Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Zwykły katar

  W nocy obudziły mnie dreszcze i okropne uczucie zimna. Do tego jakoś ciężko mi się oddychało i coś jakby rzęziło. Kiedy już ocknęłam się na dobre, okazało się, że tylko dreszcze i zimno to moje odczucie. Reszta to kocica, która przytuliła się półleżąc na mnie i mrucząc. Widać wyczuła, że coś jest nie tak i próbowała mnie ratować. Temperatura mizerna 37,4, ale trzęsło mnie jak nie wiem co. Wieczorem lekko drapało mnie w gardle i byłam obolała, ale myślałam, że to po dość intensywnych ćwiczeniach. Bo przecież mimo że już prawie wiosna, to ciągle nosze czapkę! Wiec absolutnie nie mogłam się przeziębić. Zarazić w pracy raczej też nie, bo już te grypy i inne choroby raczej mijają. Jedynie może dzień wcześniej byłam u fryzjera i po wyjściu nie od razu naciągnęłam tę czapkę, tylko kaptur od kurtki, żal było nowej fryzury- to najprawdopodobniejsza przyczyna czyli po prostu moja głupota. Zazwyczaj od lekkiego drapania w gardle zaczyna mi się chorowanie zatok i tak było rano. Katar lejący się ciurkiem, ból głowy przy schylaniu i każdym ruchu, pulsowanie w okolicy zatoki szczękowej  po prawej (od niej zawsze się zaczyna), uczucie jakby mnie walec przejechał.

   Akurat w dobrym momencie! Dziś miałam być w pracy tylko 3 godziny, potem jechać na konferencję. Po wzięciu leków jakoś dowlokłam się do pracy, ale już wiedziałam, że nici z wyjazdu, nie byłabym w stanie jechać ponad godzinę, siedzieć na wykładach 5 godzin i potem jeszcze wrócić do domu. A jutro znów tak samo, tylko trzeba dojechać na 9. Odpuściłam dziś, bardziej interesowało mnie jutro- będzie o cukrzycy. W sumie uznałam, że skoro i tak miałam być w pracy tylko do 11, to jakoś to przetrwam, poproszę o łagodne potraktowanie, a po powrocie do domu będę intensywnie się kurować. No i fakt, po lekach nie przypominałam już zombie, katar lekko przystopował, choć samopoczucie było średnie. Łagodne potraktowanie w pracy wyszło średnio. Na wstępie miałam zapisane 12 osób, mimo uprzedzenia, że nie dam rady zrobić nic więcej, to dostałam jeszcze 3 nie umówione wcześniej, podobno pilne ( po głębszym sprawdzeniu okazało się że nie), dwa równie pilne telefony, 5 zamówień na recepty- takie z listą 15 leków dla jednej osoby, gdzie trzeba trochę pogłówkować i policzyć, czy nic ze sobą nie koliduje, jak to rozpisać na różnych receptach na kolejne miesiące plus ewentualnie przeanalizować kiedy były robione badania i co należałoby powtórzyć. Kiedy o 11 próbowałam się wyczołgać z gabinetu wpadła jeszcze jedna pani- z lekkim oburzeniem, bo ona tylko po skierowanie, a tu nie i koniec. Nie miałam już siły zwrócić uwagi w rejestracji, że tak się nie robi. Po raz kolejny moja nadgorliwość została ukarana. Mogłam zadzwonić rano, powiedzieć, że jestem chora i niech sobie przestawiają wizyty, to nie, postanowiłam nie zawieść swoich pacjentów. Po raz kolejny wbijam sobie do głowy, że głupia jestem i niepotrzebnie się poświęcam. Nikt nie doceni, jeszcze tylko dołoży pracy i opieprzy.

  W domu rzeczywiście- wskoczyłam w ciepły dres, skarpetki, termos z herbatą do łóżka, pudełko chusteczek, dwa grube koce i cisza w domu. Jako że miałam jechać na konferencję, to obiad przygotowałam dzień wcześniej, Filipa miał ze szkoły odebrać byłymąż (i nawet to zrobił), więc mogłam chorować w spokoju. Ocknęłam się po 5 godzinach, już lekko głodna, bo nawet śniadania nie miałam siły dziś zjeść, a skoro głodna, to znaczy żywa i podążająca w kierunku zdrowia. Po spóźnionym obiedzie kolejne herbatki, garść leków i znów do łóżka. Wieczorem wymoczyłam jeszcze nogi we wrzątku, starym babcinym sposobem. Już jest lepiej, ale i tak zaraz idę spać dalej. Ot i tyle... Zwykły katar, a skomplikował mi życie i pozmieniał plany oraz wykreślił z życiorysu 3/4 dnia. Jak ja nie lubię chorować...

piątek, 15 marca 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2019/03/15 21:57:01
Ja też nienawidzę chorować, tym bardziej że ostatnimi czasy ze zwykłego przeziębienia rozkłada mnie na co najmniej 2-3 tygodnie, na dokładkę z jakimiś atrakcjami po drodze, choćby ta nietolerancja leków- antybiotyków, których lista z każdym kolejnym zachorowaniem rośnie.
Trzymaj się, nie poddawaj się choroba jest chwilowa, zdrowiej.
Pozdrawiam Ania
-
2019/03/15 23:30:50
U mnie dzieci chore i mąż się rozkłada, a ja nie mogę się poddać!
Wieje strasznie za oknem...
Aga! Ty też się nie dawaj! Trzymam kciuki, żeby jutro było lepiej!
-
Gość: annazadroza, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2019/03/17 19:49:11
Ojej, ale Ci się przytrafiło:( Życzę zdrowia, jak najszybciej żeby do Ciebie wróciło.