Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
czwartek, 22 czerwca 2017

   Filip wpadł i pewnie się nie wyplącze. I cieszę się, i trochę nie. Bo dobrze, że spodobało mu się czytanie, jest szansa, że dzięki temu poprawi się ortografia, zresztą wszyscy doskonale wiedzą ile korzyści jest z czytania. Jest tylko jedno małe "ale"- czytanie odbywa się raczej stacjonarnie, w wygodnym fotelu lub innym przyjemnym miejscu. A nam potrzeba ruchu, dużo ruchu. Droga do biblioteki i z powrotem to góra 15 minut, więc stanowczo za mało. Filip tak wsiąkł w czytanie, że nie odrywa się prawie od książki. Wczoraj poszedł do biblioteki, wypożyczył coś tam, dziś o 17.15 stwierdził, że już przeczytał (co to było 300 stron) i musi iść znowu. I poszedł. Na dodatek czyta to co i ja lubię- głównie fantasy, choć raczej te dla młodszych, ale już kilka zbieżnych lektur mamy. 

  Muszę wymyślić mu jakieś zajęcie na wakacje, żeby choć trochę się ruszył z domu. Jedyny plus- nie chce e- booków, twierdzi że papierowe książki są lepsze, więc przynajmniej do biblioteki się przejdzie. Tak po cichu myślałam o schronisku dla psów- wolontariusze są tam stale potrzebni, Filip lubi zwierzaki, co prawda woli koty, ale i wszystkie okoliczne psy zaczepia, więc może by się dało. Na większą aktywność sportową ciężko go namówić, oczywiście rower, spacery, ewentualnie siłownia pod chmurką. Liczę na to, że w sobotę posłucha trochę o roli sportu i aktywności w cukrzycy- będziemy na spotkaniu dla diabetyków i ich rodzin organizowanym przez fundację Michała Jelińskiego i może weźmie trochę do serca zalecenia mądrych ludzi.

  Bo aktywność jest dla cukrzyka niezbędna. Naprawdę pomaga utrzymać cukier na dobrym poziomie, poprawia działanie insuliny. Na szczęście chyba mamy już za sobą wysokie cukry sprzed kilku dni. Od wczoraj jest 90-140, dawki insuliny mniejsze. Z jakiego powodu były te skoki- nie mam pojęcia. Zrozumiałabym, gdyby wykluła się jakaś infekcja, gdybym zmieniła coś w diecie, jakieś drastyczne zmiany w trybie życia, zupełnie inna pogoda- to może mieć wpływ, a tu po prostu nie mogę znaleźć przyczyny. Dość frustrujące, bo przecież jeśli coś się psuje, to dobrze byłoby wiedzieć dlaczego, wtedy na przyszłość łatwiej byłoby zawczasu zareagować, można ustrzec się błędów. Wszyscy mądrzy powtarzają, że taka to choroba, nieprzewidywalna, podstępna, pokazująca swoje pazury w najmniej oczekiwanym momencie. I co z tego, że ja chcę ją poskromić, okiełznać, skoro ona na chwilę się przyczai, a potem da w kość dwa razy bardziej? I na nic zdobycze cywilizacji i techniki. Gorzko to brzmi, ale taka jest prawda. Większość osób jakoś sobie radzi, nie wzruszają ich cukry po 200-300, skoro potem spadną. A ja jakoś ciągle nie mogę się pogodzić z chorobą, a zwłaszcza z trudnościami w jej opanowaniu.

   Cóż, nie dziwię się nałogowi Filipa, bo przecież sama mam podobny. Idę do biblioteki, żeby oddać poprzednio wypożyczone książki, obiecuję sobie, że nie będę nic brała do czytania, mam jeszcze tyle nieprzeczytanych książek w domu, do tego Legimi, które dostarcza mi prawie wszystko, czego chcę. Ale nie mogę się opanować, zawsze coś mi w ręce i oko wpadnie. Już dziś wieczorem zabieram się w końcu za nową książkę Puzyńskiej, więc nie wiem ile dziś w nocy pośpię. I tak to jest z nałogami...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 435
Dodatki na bloga