Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Zdania wielokrotnie złożone

   Współrzędne, podrzędne przydawkowe, dopełnieniowe, a zwłaszcza okolicznikowe, a wśród nich szczególnie celu, przyzwolenia i przyczyny (reszta jest w tej chwili mniej ważna)- zdania owe cisną mi się do głowy i mają chęć ogromną zrobić w niej rewolucję. Bo jeśli już je wypowiem, to obawiam się, że miło nie będzie. Powściągnęłam jednakowoż swoje zniecierpliwienie i przez ponad godzinę tłukłam do głowy Filipowi jak dokonać rozbioru zdania. 

   Była klasówka z polskiego, z gramatyki właśnie, o tych zdaniach złożonych. Udało się napisać na 2. I to nie tak, że on tego nie umie. W teorii nie ma problemu. Problem zaczyna się w momencie, kiedy trzeba teorię wcielić w życie. Prosty przykład- polecenie "podane zdanie pojedyncze przekształć w zdanie złożone z podrzędnym okolicznikowym przyzwolenia". Zdanie: Mimo gęstej mgły dostrzegliśmy jacht wzywający pomocy". Przekształcenie według Filipa: Dostrzegliśmy jacht wzywający pomocy mimo gęstej mgły". Aż mnie zagotowało w środku, ale bardzo cierpliwie starałam się wytłumaczyć w czym rzecz. Zrozumiał, chyba. Drugie polecenie było, żeby przekształcić to zdanie w złożone z podrzędnym przydawkowym.  Rezultat moich tłumaczeń? "Dostrzegliśmy jacht, który wzywał pomocy, mimo że była gęsta mgła". Niby dobrze...Tylko czemu wszystko w jednym? I jeszcze się ze mną wykłóca, że tak jest łatwiej i mniej papieru i długopisu się marnuje.

    Czasem po prostu nie mam zdrowia do szkoły, lekcji, prac domowych, klasówek itp. Ja już swoją szkołę dawno skończyłam! Pewnie też miałam te wszystkie zawiłości gramatyczne, ale po prostu już ich nie pamiętam. Zdania jakoś tam składam, mam nadzieję, że zrozumiale, błędów stylistycznych i gramatycznych za wiele nie popełniam, a nawet jeśli, to tylko niechcący. Prawdę mówiąc, to nie myślę, jakie rodzaje zdań piszę. Miałabym spory kłopot, gdybym musiała przeanalizować i rozebrać te moje zdania wielokrotnie złożone. Karkołomne zadanie, bo czasem mnie ponosi i zdanie wychodzi długaśne... A pamiętam jak dziś, że w ósmej klasie, tuż przed egzaminami do liceum, otrzymałam swoją jedyną dwóję w całej historii podstawówki. Chodziłam do małej wiejskiej szkoły z poziomem nauczania bardzo przeciętnym. Na języku polskim zajmowaliśmy się głównie gramatyką i ortografią, wypracowań nie było. A w związku ze zbliżającymi się egzaminami polonistka postanowiła nam pokazać jak się pisze wypracowanie. Z 20- osobowej klasy do egzaminów podchodziło chyba 7-8 osób, reszta miała kontynuować naukę w zawodówkach. Te wypracowania to była porażka, podobno. Przepłakałam sporo czasu, w końcu miałam zdawać egzaminy do ogólniaka, trzeba było coś na tym egzaminie napisać, tylko jak? Skoro otrzymałam dwóję i uwagę- ortografia w porządku, treść fatalnie. Cóż, to były czasy bez internetu, poza tym zapadła wieś, nikt o korepetycjach wtedy nie słyszał. Z pomocą swojej dawnej nauczycielki z klas 1-3 napisałam jakieś opowiadanko- tematu nie pamiętam, ale było o Ani z Zielonego Wzgórza, mojej ówczesnej idolce. Pani poinstruowała mnie, w jaki sposób potem dopasować ten tekst do tematu, żeby to jakoś grało. I zagrało, bo z egzaminu dostałam piątkę. A w liceum wszystkie wypracowania, niezależnie od formy i tematu, też udawało mi się napisać na te wyższe oceny. Jakaś eksplozja talentu literackiego nastąpiła po przekroczeniu progów innej szkoły. Fakt, że za moich czasów nie było czegoś takiego jak rozprawka. To znaczy może i było, ale nikt nie kładł na nią nacisku. Moi chłopcy co i rusz w szkole musieli pisać jakieś rozprawki, a mnie aż się zimno robiło, w jaki sposób dobierali argumenty, zwłaszcza Kuba, bo on był bardzo niepokorny i często pisał o świecie wirtualnym- grach, filmach, jeśli już o książkach, to rzadko o lekturach, raczej o tych z kręgu swoich zainteresowań.

    Podejrzewam, że te kłopoty Filipa z przetworzeniem teorii w praktykę w dużym stopniu są spowodowane zbyt długim przebywaniem w świecie wirtualnym. Chłopaki się ze mnie śmieją, że o wszystko obwiniam komputer, ale chyba mam rację. Migające obrazy, szybkość zmian, długotrwałe przebywanie w jednej pozycji, wydzielane promieniowanie, treści, które nie zawsze są dostosowane do możliwości intelektualnych dziecka, a bywa ich czasem tak dużo, że niedojrzały mózg nie potrafi tego selekcjonować. Do tego zacieranie granicy między światem rzeczywistym a wirtualnym- można by jeszcze wymieniać i wymieniać, ale to prowadzi do zaburzeń koncentracji, zdolności kojarzenia, przeszkadza w prawidłowym harmonijnym rozwoju wszystkich obszarów mózgu. Owszem, komputer jest potrzebny, ułatwia życie, w wielu dziedzinach pomaga, rozwija, ale da się bez niego żyć. I mówię to ja- osoba, która też spędza sporo czasu w przestrzeni wirtualnej. Tylko że ja już jestem dorosła...

    Mam jeszcze jeden obrazek komputerowy, dzisiejszy- dzieciaczek prawie dwuletni, ale z wieloma wadami wrodzonymi, znacznym opóźnieniem rozwoju, porażeniem mózgowym - nie chodzi, nie mówi, ale mama z dumą opowiada, jak to dziecko próbuje grać na tablecie. Osłupiałam, kiedy to do mnie dotarło. Wielokrotnie też przy badaniu dziecka widziałam jak rodzice wyciągają telefon i zabawiają filmikami z YouTube, żeby nie płakało podczas badania. Do czego i dokąd zmierza ten świat? A potem dziecko nie potrafi wypowiedzieć się zdaniem złożonym, bo w świecie wirtualnym porozumiewa się monosylabami i skrótami. No chyba, że jest z tych bardziej elokwentnych i zbuduje zdanie złożone- z wielu następujących po sobie słów uznawanych powszechnie za obraźliwe.

poniedziałek, 07 stycznia 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2019/01/08 00:25:00
Mam zaburzoną ocenę rzeczywistości, bo w moich realiach lepiej zarabiają niepiśmienni spawacze, niż absolwentka studiów ekonomicznych.
Po co uczymy się rozbioru zdania zamiast komunikacji też nie jestem w stanie pojąć- być może przydaje się to do czytania ze zrozumieniem ustaw...
-
2019/01/08 08:13:27
Miałam wrażenie, że początek posta napisałaś po... chińsku ;)
Pewnie to było w zamierzchłej podstawówce, człowiek używa, a nie wie czego (mówię prozą???!!!). A przyczyny... Edukacja w ogóle schodzi na psy, kładzie się nacisk na rozwiązywanie testów, a nie na samodzielne myślenie. Ciarki po mnie chodzą, jak sobie pomyślę o maturze Młodszego, który całe popołudnia spędza na graniu w "Europę" i pogaduszkach z kumplami przez skype...
-
2019/01/08 09:00:47
Miałam niebywałe szczęście, bo i w podstawówce i w liceum trafiłam na nauczycielki, które lekcje gramatyki prowadziły tylko z konieczności, oby jak najszybciej pozbyć się tego paskudztwa i wrócić do literatury. Bo z gramatyką jak z fizyką - nigdy nie nauczyłam się i nie nauczę skąd się bierze prąd i jak płynie oraz dlaczego, ale czy to powód, żebym go miała nie używać?
-
Gość: Dorota, *.play-internet.pl
2019/01/09 00:12:19
Czytając Pani posta,myślałam,ze to o nas,o mnie i moim synu.Tez nie mam już głowy do klasówek,szkoły,lekcji.U mnie to dopiero początek,najstarszy syn chorujący na cukrzyce jest dopiero w klasie 5,potem 2 klasa i przedszkole.Przede mną jeszcze cała podstawówka z trójka dzieci. Ze światem wirtualnym mamy tak samo.Pozdrawiam
-
2019/01/09 10:45:52
Zgadzam się i napiszę w jednym zdaniu- dokąd ten świat zmierza. No dobra więcej zdań, ale niezbyt złożonych. Osobiście widziałam jak mamusia w wózku odpalała smartfona, żeby dziecko oglądało. Dziecko może 6-9 miesięcy. Szok. A co do naszych czasów. Nie tylko brak korepetycji czy internetu, ale nawet rodzice nie pomagali mnie w niczym.A jednak się udało.