Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
RSS
czwartek, 29 września 2016

  W poradni byliśmy przedwczoraj, ale oczywiście w natłoku różnych spraw i emocji dopiero dziś przypomniałam sobie, że trzeba się dowiedzieć o poziom hemoglobiny glikowanej. Byłam zaszokowana! Mam nadzieję, że to nie pomyłka, aż dopytywałam się kilkakrotnie. Otóż z poprzedniego 7,3 zjechało do 5,99. Niesamowite! Przez 3 miesiące pompy, którą oswoiliśmy chyba maksymalnie ile się dało, po miesiącu z Librą, dzięki której dużo łatwiej kontrolować poziom cukry- Filip ma poziom hemoglobiny glikowanej prawie jak u zdrowej osoby. Trochę się boję, czy aby te cukry nie są za niskie, bo za dużo hipoglikemii to wcale nie jest korzystne, ale z odczytów Libry wynika, że przynajmniej w ostatnim miesiącu ponad 50% czasu cukier mieścił się w zakresie docelowym. Dla mnie to duży sukces. I motywacja, żeby nadal takie poziomy utrzymywać, i to wcale nie dzięki dużym dawkom insuliny, a raczej dzięki rozsądnym posiłkom i aktywności. Bo niestety- im więcej insuliny, tym większy apetyt i waga rośnie, a jak się waży za dużo, to pojawia się insulinooporność i robi się błędne koło. Filip zawsze lubił dużo i smacznie (choć niekoniecznie zdrowo) jeść, wcześniej był dość pulchny, teraz przy wzroście 161 cm waży 55 kg, więc nie jest źle. Tylko trzeba to utrzymać...

   W zakresie zdrowego jedzenia znów miałam starcie z teściową, po raz kolejny ten sam temat czyli zdrowe soki bez dodatku cukru. Rodzina na wsi ma sad, sporo jabłek zostało, więc zaproponowali jej owoce oraz możliwość wyciśnięcia z nich soku na skalę przemysłową- kilka 5- litrowych butli. Wszystko fajnie, jest jedno małe ale. 5 litrów to sporo, wypić trzeba szybko, bo za chwilę skwaśnieje. Teściowa chce nas obdarować. Ja jestem niezbyt chętna. Sok faktycznie bez dodatku cukru, ale owoce same w sobie cukier przecież mają- temat wielokrotnie przeze mnie wyjaśniany i równie wielokrotnie ignorowany (tak samo jak szarlotka- nic a nic cukru nie dodawałam! i kompoty- one nie są słodzone!). Grzecznie podziękowałam, wyjaśniłam po raz kolejny dlaczego nie chcę, ale i tak byłymąż przywiózł butlę. Oraz miskę cierpko- słodkich winogron, marchew i buraki. Z warzyw się ucieszyłam, bo to idzie w każdych ilościach, ale co mam zrobić z resztą?

  Tata na szczęście stabilnie, choć rokowania lekarzy są ostrożne. Zawał był rozległy, cały czas są zaburzenia rytmu, ale on sam czuje się dość dobrze. Mama też powoli wraca do normy, bo zaczęło jej skakać ciśnienie, aż się bałam, że będzie kolejny problem. Zaopatrzyłam ją w dodatkowe leki i uspokajacz, ale i tak najpierw musiała to skonsultować ze swoją medyczna wyrocznią czyli cioteczno- ciotecznym kuzynem lekarzem. Wujek jest na emeryturze ponad 15 lat, poglądy ma dość archaiczne, ale mama mu wierzy bez zastrzeżeń. Zaakceptował leki, ale pouświadamiał mamę, że ten zawał to był z przemęczenia. A ja myślałam, że od palenia papierosów...

  Dzisiejszy dzień był mocno męczący. Zrobiłam prawie 450 km z czego połowę na wielkim drogowym placu budowy, warunki jazdy były koszmarne. Niestety, musiałam pojechać z Mateuszem na przymiarkę nowej koszuli do łaciny. Faktycznie razem z sukienką partnerki będzie to wyglądać pięknie, ale Mati był mocno zaskoczony i nie chciał uwierzyć, kiedy krawcowa powiedziała, że w takich strojach mogliby zatańczyć w klasie B, wystarczyłoby tylko kilka błyszczących kamieni doszyć. Trochę w tym widać przerost formy nad treścią, bo na razie daleko, bardzo daleko im do B. Partnerka, a zwłaszcza jej mama, mają wybujałe ambicje, a ja mam problem. Za 3 tygodnie pierwszy turniej w tym sezonie, na szczęście dość blisko, tylko 100km, ale kolejne będą już po 250-300. Po dzisiejszym dniu wróciłam tak zmęczona, że ledwie trzymałam się na nogach, mdliło mnie, nie mogłam utrzymać pionu, musiałam odleżeć ponad godzinę, zanim nadawałam się do czegokolwiek. A na te turnieje trzeba będzie dojechać. Nie czuję się na siłach. Czy zechcą mi uwierzyć, skoro jeszcze w poprzednim sezonie dawałam radę? Dzisiejszy dzień dość boleśnie mi uświadomił, że niestety sił zaczyna brakować i młodość powoli gdzieś ulatuje. Wiem, trudno w to uwierzyć, ale to prawda...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 307
Dodatki na bloga