Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Nic specjalnego

   Przebimbałam dzisiejszy dzień nie robiąc nic konkretnego. Aż nudno mi się zrobiło. Jak człowiek jest wiecznie zaganiany, coś robi, planuje, w ciągłym niedoczasie, a trafi się taki luźny dzień, to naprawdę nie wiadomo co robić, żeby się zrelaksować. 

   Najpierw to musiałam odespać nocny stres. Kiedy zasypiałam około północy, cukier był około 90, stabilny od godziny, nie zanosiło się na jakiekolwiek ruchy. Tymczasem po godzinie obudził mnie alarm- cukier 45 i jeszcze ostro spada. Omal nie zleciałam ze schodów, kiedy w panice biegłam po sok do kuchni. Na szczęście aż tak nisko nie było- z palca wyszło 70, po prostu Filip leżał na ręce z założonym sensorem i biedne urządzenie nieco zwariowało. Po godzinie znów było 90, mogłam spokojnie iść spać. Za to o 6 cukier podskoczył z niewiadomych powodów do 190, na szczęście korekta zadziałała i do 9 cukier wrócił znów do 90. Między tymi wszystkimi dosładzaniami, korektami i pomiarami kontrolnymi trochę pospałam, choć sny nie były najspokojniejsze. Chyba po wczorajszej lekturze- jednym tchem przeczytałam "Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci" opisane przez Jacka Hołuba. 200 stron bardzo przejmującej lektury. Między innymi o tym, że ojciec może, a matka musi, że można być skazaną na dożywocie, bez wskazania winy. O tym, że matka chce, żeby jej dziecko umarło przed nią, bo nie wiadomo jaki los je będzie czekał, kiedy tej matki zabraknie. Nie powinnam czytać takich książek, bo wbijają w ziemię. Co tam nasza cukrzyca przy zespole Retta, stwardnieniu guzowatym czy nowotworze rdzenia kręgowego. Po takiej lekturze mogę tylko z wdzięcznością powiedzieć- dobrze, że to tylko cukrzyca. Owszem, mam jej dość, potrafi nieźle namieszać, nie daje spać, bywają problemy, ale jakoś sobie z tym radzimy i żyjemy. A te wielokrotnie gorsze choroby nawet na moment nie dają o sobie zapomnieć. A dodatkowo jeszcze dziś na mszy był misjonarz z Wenezueli i opowiadał o życiu w tym kraju. Tam dla większości nie ma szans CHOROWAĆ  na cukrzycę, nadciśnienie czy coś innego, po prostu się umiera, bo nie ma za co kupić leków na choroby przewlekłe. A my narzekamy, że sprzęt awaryjny, że ten najnowocześniejszy nie refundowany, że musimy się kłuć. Trzeba nam trochę więcej pokory i zrozumienia...

    Ciąg dalszy dnia to spokojne wylegiwanie się pod kocem, picie kolejnych herbatek ("wiśnie w rumie"- przepyszne, "pędzące renifery"- też dobra, "magia świąt"- przedłużamy świąteczną atmosferę. Wpadłam niechcący do sklepu "Świat herbaty" i zachwyciły mnie te mieszanki, niesamowity smak i zapach). Obejrzałam skoki narciarskie nagrane w nocy, bo mimo że je lubię, to jednak nie byłam w stanie oglądać na żywo- 2 w nocy to raczej pora na spanie. Upiekłam muffinki marchewkowe- po wczorajszym oglądaniu katalogu z ciastami zachciało mi się czegoś smacznego. Obiad był na leniucha- wczorajsze kotlety mielone, dla lekkiej odmiany dziś wrzucone do sosu pieczarkowego. Do tego góra surówki- od kiedy odkryłam musztardę miodową i doprawiam nią surówki, chłopaki zajadają się i nie grymaszą, że znów zielenina.. 

   A wieczorem pora zacząć mentalnie przygotowywać się do pracy. Chłopaki jeszcze mają ferie, ja do pracy na popołudnie, więc poniedziałkowy poranek będzie przebiegał dość łagodnie. Za to w samej pracy- jak to w poniedziałek, będzie pewnie mnóstwo roboty, do tego wszystko na wczoraj, a tego to bardzo nie lubię. Ostatnio przez taki pośpiech, brak zrozumienia i cierpliwości omal nie zrobiłam głupoty. A może i zrobiłam- z nadgorliwości, nikt nie ucierpiał, najwyżej moja reputacja, kiedy to specjalista pewnie mnie wyśmiał, bo wyszła z tego duperela do ogarnięcia u nas. Ale tak to bywa, kiedy dzieje się kilka rzeczy jednocześnie i chce się za dobrze. Następnym razem będę mądrzejsza. Może.

    Za oknem nadal przepiękna zima, ale ja nie jestem śniegolubna, więc raczej patrzę tylko na zasypany świat przez okno. Tym bardziej że temperatury -5 to nie moja bajka. Jak to mówił Kubuś Puchatek:

Im bardziej pada śnieg,
      Bim – bom
Im bardziej prószy śnieg,
      Bim – bom
Tym bardziej sypie śnieg
      Bim – bom
Jak biały puch z poduszki.

I nie wie zwierz ni człek,
      Bim – bom
Choć żyłby cały wiek,
      Bim – bom
kiedy tak pada śnieg,
      Bim – bom
Jak marzną mi paluszki.

    Kubuś Puchatek to ogólnie mądre stworzenie. O robieniu "nic" też się wypowiadał. I takie nic bardzo mi odpowiada

 — Ale co lubię robić najbardziej — to Nic—powiedział Krzyś
— A jak to się robi? — spytał Puchatek po dłuższym namyśle.
— Więc to jest tak: kiedy się idzie, żeby to robić, a właśnie akurat pytają mnie: „Co będziesz teraz robił, Krzysiu?”, odpowiadam „Ach, nic...”, i wtedy idę, i to właśnie robię.
— Aha, rozumiem — powiedział Puchatek.
— To właśnie takie nic, co teraz robimy.
— Aha, rozumiem — powiedział Puchatek.
— To znaczy, po prostu chodzić sobie i przysłuchiwać się wszystkiemu, co można usłyszeć, i o nic się nie martwić.

niedziela, 27 stycznia 2019, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: annazadroza, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2019/01/28 09:18:27
Na hasło "niepełnosprawne dzieci" pojawia mi się obraz wielkich facetów siłą odrywających ręce matek od okien w sejmie.... nic na to nie poradzę, takie mam skojarzenia...