. Może zdecyduje się na jakieś studia od października, a może nie.

   No i jestem w kropce. Oczywiście jako matka mam ochotę wybić mu z głowy głupoty, po prostu kazać wziąć się do nauki, wybrać studia i nie zajmować się niczym poza zdobywaniem wykształcenia. Z drugiej strony wiem, że to nie jest dobry sposób postępowania. Nie ten wiek, kiedy słucha się nakazów mamy, a raz zdobytej swobody nie zechce się pozbyć. Szkoda mi tylko, że trochę go będzie bolało. Bo cóż za pracę może dostać po ogólniaku, nic praktycznie nie umiejąc? Dostanie w kość i to nieźle, bo na razie to wydaje mu się, że pracując będzie samodzielny, a tu trzeba najpierw znaleźć pracę, potem ją utrzymać, jeszcze nie wiadomo, czy wystarczy na życie tego co teoretycznie zarobi. W międzyczasie nauka, oj będzie ciężko. Ale to jego wybór. Jeżeli zechce i poprosi- pomogę, ale na pewno nie będę głaskała po główce i po każdej porażce leciała z chusteczką na otarcie łez. Musi się nauczyć odpowiedzialności za swoje decyzje, skoro tak wybrał. Ale nie czuję się z tym dobrze, bo właśnie chciałabym pocieszać, usuwać z drogi wszystkie przeszkody, dać gwiazdkę z nieba. Mam świadomość, że mądra matczyna miłość nie na tym polega i muszę być silna, żeby owszem wspierać, ale nie działać za niego. Musi sam.

   Kolejnym problemem będą babcie. Na razie jeszcze ich nie informowałam, bo sama do końca nie wiem, jak ta sytuacja się rozwiąże. Moja mama solidnie to odchoruje, bo już się mocno przejmowała tym studiowaniem i w sumie dość beztroskim podejściem Kuby do życia. W podtekście będzie wyrzut do mnie, że jednak nie dość dobrze wychowałam swoje dziecko, z domu miałam inne przykłady. A to nie jest przyjemne. Tym bardziej, że mama nadal ma fazę na dobre rady, a ja czasem już nie mam ochoty ich wysłuchiwać. Teściowa jak zwykle będzie bardzo zaskoczona i zdezorientowana, bo przecież wcale się na to nie zanosiło (tak jakbym nie informowała jej o wszelkich problemach Kuby- tyle tylko, że zawsze zbywała mnie tekstem, że Kuba to przecież mądry chłopak i sobie poradzi. Tak samo było przy rozwodzie- zrobiła wielkie oczy, bo przecież wcale się na to nie zanosiło). Najgorsze w tym jest też i to, że jak zwykle okaże się, że powinnam była coś zrobić, jakoś dotrzeć do Kuby, wytłumaczyć mu. Jasne, tylko ja od tego jestem. Byłymąż też uważa, że powinnam wybić mu z głowy fanaberie o pracy, bo on ma się uczyć. Ciekawe dlaczego sam tego nie zrobi? Zawsze tak podkreślał, że chłopaki powinni brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Ja niestety uważam, że mogę doradzić, pomóc mniej czy bardziej dyskretnie, ale jeśli Kuba na własnej skórze nie poczuje ciężaru tych decyzji, to niestety zostanie wiecznym maminsynkiem, takim Piotrusiem- Panem, który zwraca uwagę tylko na to co przyjemne i nie liczy się z uczuciami i potrzebami innych. Mam nadzieję, że wytrwam w tej postawie, nie złamię się pod presją- bo wiem, że to dla jego dobra. Tak wybrał i musi zobaczyć jak się z tym żyje. Będzie mu pewnie ciężko, ale musi dorosnąć. Nieważne ile moich łez przez to popłynie, bo że popłynie to wiem na pewno. Też nie będzie mi lekko... Oj, życie...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 380
Dodatki na bloga