Darmowy licznik odwiedzin
RSS
poniedziałek, 19 listopada 2018

 Ależ się porobiło! Nawet by mi do głowy nie przyszło, że z takiej dupereli zrobi się ogromna afera i rykoszetem oberwie sporo osób. Sprawa jeszcze nie rozwiązana, jutro prawdopodobnie będzie finał i zobaczymy, czy widmo końca świata odejdzie w niebyt, czy też może rzeczywiście on nastąpi. Co gorsza z tej sytuacji nie ma takiego wyjścia, żeby ktoś nie był pokrzywdzony. O co poszło? Ano niestety o tańce...

   Na początku grudnia nasz klub organizuje turniej i mistrzostwa województwa, wielka impreza, spory prestiż. Zawsze na plakacie reklamującym turniej jest któraś z klubowych par. Zawsze budzi to spore emocje, bo zazwyczaj pada pytanie- dlaczego akurat ta para, a nie inna (choć trenerzy starają się sprawiedliwie dzielić ten zaszczyt). Każdy tancerz marzy o takim plakacie, bo jest to wyróżnienie. Trzeba zrobić też odpowiednie ujęcie pary- kiedy Kuba miał być na plakacie, a nie miał ładnego zdjęcia, to zrobiliśmy specjalną sesję zdjęciową. W tym roku spekulacje były takie, że w grę wchodził Mateusz ze swoją partnerką i jeszcze 2 lub 3 inne pary. Nie ukrywam, że bardzo chciałam zobaczyć Mateusza na tym plakacie, bo prezentują się bajecznie. Owszem, trenerzy wybrali akurat naszą parę i wydawało się, że wszystko zmierza ku szczęśliwemu finałowi. Zdjęć pasujących na plakat trochę było, ale też w niedzielę na turnieju profesjonalny fotograf mógł zrobić jeszcze jakieś fotki. O decyzji trenerów dowiedziałam się od mamy partnerki. Obie byłyśmy w skowronkach, ale pierwszy zgrzyt nastąpił, kiedy powiedziałam o tym radosnym fakcie Mateuszowi. Jak się okazało, on wcale tym nie był zachwycony- nie chce być na plakacie. Dałam  mu czas na ochłonięcie , przetrawienie wiadomości, pogodzenie się z rzeczywistością. Niestety w sobotę na treningu, kiedy to doszło do rozmowy z trenerami, Mati stanowczo zaprotestował- on nie chce być na plakacie i koniec. Cóż, lekko mnie to zaskoczyło, partnerkę zresztą też. Początkowo wydawało się, że to tylko taka fanaberia i droczenie się, ale po głębszym wniknięciu w temat, okazało się, że absolutnie nie, Mati na plakacie nie będzie. Próby przekonania, dyskusji, proszenie- nic nie mogło zmienić jego decyzji. Żal mi było, ale trudno, jego decyzja, musiałam się z tym pogodzić. Pojechaliśmy na turniej, jak zwykle daleko. Partnerka i jej mama jeszcze próbowały naciskać, ale nadal bez rezultatu. Więc zmieniły strategię- były gorzkie słowa "zniszczyłeś moje marzenia!", były niecenzuralne słowa wykrzyczane w cztery oczy (swoją drogą- jestem dorosła i takie wulgaryzmy nie przejdą mi przez gardło, a tu 15- letnia tancerka potrafi się wysłowić, że ho- ho!), był szantaż, że koniec z tańcem, bo ona i tak ma dość, było szukanie kompromisu, próby łagodzenia sytuacji przez trenerów.

    Sytuacja wydaje się bez wyjścia. Partnerka zafiksowała się na tym plakacie, bo to przecież wisienka na torcie w jej karierze. Nie ma opcji, żeby była na nim sama albo z innym tancerzem. A jakie są argumenty Mateusza? Po pierwsze- nikt go nawet nie zapytał, czy chce, wszyscy przyjęli, że jest to również jego marzenie. A on nie chce, ani teraz, ani kiedykolwiek w przyszłości. Dość niejasno tłumaczy dlaczego nie chce, ale w grę wchodzi wielka nieśmiałość, wstyd przed kolegami z klasy (podśmiewają się z niego, a przecież dopiero co Mati zaczął się otwierać na ludzi i integrować z klasą), poza tym te plakaty rozwieszone byłyby w całym mieście. Domyślam się też, że w grę może wchodzić jakaś dziewczyna, co prawda Mati nie przyzna się do tego, ale chyba coś jest na rzeczy.

   Wczoraj właściwie nie doszliśmy do żadnego wniosku i nie udało się podjąć żadnej decyzji, za dużo fruwało emocji. Na jutro jesteśmy umówieni z trenerami na rozmowę na spokojnie. Problemem na pewno jest Mati, ma okropnie zamknięty charakter, trudno z niego wydobyć słowo, do tego nie pokazuje na zewnątrz emocji, wygląda jakby go to wcale nie obchodziło. Ale po oczach widzę, jak dużo go to kosztuje. Niezależnie od mojej chęci- muszę go wspierać, owszem delikatnie, mogę namawiać, podsuwać jakieś pomysły na rozwiązanie sytuacji, ale absolutnie nie powinnam go zmuszać (a tego oczekuje partnerka i jej mama). Przecież on mnie znienawidzi i przestanie ufać! Naprawdę nie wiem, jak to rozplątać! Z drugiej strony- wielokrotnie były sytuacje, kiedy to partnerka czegoś chciała i wymuszała decyzję po jej myśli. Chyba Mati w końcu uznał, że dość tego. 

   W ramach kończenia kariery tanecznej od rana oczywiście emocjonalna korespondencja z mamą partnerki. Najpierw w tonie- odwołujemy treningi, to był ostatni turniej, za duże koszty, a za mało efektów. W miarę upływu dnia ton wypowiedzi był coraz łagodniejszy, stanęło na tym, że szkoda byłoby zaprzepaścić dotychczasowe osiągnięcia i jednak jutro przyjadą na trening a w niedzielę na turniej. Tylko nadal nie wiem, jak rozwiązać problem plakatu. Może trenerzy jutro coś wymyślą. Ech, durne, niepotrzebne problemy...

23:36, aga-joz
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 681