Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Pudło

    A już myślałam, aż mi się milutko zrobiło. Pod ostatnim wpisem w komentarzach Ann  zasugerowała, że zostanę babcią i dlatego ten pośpiech ze ślubem...Niestety nic z tych rzeczy czyli tak zwane pudło. Zresztą pośpiech to byłby gdyby decyzja podjęta w grudniu skutkowała ślubem w okolicach lutego- marca, a oni jednak zaplanowali sobie wcześniej, powiadomili nas w grudniu, początkowo chcieli robić imprezę za rok, ale skoro udało się zgrać terminy (co przy ślubnym biznesie wcale łatwe nie jest), to zdecydowali, że będzie to we wrześniu. Nie ma w tym planie miejsca na dzieci. Zresztą już kiedyś pisałam- nie przeszkadzałoby mi zostanie babcią, wręcz przeciwnie, bardzo chętnie przygarnęłabym jakieś maleństwo nawet na stałe. Samej już by mi się nie chciało chodzić w ciąży, to nie na moje lata i zdrowie (akurat wszystkie moje trzy ciąże nie były czasem błogosławionym, nie wspominam ich z wielkim sentymentem, porody już były znacznie lepsze), ale taki noworodek, a potem niemowlak- to bym chciała. Siły na to jeszcze mam, doświadczenie wystarczające, pewnie i podejście byłoby zupełni inne. A tu nic z tego, młodzi wcale na razie nie mają zamiaru. Oczywiście zamiary- zamiarami, a rzeczywistość może być inna, ale podejrzewam, że ze względów praktycznych (sukienka itp), to jednak się powstrzymają przynajmniej do okolic września.

    A dlaczego tak w ogóle dążą do dość szybkiego ślubu? Bo tak chcą. Teraz jak widzę są dwa trendy- jeden to szybki ślub i dorosłość, tak się kochamy, tak bardzo jesteśmy pewni naszej miłości i tego, że to już na zawsze, że nie ma co odwlekać. Drugi- w zasadzie ślub nam nie potrzebny, skoro i tak chcemy być razem, nawet dzieci czasem nie mają wpływu na zalegalizowanie związku. W dalszej rodzinie mieliśmy taką parę. Byli ze sobą sporo lat, dwójka dzieci, wcale nie spieszyło się im do ślubu. Tym bardziej, że kiedy tylko coś tam nie grało, to dziewczyna zabierała dzieci i manatki, wracała na jakiś czas do rodzinnego domu, potem się godzili i znów mieszkali razem. Co prawda chłopak często wyjeżdżał do pracy w dalekie miejsca, więc i nie bywało go w domu za wiele. A do tego dziewczyna- w świetle prawa samotna matka- korzystała z różnych udogodnień opieki społecznej. Tak że można i tak. Kiedy Kuba zadecydował, że będą mieszkać razem, to podniosło się larum ze strony pokolenia babć- ale jak to tak, bez ślubu. No to mamy ślub w celu zalegalizowania. I też nie wszystkim się podoba. Byłymąż nosem kręci, że za wcześnie, za młodzi, babcia też średnio zachwycona, bo to jeszcze pora na naukę, studia, a nie na zakładanie rodziny. I tak wszystkim się nie dogodzi, każdy będzie miał swój pogląd i swoje "ale". Ja uważam, że to ich decyzja, na tyle przemyślana, na ile to możliwe, czy w porę, czy wystarczająco rozsądna- to czas pokaże. Moim zadaniem jest wspieranie i pomoc w takim zakresie, jakiego potrzebują, a nie krytyka czy odradzanie. W zasadzie nie robią nic takiego, czego w przyszłości nie da się odkręcić. Od wieków ludzie tworzyli związki, zrywali związki, wchodzili w nowe. Owszem, w dzisiejszych czasach zwłaszcza to zrywanie i wchodzenie w nowe jest opanowane do perfekcji, ale dlaczego mam zakładać czarny scenariusz? Mam nadzieję, że im się uda (nie tak jak w moim małżeństwie), będą szczęśliwi, a ja razem z nimi. I koniec, kropka.

    W takim nieco pobocznym wątku- na zdobywane na turniejach tańca miejsca na podium mówimy właśnie "pudło"- ich określona ilość jest potrzebna, żeby awansować do wyższej kategorii. Jak już wielokrotnie pisałam- Mati z partnerką po wejściu do kategorii B w standardzie i C w łacinie, niestety szczęścia nie mają. Trenerzy chwalą, tancerze dają z siebie wszystko, a sukcesów nie ma. Pudło, ale w tym znaczeniu, że nic z tego nie wychodzi. Do tego różnice priorytetów, parę innych zawirowań i już mi się wydawało, że nici z dalszego tańczenia. Tymczasem wczoraj odbył się doroczny bal dla rodziców, dorosłych tancerzy (obecnych i byłych) i sympatyków naszego klubu. Jednym z punktów programu był pokaz tańca tych najlepszych par z klubu. Jest ich kilkanaście, ale oczywiście nie wszystkie mogły, nie wszystkie chciały- zgłosiły się trzy.  Ku mojemu wielkiemu zdumieniu partnerka Mateusza zechciała wziąć udział w tym pokazie. Nie jest to taka prosta sprawa- zrobienie odpowiedniej turniejowej fryzury i makijażu dla dziewczyny to co najmniej 2-3 godziny pracy. Poza tym przecież nie mieszkają w naszym mieście, a prawie godzinę drogi. Pokaz zaplanowany na 20.30, zatańczyć 5 tańców standardowych i do domu. A to z kolei kolejna komplikacja- bo rodzice partnerki wybrali się na ten bal jako uczestnicy. Impreza rozpoczęła się o 19, dziewczyna przyjechała z nimi, czekała te 1,5 godziny, potem przyjechał po nią ktoś z rodziny, żeby rodzice mogli zostać na tym balu. Podziwiam determinację i chęć tańca- ani mnie, ani Mateuszowi pewnie by się nie chciało, przecież to nie turniej, zwykły pokaz. Ale jej zależy, i to bardzo jak widać. Już sobie powoli wyobrażam, co to będzie, kiedy znów zaczną się turnieje. 

   A na balu była moja szefowa z mężem (oboje tańczą amatorsko) i rodzice byłej partnerki Kuby (też trochę tańczą, bo nasz trener prowadzi zajęcia i dla dorosłych). Popatrzyli na Matusza, pogratulowali mi fantastycznego syna, podziwiali jak pięknie się prezentuje we fraku. No i dopytali ile już mamy pudeł w tej klasie B. Cóż- żadnego. Nadal wleczemy się w ogonie, ale i tak Mati jest bardzo wysoko, Kuba w obu kategoriach dotarł tylko do C i też za wielu sukcesów już nie odniósł. Mam z czego być dumna. 

    No i tak- mam takie "pudło", do którego zbieram te wszystkie miłe wspomnienia, dobre chwile. Tutaj je zapisuję, żeby nie zapomnieć i trochę żeby podzielić się nimi ze światem. Oczywiście zdarzają się i te mniej miłe momenty, o niech też czasem warto pomyśleć, żeby wyciągnąć jakieś wnioski, no i nie zapomnieć, że jest nie tylko dobrze. Takie życie. A moje "pudło" na te chwile dobre i złe jest pojemne, wszystko się zmieści...

niedziela, 10 lutego 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2019/02/10 17:54:27
Cieszę się razem z Tobą. Dobrze, że są jeszcze takie matki, jak Ty, które akceptują to, co dzieci robią i wspierają je w realizacji planów. Twoi synowie mają po prostu szczęście.
-
2019/02/11 18:18:58
Najważniejsze, żeby w tym pudle az huczalo od dobrych wspomnień:)