Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Nie da się spokojnie chorować

    Po niedzielnym wylegiwaniu się w łóżku już mi się wydawało, że będę zdrowa. Rozważałam co prawda, czy nie zrobić sobie wolnego od pracy przez kilka dni, żeby się porządnie wykurować, ale jak zwykle mam pecha. Nie wiem jak to jest, że kiedy najbardziej potrzebuję iść na coś w rodzaju zwolnienia, to mam na to niewielkie szanse. Tym razem szefowa jest na urlopie, jeszcze przez tydzień, jeden z chłopaków, który pracuje w tych samych godzinach co ja, też zachorował i był nieco szybszy w powiadomieniu, że nie przyjdzie do pracy, poza tym grafik tak zapełniony, że nie ma pola manewru. W poniedziałkowe popołudnie zaczęło mnie rozkładać coraz bardziej. Poprosiłam, żeby w miarę możliwości odwołać lub przełożyć mniej pilne wizyty, bilanse, szczepienia itp, żebym nie musiała narażać innych na ewentualne zarażenie. Jak się okazało nikomu to nie przeszkadzało, że jestem chora. Jeszcze mogę zrozumieć, że gdyby nie było zaproponowanej alternatywy, to ludzie mogliby mieć pretensje, ale była propozycja- przeniesienie na inny dogodny termin lub wizyta u kogoś innego w tym samym czasie. Nie było chętnych. Za to wszyscy bardzo mi współczuli i radzili położyć się do łóżka i spokojnie chorować. Brzmiało to nieco dziwnie, skoro wcześniej za nic nie chcieli mi na to pozwolić.

   Wczorajszy dzień był krytyczny. Wyjątkowo pracowałam po południu (za szefową) i pod koniec dnia kaszel nasilił się niemiłosiernie, dusiłam się prawie cały czas. Po powrocie do domu łyknęłam garść prochów i zagrzebałam się w łóżku zupełnie ignorując cały świat. 5 godzin później zaczęłam jako tako funkcjonować, akurat w porę, bo trzeba było zmienić sensor. Filip zrobił to sam, ale po godzinie okazało się, że spod sensora zaczęła lecieć krew, odkleił się i musieliśmy zakładać kolejny. Niestety nowy sensor wymaga kalibracji po około 2 godzinach, inaczej nie będzie działał, więc musiałam pilnować tego czasu, bo Filip już wtedy spał. 

    W trakcie oczekiwania na kalibrację zajrzałam na Legimi i wpadła mi w oko książka "Krzycz po cichu braciszku" czeskiej pisarki Ivony Brezinowej. Oznaczona była "dla dzieci i młodzieży", ale bardzo dobrze, że po nią sięgnęłam. Temat trudny- dziecko z autyzmem i to  w tej gorszej formie- niskofunkcjonujący, z opóźnieniem psychicznym. To jak wygląda życie takiej rodziny, ile jest problemów, trudności, jak otoczenie potrafi dodatkowo dołożyć parę ciężkich kamieni do i tak już przepełnionego bagażu doświadczeń... Znam tego typu osoby, w teorii wiem, jak to może wyglądać. Straszna jest bezsilność, kiedy nic nie da się zrobić. Innym bohaterem tej książki jest chłopak z zespołem Aspergera. Też niełatwe życie. A ja się skupiam na swoich cukrzycowych sprawach, wielokrotnie narzekając i marudząc. Oczywiście każda choroba czy dysfunkcja potrafi nieźle dać w kość, bywa zagrożeniem życia, ale z dwojga złego wolę cukrzycę.

   Dzisiejszy dzień w pracy miał być spokojny, poprosiłam grzecznie o nie dopisywanie mi nikogo poza tymi, którzy już wcześniej byli umówieni. Po dołożeniu kolejnego inhalatora kaszel nawet nieco złagodniał, choć chwilami było mi po prostu ciężko. I tak sobie pomyślałam- kiedyś człowiek był bardziej wytrzymały, teraz pora żeby zacząć szanować swoje zdrowie i życie. Nie tak dawno dalszy znajomy po zwykłym niedoleczonym zapaleniu krtani trafił na OIOM. Powinnam przestać myśleć, że zawiodę innych, tylko zadbać o siebie. I tak nikt nie doceni tego niebywałego poświęcenia, a żadne słowa uznania nie zwrócą mi zdrowia. Po raz kolejny sobie obiecuję, że to już ostatni raz tak głupio się zachowuję. Świat się nie zawali, a ja mogę dużo stracić. Po czym jutro grzecznie pójdę do pracy, bo przecież nie mam wyjścia, znów grafik pęka w szwach. A na cmentarzach pełno jest tych niezastąpionych. Kiedy ja zmądrzeję i przestanę myśleć, że też jestem niezastąpiona? Serio, tym razem to już na pewno ostatni raz...

środa, 09 stycznia 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2019/01/09 22:20:49
Trzymam Cię za słowo!
-
2019/01/09 22:39:00
Czy to oznacza, że opisana sytuacja zbliża się
do powiedzenia, że "szewc bez butów chodzi" (?)
Zachęcam do dbałości o siebie, bo któż inny
zrobi to lepiej od nas samych (hm...)?
-
2019/01/09 22:47:02
Znam to z autopsji - to znaczy to poczucie bycia nie do zastąpienia ;-) Kilka razy w roku mam tak samo, a potem obiecuję sobie, że to już ostatni raz! Mnie przeraża i powstrzymuje fakt, że potem mam dużo do nadrabiania, bo to nie jest tak, że moją robotę wykona ktoś inny :-( Ale ostatecznie i tak świat się od tego nie zawali, a zdrowie mamy tylko jedno. Nie chodź z chorobą do pracy!
-
2019/01/09 22:55:42
Podpisuje sie pod wypowiedziami moich poprzedniczek. I dbaj o siebie. Jeśli trudno Ci zadbać o siebie z jakichś względów, to pomyśl przynajmniej o chłopakach.
-
2019/01/10 10:06:29
Skoro jest alternatywa- to pilne wizyty mogą się odbyć u kogoś innego. W sytuacji zagrożenia zdrowia i życia pozostaje NOL i SOR. Jak sama o siebie nie zadbasz- nikt inny tego nie zrobi. A jeszcze potem ktoś napisze skargę, że się od Ciebie zaraził. W imię czego? Popieram Przedmówczynie, idź na zwolnienie... Świat się naprawdę nie zawali, a Twoje dzieci Cię potrzebują.
-
2019/01/13 14:01:53
Nie ma co nawet pisać, że jak człowiek chory to powinien być na zwolnieniu, bo też tak miewałam, że nie było zmiłuj i trzeba było pracować. Ale swoją drogą to ciekawe to współczucie pacjentów przy ich osobistym stanowisku w kwestii zmian wizyty? Naprawdę nie wiem nawet jak to nazwać.
-
2019/01/14 16:55:21
Dobrze dziewczyny mówią, zadbaj o siebie, jesteś dzieciom potrzebna. Pomyśl o tym.