Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

A teraz idziemy na jednego

    Tak, wiem jak to zabrzmiało, ale mnie chodzi o pączka. Skoro dziś Tłusty Czwartek i w ramach tradycji trzeba go zjeść, to nie ma wyjścia. Choć u mnie amatorów na większe ilości pączków nie ma. Kupiłam 4, zjedzone zostały dwa, Mati nie tknął tradycyjnego, skusił się na donuta. No i po tradycji. Prawie 300 kalorii zmarnowane. Tym bardziej, że w końcu po 3 miesiącach przerwy poszłam na nasz fitness. Trochę markowałam ćwiczenia, bo dziś akurat trening prowadził młodziak- w wieku mojego Kuby, nawet uczył się z nim w jednej klasie. Nie chciałam tak od razu się przeciążyć, bo jednak kondycja mi siadła, oj siadła, po takiej przerwie nie ma się co dziwić. Ciekawe co będzie jutro, skoro już dziś czuję pośladki. Ale poza tym endorfiny szaleją, lubię te ćwiczenia, choć w trakcie, kiedy już nie daję rady, to mam ochotę zakrzyknąć- za jakie grzechy? I to jeszcze z własnej woli! W każdym razie- wracam do aktywności. 

   Poza tym to niestety jestem zła. W niedzielę miał być wyjazd na turniej. Nie pojedziemy. Partnerka nie chce, bo nie ma zamiaru się wstydzić. Bo mieli za mało dodatkowych treningów. Bo jest za dużo par. Bo w przyszłym tygodniu ma próbne egzaminy i musi zrobić projekt. Mati chciał jechać, nie przeszkadzała mu zbyt mała ilość treningów. No i ten turniej jest przecież blisko. Nie, dla nich to nie argument. Początkowo chciałam negocjować, naciskać, tak samo jak one przed turniejami, na które Mati nie chciał jechać i zawsze w końcu musiał ulec. Ale odpuściłam. Poinformowałam, że rozumiem ich stanowisko, trudno. Tylko proszę w przyszłości uszanować "nie" z naszej strony, bo na kolejne turnieje my też możemy postawić weto- odległość, inne plany typu moje szkolenie lub osiemnastka, na którą będzie chciał pójść Mati. Żal mi bardzo, nastawiłam się na ten turniej, wydawało mi się, że to nawet nie podlega dyskusji, wszystkie pozostałe pary z klubu jadą. Odpuściłam, ale poszłam do trenera i poinformowałam go o sytuacji. Trener też jest zdania, że powinni jechać. Tymczasem okazało się, że partnerka nie opłaciła nawet licencji. Chyba po prostu zakończą swoją karierę, tylko mogliby powiedzieć wprost. Lepsze to niż takie zwodzenie. Trener zapowiedział, że będzie musiał przeprowadzić z dzieciakami poważną rozmowę i szukać alternatywy dla Mateusza. Cóż, szkoda. Wiem, że przez tę aferę z plakatem Mati sporo zawinił, ale on jakoś umiał odsunąć te wszystkie emocje i dalej tańczyć, robić swoje. A partnerka nie. Na dodatek mama partnerki teraz PRACUJE, w związku z czym nie ma głowy do tańców. Dotychczas moja praca i moje plany nigdy się nie liczyły.

   To idziemy na tego jednego? Chyba trzeba więcej, żeby się dobrze znieczulić i móc spokojnie zasnąć. Choć podejrzewam, że po pączkach nie da się dobrze spać, już lepsze byłoby co innego. 

czwartek, 28 lutego 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2019/03/01 07:28:31
oczywiście, że idziemy! zjadłam trzy :- )))
-
2019/03/01 08:01:41
Z miejsca pożarłam dwa z lukrem:) A wieczorem drugie dwa, niestety, już tylko z cukrem pudrem;(
-
2019/03/01 08:13:21
No jasne, że idziemy :) zjadłam w sumie cztery :)
-
2019/03/01 10:19:10