Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Niespodzianki

   Napisałam wpis. Długi. Bardzo emocjonalny. Miał być wstępem, do tego co tak naprawdę chciałam napisać. Po czym stwierdziłam, że nie opublikuję go. Nie teraz. Za dużo w nim różnych osobistych treści, żeby moja wewnętrzna cenzura go przepuściła. Zbyt wiele kosztowałoby mnie zmierzenie się z ewentualnymi komentarzami i uwagami. Tak więc przepraszam, będzie w okrojonej wersji, trochę wyrwane z kontekstu, ale trudno. Moje miejsce, moje decyzje. I moje nerwy. Na ogół staram się być spokojna, wybucham czasami, zaraz potem żałuję, choć i tak od pewnego czasu najpierw staram się odczekać, ochłonąć, a dopiero potem uzewnętrznić swoje emocje. Zazwyczaj wtedy już jest po wszystkim i stwierdzam, że nie warto robić szumu.

   Wczoraj miałam dyżur. O dziwo byłymąż tym razem sam pamiętał, że ma się zająć chłopakami. Aż się ucieszyłam, że może zaczął dorastać...Za wcześnie się ucieszyłam. W zasadzie to obecność byłego męża nie byłaby aż tak niezbędna, gdyby nie cukrzyca. Chłopaki poradziliby sobie sami, ale interweniowanie w nocy w razie potrzeby dla nastolatków mogłoby nie wyjść tak jak powinno. No i dodzwonić się do nich w nocy, kiedy śpią,  nie zawsze się udaje. Po prostu boję się o Filipa. Wysoki cukier w nocy w konsekwencji da kiepskie samopoczucie rano, niski- może spowodować w najlepszym razie śpiączkę i nieodwracalne zmiany w mózgu. No a dyżurować póki co muszę.

   Cukrzyca ma swoje reguły postępowania. Od niektórych nie ma odstępstw, jeśli chce się utrzymać ją w ryzach. Byłymąż nie lubi przestrzegać zasad. Bo nie. Bo przecież nic się nie stanie. Bo z jakiej racji ja wiem lepiej i wydaję mu polecenia. Bo przez konieczność egzekwowania tych zasad naruszam i nie szanuję jego przestrzeni czasowej. O co chodzi? Sensor trzeba kalibrować minimum dwa razy dziennie. Na stabilnym cukrze, bez aktywnej insuliny, nie rzadziej niż co 12 godzin. Jeśli sensor powie "skalibruj teraz" i nie zrobi się tego- przestaje działać. Im częściej robi się takie numery, tym mniej wiarygodnie pokazuje jaki jest cukier. Proste, prawda? Pierwsza kalibracja wypada rano. Filip wtedy śpi, trzeba ukłuć go w palec, zmierzyć cukier, wpisać wynik do telefonu. Niecała minuta roboty. Za każdym razem, kiedy byłymąż zostaje z chłopakami proszę, żeby zrobił to zanim jeszcze sensor poprosi o kalibrację. I jak zwykle robi to z opóźnieniem. Dziś dwa razy przypominałam, żeby to zrobił na czas. W końcu kiedy już mu się udało o 6.40, okazało się, że sensor pokazuje 120, a z krwi jest 171. Za duża różnica, już wiadomo, że przez kilka godzin będą cyrki z pomiarami. Kolejną konsekwencją zbyt późnego pomiaru jest problem z podaniem insuliny na śniadanie. Przy takim cukrze powinna być podana około pół godziny przed jedzeniem. A po kalibracji powinno się odczekać 10-15 minut z podawaniem insuliny. Tymczasem śniadanie miało o 7. Czas nijak nie chciał się rozciągnąć. Żeby nie było- na stole w kuchni zostawiłam szczegółową rozpiskę co i w jakich ilościach ma być na śniadanie, ile insuliny podać  w zależności od wysokości pomiaru, ile czasu przed jedzeniem również w zależności od wyniku pomiaru. Ale zastosowanie się do zaleceń kobiety to przecież uwłacza godności prawdziwego mężczyzny... Kolejny problem- śniadanie. Kiedy mam dyżur, Filip korzysta z opcji niezdrowego śniadania. Zazwyczaj je płatki z mlekiem, bo to najłatwiej mi przeliczyć dużo wcześniej i zostawić rozpiskę, a byłymąż nie musi się bawić w skrupulatne ważenie wszystkich składników (jakby co- ja codziennie się bawię). Do tego Filip jako jedyny w rodzinie ma nietolerancję laktozy, więc dla niego kupuję specjalne mleko. I zawsze pilnuję, żeby był zapas. Tymczasem w butelce było tylko trochę, a byłymąż stwierdził, że więcej nie ma. Dałabym sobie głowę uciąć, że w lodówce jest. Tylko po prostu nie chciało się do tej lodówki zajrzeć. Po powrocie do domu sprawdziłam, było. Miałam ochotę zrobić zdjęcie i wysłać je beztroskiemu tatusiowi. Może nie wkurzałabym się tak bardzo, gdyby nie to, że na pierwszych dwóch lekcjach Filip miał pisać próbny egzamin z matematyki i cholernie zależało mi, żeby ten cukier po prostu był w miarę dobry. Bo od tego między innymi zależy, na ile Filip da radę myśleć i kojarzyć. Ale jak się okazuje- wymagam za wiele. I się czepiam. 

   Dobra, wyżaliłam się, już mi lepiej. Przez chwilę biłam się z myślami, czy nie wygarnąć byłemumężowi co o tym myślę i dlaczego uważam że jest nieodpowiedzialnym dupkiem, ale potem stwierdziłam, że chyba nie warto. I tak do niego nie dotrze, a nawet jak dotrze, to do następnego razu zapomni, a ja będę miała poczucie, że po raz kolejny może i jest racja po mojej stronie, ale jestem okropną zołzą i byłymąż miał słuszność, że już ze mną nie mógł wytrzymać. Amen

   

wtorek, 19 marca 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2019/03/20 05:27:06
Tak... Też podobne sprawy przerabiałam wczoraj z moim mężem...