Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Za dużo książek

   No i co ja poradzę, że nie nadążam z czytaniem tego co bym chciała?  A na dodatek pojawiają się co i rusz nowe książki? Co tylko wejdę na Legimi, to widzę kilka nowych, po które mam ochotę sięgnąć. Z audiobookami na razie za bardzo nie szaleję, wypróbowuję głównie przy prasowaniu, bo jest to wyjątkowo bezmyślna praca. Dotychczas zazwyczaj prasowałam na bieżąco, co zajmowało mi 10-15 minut codziennie, teraz robię to hurtowo na 3-4 dni, więc mam minimum pół godziny przy desce. Jutro zobaczę jak mi się będzie słuchało podczas jazdy samochodem, bo jadę na szkolenie około 100 km w jedną stronę, podobnie w sobotę, więc jest szansa na dłuższą chwilę "czytania uszami". 

   A co w ogóle czytam? Sięgnęłam w końcu po "Stulecie Winnych". Już dawno miałam to zrobić, ale jak zwykle kolejka książek do przeczytania jest dłuuuga. Obejrzałam kawałek serialu, a że i tak kocham czytanie wszelkich sag rodzinnych, zwłaszcza tych rozciągniętych na kilka tomów, to po skończeniu poprzedniej książki i kilkudniowym detoksie spowodowanym trudnościami w podjęciu decyzji- sięgnęłam właśnie po "Stulecie". Przy okazji zapisałam kilka kolejnych pozycji. Tak sobie czasem myślę, czy gdyby do przejścia na emeryturę liczyły się wszystkie godziny przepracowane przeze mnie (a były czasy, że wyrabiałam i po 300-350 godzin miesięcznie), to może mogłabym już przejść na tę emeryturę i zająć się tylko tym, co lubię? Czyli między innymi czytaniem. Szkopuł pewien jednak jest, bo pracować też mimo wszystko lubię i  w sumie to nie wiem jak to pogodzić.

  Dawno, dawno temu, kiedy byłam jeszcze dzieckiem i mieszkałam na wsi, biblioteka była na drugim końcu tej wsi, tak około 1,5 km. Dopóki nie przeczytałam większości książek z dość ubogo wyposażonej biblioteki szkolnej, to odwiedzałam tamtą 2 razy w miesiącu, potem musiałam znacznie częściej. Pani bibliotekarka pozwalała mi sięgać po książki z działu dla dorosłych, bo te młodzieżowe też szybko się skończyły. Kryminały mnie wtedy jeszcze nie kręciły, choć Agatę Christie i Joe Alexa przeczytałam. W wieku lat około 11-12 przeczytałam "Trylogię", "Nad Niemnem", "Noce i dni" i mnóstwo innej klasyki. To były czasy, kiedy książek za wiele nie było. Ale nie o tym chciałam opowiedzieć. Rodzice pozwalali mi czytać, ile chciałam, co chciałam i gdzie chciałam, oczywiście po wykonaniu swoich obowiązków (wtedy dzieci jeszcze miewały obowiązki). A czasu też było mało. Po nocach nie mogłam czytać, po podkablował mnie sąsiad z naprzeciwka, którego zastanowiło, dlaczego świeci się w moim oknie do 2-3 nad ranem, a nie miałam lampki czy latarki do czytania pod kołdrą. Wymyśliłam więc, że wracając z biblioteki, zazwyczaj rowerem, na kierownicy kładłam książkę i w ten sposób czytałam prowadząc rower. Na szczęście dla siebie nie jechałam nim, tylko prowadziłam, bo mimo że ruch na drodze wtedy był niewielki, to istniało ryzyko kolizji. A poza tym idąc- mogłam nieco dłużej czytać. Ale wkrótce podkablował mnie inny sąsiad... Coś tam z tego wariactwa zostało mi jak widać do dziś.

   A coś mi się wydaje, że chyba na koniec lutego nie wyspowiadałam się z przeczytanych książek. Dużo ich nie było, bo tak jakoś... Sporo skoków narciarskich, poza tym chciałam zakończyć dość istotny dla mnie projekt szydełkowy (udało się, ale wymyśliłam kolejny).  W lutym było tylko 5 książek: M. Rogala "Punkt widzenia", M. Matyszczak "Morderstwo w Hotelu Kattowitz", H. McCoy "Czyż nie dobija się koni", Ł. Pilip "Podwórko bez trzepaka. Reportaże z dzieciństwa" i M. Witkiewicz i S. Darda "Cymanowski Młyn". W marcu też nie będzie dużo, bo te wszystkie zajęcia dodatkowe, do tego siedzenie przed komputerem w celu ogarnięcia nowych miejsc blogowych. I jakoś tak więcej spać muszę, bo przedwiośnie i przesilenie... I lata lecą...

   Dziś właśnie w pracy rozmawiałam z pewną sympatyczną panią, mamy parę wspólnych tematów, w końcu zeszło na odchudzanie, wiek i studiowanie. Pani owa jest o rok starsza ode mnie, a jest w trakcie swoich wymarzonych studiów, bo wcześniej nie miała możliwości. Wygląda obłędnie, wcale nie widać po niej ile ma lat. No i tak żartem usłyszałam, że jeszcze rok temu to ona czuła się prawie jak nastolatka, a ten rok jest dla niej wyjątkowo ciężki, a jak pomyśli, że już za moment 50- tka, to w ogóle czarne myśli przychodzą jej do głowy. Więc mam się na razie cieszyć, bo jestem w najlepszym wieku z możliwych. No jestem, mam nadzieję, że za rok też tak będę myślała i nie dopadnie mnie żaden kryzys. Kiedyś miałam wrażenie, że ludzie po 30-tce są już starzy, a ci po 40-tce to już jedną nogą w grobie, a jak ktoś osiąga 50, to już wręcz Matuzalem.  A teraz? Dobijam powoli do 50 i zupełnie nie wierzę, że to już. Tym bardziej, że jeszcze tyle książek do przeczytania mi zostało.

  Dodatkowo muszę zadbać i o stronę fizyczną, bo szkoda byłoby czytać książki i tylko tyle. Nasz młody trener sadysta znęcał się nad nami na ćwiczeniach niemiłosiernie, a dodatkowo kiedy usłyszał jak mi strzela jedno biodro przy ruchach to manualnie postanowił sprawdzić gdzie leży problem. Podobno w okolicy kręgosłupa szyjnego i dolnej części piersiowego. Coś tam pouciskał aż w kilku miejscach nieźle chrupnęło, ale potem odpuściły przykurcze i mogłam wykonać jak on to nazwał przysiad bułgarski. Lepiej nie pytajcie co to- koszmar. Ale i tak lubię się tak zmęczyć, dzięki endorfinom moje samopoczucie fruwa aż pod sufit. Tak więc czuję się nieco rozgrzeszona z mniejszej ilości przeczytanych książek. Kiedyś to nadrobię.

czwartek, 14 marca 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2019/03/15 09:55:50
Za dużo, masz rację... Emerytura... Marzenie... Chociaż ja na zwolnieniu odrabiam w tej chwili jakieś zaległości serialowe w "Rezydentach", kończy się drugi sezon, a ja mam jeszcze nieobejrzane odcinki z pierwszego...
-
2019/03/19 12:58:30
Mnie ciągle brakuje czasu na czytanie tego co bym chciała.
Stulecie winnych przeczytałam parę lat temu i trochę mi wywietrzało z pamięci. Nawet zastanawiam się na odświeżeniem.