Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Sypie się

    Śnieg, rzecz jasna. Przez okno wygląda to pięknie, gorzej, kiedy trzeba gdzieś wyjść lub pojechać samochodem. Na ulicach jeszcze znośnie, ale parkingi zupełnie zasypane, samochód tańczy w śnieżnej brei. Chodniki też nie nadążają się odśnieżać- brodzimy po kolana w wąskich wydeptanych koleinach. Aż dziwnie. Pamiętam ze swojego dzieciństwa "zimę stulecia". Mieszkałam wtedy na wsi, zasypało nas całkowicie, kiedy po kilku dniach dojechał sprzęt odśnieżający i przekopał się jakoś przez śnieg, to po obu stronach wąziutkiej ulicy leżały ogromne zaspy sięgające prawie dachów niektórych domów. A teraz kilka centymetrów śniegu i już problem...

   W sumie to taka pogoda bardzo mi dziś pasuje- z prozaicznego powodu. Mam dyżur i dzięki temu nieco mniej pracy, bo większość się zastanowi kilka razy zanim wyjdzie z domu z byle drobnostką. Pogoda weryfikuje pilność wizyty. Bo zadziwiało mnie często- dziecko lat 3-4, gorączkujące od kilku godzin, wizyta w środku nocy- bywa o 2-3. Na pytanie, czy było podawane coś przeciwgorączkowego- ależ oczywiście, że nie, najpierw trzeba zbadać. Gdyby to była pierwsza w życiu choroba albo rodzice niezbyt świadomi, to może bym jeszcze zrozumiała, ale co uzasadnia ciągnięcie gorączkującego malucha w środku nocy, często wiele kilometrów- nie mam pojęcia. No i mimo że infekcje szaleją, to mam w miarę spokojny dyżur, mogę sobie popisać. Tylko nie wiem o czym, pewnie tym co zawsze.

  Najpierw o moim poprzednim wpisie i linkach- nie umiem i koniec. Wydawało mi się, że zrobiłam wszystko jak trzeba, ale niestety jak widać nie. Moje zdolności komputerowe na tym etapie leżą i kwiczą, tak że przykro mi, to były linki do wpisu z 23.05.2015 pod tytułem "Sirocco" i 27.10.2016 "Afera za aferą". W sumie nic specjalnego, ale chciałam uatrakcyjnić wpis wspominkami, a tu taki blamaż. Niestety tego typu umiejętności są poza moim zasięgiem. Co gorsza kiedyś udało mi się coś takiego zrobić, a tym razem nie, mimo że robiłam wszystko tak samo. Po prostu nie jestem kompatybilna z komputerowymi sztuczkami.

   Jak na złość- kiedy mam dyżur, to coś się dzieje z cukrem. Ubiegłej nocy idealny, stabilny- ależ mi się dobrze spało! Po śniadaniu chwilowy wyskok, potem znów stabilnie, obiad- może nie najniżej, ale bez większych zastrzeżeń, a od kolacji 260-290 i nie spada mimo korekt. A dziś Filip został tylko z Kubą, bo byłymąż ma imprezę, Mati na kolejnej osiemnastce. Będę czuwać telefonicznie, ale oczywiście niepokój jest. No i głowię się nad przyczyną. Filip trochę nie w formie, bolała go głowa, może kroi się jakaś choroba. A może jak zwykle zawirowania pogodowe? Też potrafią namieszać, szkoda tylko, że akurat dziś.

   Mati po osiemnastce wrócił po 3 w nocy. Chyba  w stanie normalnym, bo jednak zasnęłam, obudziłam się kiedy wchodził do domu, ale skoro się nie przewracał, to nie chciało mi się wstawać i sprawdzać. Impreza podobno jeszcze trwała, ale jemu chciało się spać, więc wrócił. Zobaczymy jak będzie dziś, nieco inne towarzystwo i nie będzie w domu mamy, więc wszystko się może zdarzyć. Ale chyba jest  rozsądny i odpowiedzialny. Uczulam, ostrzegam, tłumaczę- oby to trafiło i oby koledzy nie mieli większego daru przekonywania niż ja. Jestem zdania, że trzeba dzieciom pozwolić na samodzielność i popełnianie błędów oraz ponoszenie konsekwencji, ale z drugiej strony jakaś część mojej mamuśkowatości aż skowyczy w duchu, że nie!, absolutnie!, dlaczego? Chciałabym odsunąć wszystkie niebezpieczeństwa i problemy, otoczyć kloszem i odgrodzić od kłopotów, ale się nie da. Nie mogę skrzywdzić w ten sposób swoich dzieci, muszą nauczyć się, zwłaszcza odpowiedzialności. Tylko czemu nikt mi wcześniej nie powiedział, że to przecinanie pępowiny jest takie trudne? Urodzić z tego wszystkiego jest najłatwiej, ale wychować i wyprawić w świat, to dopiero zadanie! I jeszcze nie ma żadnych wzorów, które by w tym pomogły, bo przecież każdy człowiek jest inny. Cholernie trudny jest ten egzamin z rodzicielstwa, a nie można się wykręcić, że nie umiem, nie pamiętam, nie chce mi się. Trzeba bardzo uważać, żeby się nie posypało... I żeby nie przegiąć w żadną stronę.

piątek, 25 stycznia 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2019/01/26 08:10:09
My z niemęźem byliśmy dość balujacymi nastolatkami. Jak sobie pomyśle co może więc wyprawiać nasz syn to aż mi skóra cierpnie. Ale na szczęście parę lat względnego spokoju nam zostało....
Mój chrzestny natomiast ma syna który ma problemy z socjalizacją w grupie i on by jeszcze zapłacił żeby syn poszedł na jakąś imprezę.
Umiar we wszystkim wskazany.
-
2019/01/27 15:09:10
Od zimy prawdziwej, zwyczajnie się odzwyczailiśmy stąd problemy, a co do dzieci...z jednej strony niby świadomość, że trzeba dać im żyć własnym życiem, a z drugiej owszem chciałoby się chronic zawsze i wszędzie- to chyba normalny dylemat zwłaszcza w tych czasach kiedy co i raz słychać o jakichś niezdrowych akcjach