Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Tylko spać mi się chce

   Na nic innego nie mam od kilku dni ochoty. Wiem dlaczego. Zmęczenie swoją drogą- ostatni dyżur był- jak by to powiedzieć delikatnie- dość upierdliwy. Poza tym mam do zrobienia jedną rzecz i bardzo mi się nie chce do niej zabierać, a mam właśnie taki odruch obronny- uciekam w spanie. A że u mnie to towar deficytowy, to i korzystam z okazji. Na dodatek jak już zasypiam, to śpię tak mocno, że nie słyszę budzika, olewam totalnie nocne kontrolowanie cukru. Mam nadzieję, że intuicja mnie obudzi, jeśli będzie bardzo nisko, bo w sumie tylko tego się boję. Ostatnio coś zaszwankowało w systemie powiadamiania i nie mam alarmów. A poza tym chyba muszę kupić sobie najzwyklejszy budzik, bo ten w telefonie zupełnie na mnie nie działa. Wieczorem zasypiam grubo przed północą, co się rzadko zdarza. Rano zamiast o 6, to wstaję dopiero pół godziny później poganiana przez bardzo głodne już koty- im się nie odmawia, trącają nosem, udeptują, piszczą wprost do ucha aż do skutku. Po południu też musi być choć pół godziny drzemki, dziś nawet prawie godzina. Chyba już nieco odrobiłam straty i mam nadzieję, że od jutra wrócę do stanu normalnego. A może nawet i od dziś, bo na razie jestem lekko ożywiona. Kolejny dyżur dopiero w poniedziałek, więc mam czas na regenerację sił.

    Ten ostatni dyżur, o którym wspominałam, był dość wyczerpujący. Oczywiście panuje grypa, więc było co robić prawie do północy. Kiedy już ogarnęłam wszystko i miałam zamiar choć przez chwilę podrzemać przyszedł pan z rodzaju "nawrócony alkoholik". Po kilkutygodniowym ciągu picia, biedny- potrzebował pomocy w wytrzeźwieniu. Jeść nie może, pić nie może, jest odwodniony, natychmiast kroplówka- wedle życzenia. Po kroplówce nie może wrócić do domu, bo nie ma siły. Zresztą- co to było, jedna kroplówka, na detoksie to dawali z piętnaście, dopiero wtedy działało. Pełen pretensji ("czy tu nikt nie pracuje?"), bardzo nieszczęśliwy ("bo ja samotny jestem"), zapierający dech w piersiach- dosłownie, bo bez otwartego okna nie dało się podejść. W końcu o 4 nad ranem zdecydował, że on jednak by pojechał na ten detox, ale że to 40 km, to musi poczekać do rana, bo o tej porze to on nigdzie się nie ruszy. Wesolutko... Współczuję takim osobom, ale jednocześnie jest we mnie sporo złości. Wiem, rozumiem, że to choroba jak każda inna. Może nie do końca taka sama jak inne, bo niestety w dużej mierze na własne życzenie. Owszem, nie każdy jest na tyle silny psychicznie, żeby wyjść z nałogu, ale czasem naprawdę nóż w kieszeni się otwiera, kiedy patrzę jak taki ktoś potrafi wyegzekwować dużo więcej niż normalny pracujący obywatel. Manipuluje, gra na uczuciach, lawiruje, dostaje to co chce, a potem i tak to wszystko psu na budę, bo wraca do picia. Ja alkohol piję bardzo sporadycznie i w minimalnych ilościach, więc widocznie nie potrafię zrozumieć ile szczęścia daje ten "stan nieważkości".

    A rzecz do zrobienia? Mam do przeprowadzenia szkolenie dla nauczycieli, już umówione. Cieszę się i jednocześnie bardzo się boję. Wystąpień publicznych nie cierpię, a będzie tam na pewno ze 30 osób. Temat mi bliski i dobrze znany, więc mogę mówić i mówić, obym się tylko nie zagalopowała. Ale oczywiście chciałabym wypaść jak najbardziej idealnie, perfekcyjnie, więc szlifuję prezentację, kombinuję jak nie zanudzić słuchaczy, przekazać maksimum wiedzy w krótkim czasie, treściwie, zrozumiale, ciekawie. Da się? Musi. Tylko zanim wszystko dopracuję i zapnę na ostatni guzik, to muszę jakoś odreagować. Ciężka sprawa. Na dodatek dobija się do mnie ubezpieczyciel samochodu, dostawca internetu. powoli kumulują się sprawy szkolne- egzamin ósmoklasisty, wybór szkoły średniej, organizacja dnia kobiet, sesja u Kuby. Za dużo jak na jedną głowę. 

   Jedyny plus, że cukrzyca czasowo odpuściła, aż dziwnie jest. Pozmieniane przeliczniki sprawują się dobrze, wręcz chyba muszę je znów pozmniejszać. Ciekawe tylko jak długo będzie trwał taki stan, bo oczywiście nie mam złudzeń, że to tylko na chwilę. Jak już łupnie, to znów ciężko się będzie pozbierać. Ale cieszmy się chwilą, póki trwa. Nie ma co płakać nad jeszcze nie rozlanym mlekiem...

 

środa, 13 lutego 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2019/02/13 22:17:04
Jeśli masz tremę, pomyśl, że wśród słuchaczy jestem ja i inni, którzy chętnie czytają Twojego bloga! Nie musi być perfekcyjnie, bo będzie nudno ;) jestem przekonana, że będzie idealnie.
-
2019/02/13 22:28:47
Dobrze będzie :)
A spanie- może to (już) wiosenne przesilenie? Mi praktycznie z minuty na minutę wieczorem "odcina zasilanie", nawet na fotelu, boję się, żeby laptopa nie upuścić i dotrzeć do łóżka.