Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

W oku cyklonu

   Nad Polską szaleje cyklon Bennet. Dzięki niemu po raz kolejny życie dokopało mi nieźle, a przyroda dobitnie pokazała, że ma za nic moje starania. No i przeżyłam chwile grozy i bezsilności.Co się stało?  Ano jak zwykle cukrzyca. Było miło i się skończyło, zdarza się.

  Już od kilku tygodni było spokojnie, zdarzały się skoki, ale naprawdę moje kombinowanie w końcu przyniosło efekty- ponad 80 % czasu w zakresie docelowym- spełnienie marzeń. Prognozowana hemoglobina glikowana 6,1-6,2 po prostu bajecznie. Ale jak to zwykle bywa- im dłużej jest dobrze, tym bardziej spektakularny bywa upadek. Wczoraj miałam dyżur, więc z chłopakami został byłymąż, tym razem nie zapomniał, przypominałam codziennie od tygodnia. Rano rzut oka na poziom cukru- idealnie, śniadanie przeliczone, rozpiska na stole w kuchni. Insulina powinna pójść 15-20 minut przed jedzeniem. Nagle o 7.15 widzę na wykresie, że cukier idzie ostro w górę. Telefon do Filipa, sprawdził pompę- insulina nie poszła, tatuś uznał, że dziecko to zrobi, tylko mu o tym nie powiedział. Trudno, skoczyło do 240, ale dość szybko zaczął cukier spadać i uznałam, że będzie dobrze. Było przez kilka godzin. Chwilę po 11.30 telefon od Filipa, cukier jest niski, koło 70- czyli w sumie nie tak źle, ale dodatkowo boli go głowa. Dojadł, zmniejszył bazę, miało być znowu dobrze. Po 20 minutach telefon ze szkoły- Filip źle wygląda, jest blady, cały się trzęsie. Wyskoczyłam z pracy, jadę do szkoły, Filip w gabinecie pani pedagog, leży na kocyku, blady, spocony, cały dygocze, jest po kolejnym soku, cukier 70-80. Objawy jak przy hipoglikemii, a cukier dobry. Panika zaczęła zaglądać mi w oczy, no ale przecież muszę opanować sytuację. I jeszcze wrócić do pracy. Poczekaliśmy chwilę, zaciągnęłam go do samochodu i co dalej? Do domu nie, bo nie mogę zostawić go samego. Do teściowej nie, bo sama by szybciej umarła ze strachu, niż zajęła się dzieckiem.  A przede mną 2 godziny pracy... Zabrałam Filipa właśnie do pracy. Ułożyłam w wolnym gabinecie, zaglądałam ja, zaglądały pielęgniarki. Po 2 tabletkach na ból głowy, wypiciu soku, wymiotach, kolejnych atakach dreszczy- dotrwałam do końca pracy, zostawiłam uzupełnianie papierów na nieco później. Sama sobie się dziwię, że byłam w stanie logicznie myśleć i pracować. Choć miałam dziwne uczucie, jakbym była w zwolnionym tempie. W domu Filip się przespał, zjadł trochę ryżu- w końcu cukier podskoczył do 180.

   No i teraz pytanie- skąd to wszystko? Na pewno nie po tym jednym wyskoku porannym , takie rzeczy już się zdarzały. Wiatr? Bardzo możliwe. Trochę mi to migrenowo wyglądało. I miałam stracha, czy nie będzie trzeba sięgnąć po glukagon. Na szczęście sytuacja została opanowana, ale siwych włosów mi przybyło.  W odniesieniu do własnego dziecka człowiek nie myśli logicznie ani krytycznie...Koszmar w czytsej postaci. A przecież to tylko cukrzyca...

wtorek, 05 marca 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2019/03/05 22:35:51
Ładne "tylko"...
Naszemu rodzinnemu diabetykowi (lat 15) wczoraj odebrano zasiłek pielęgnacyjny "bo przecież sam się ubiera i samodzielny jest". Nikt nie myśli, że w nocy ktoś do niego co 2 godziny wstaje, żeby zmierzyć cukier... I tym sposobem nasz wspaniały system "ochrony zdrowia" z cukrzycy typu I zrobił chorobę wyleczalną. Brak mi słów...
-
2019/03/06 00:11:44
Jesteś dzielna! Niesamowita!
Ja wierzę w wybuchy na Słońcu, wiatry, deszcze itd. Zauważyłam, że mój syn wyczuwa zmiany w klimacie na dwa dni przed! Nie jest tego świadomy, ja też często nie- dopiero potem okazuje się, co było przyczyną jego dziwnego zachowania.
-
2019/03/06 08:40:21
pomyłka- lat 16, nie 15. roczniki mi się pomyliły...
-
2019/03/06 18:22:11
Ago, jesteś cudowną matką. Oby jak najrzadsze takie niespodzianki były.