Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Pracowity koniec roku

    Przez ponad połowę grudnia obijałam się czyli tylko praca zasadnicza, dwa w miarę spokojne dyżury w międzyczasie. W przedświąteczną niedzielę miałam zaplanowany dyżur 18-8. Zazwyczaj weekendowe i świąteczne dyżury są 24- godzinne, ale kiedy nie ma chętnych na całą dobę, to bywają takie kombinacje. Przyznam, że nawet tak wolę, bo te 24 godziny to trochę zbyt męczące. Naiwnie sądziłam, że tuż przed świętami będzie w miarę spokojnie, ale się srodze pomyliłam. Dawno czegoś takiego nie widziałam. Kiedy stawiłam się na miejsce przed 18, dziewczyna, którą zmieniałam wyglądała jak zombie, ledwie się wyczołgała z gabinetu. Zostawiła mi pełną poczekalnię, dochodziły też coraz to nowe osoby. Uporałam się z tym wszystkim do północy, potem było jeszcze kilka pojedynczych osób. W każdym razie zjawisko niecodzienne, podobno niektórzy czekali nawet po 4-5 godzin. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie było, nawet w najgorętszym sezonie godzina to max, a tu po prostu przekroczyły się wszelkie normy. Pominę może zasadność tych wszystkich wizyt, bo połowa była lekko, hmmmm, niepotrzebna, no ale każdy sam wybiera sobie sposób spędzania wolnego czasu. Cóż, ja robię swoje, bo to moja praca, czasem mogę tylko uświadomić i wytłumaczyć, jak nie komplikować sobie życia, jeśli dotrze, to dobrze, nie- trudno. Staram się traktować wszystkich odpowiednio ze zrozumieniem, nie lubię tylko jak od progu zanim padnie "dzień dobry" słyszę krzyki  "ja na was płacę", "mi się należy", "ja tylko". 

    Dzięki tej niedzieli miałam potem wolne święta, ale i tak swoje trzeba odpracować. Czwartek dyżur telefoniczny wyjazdowy- wycieczka krajoznawcza w trzy różne miejsca powiatu, w sumie prawie 150 km (i to tylko dlatego, że kierowca znał skróty, normalnie byłoby około 200) i 4 godziny w drodze. Piątek dyżur stacjonarny od 18- sytuacja podobna jak w niedzielę. Dziś znów telefoniczny wyjazdowy, na razie trochę popracowałam, ale jeszcze noc przede mną. Jutro wolne- uff, jak dobrze. Poniedziałek- praca normalna do 13, potem znów od 18 dyżur telefoniczny. I tak się nie wybierałam na żadne sylwestrowe imprezy, więc mogłam się wpisać na taką pracę. Nowy Rok odpoczywam, a potem znów praca, praca, praca, dyżury- w styczniu 4 stacjonarne, i trzy lub cztery wyjazdowe.

     Wiem, miałam przystopować, pracować mniej, a nawet zrezygnować z dyżurów, ale zawsze coś wyskoczy i kasa jest potrzebna. Choćby dziś- odebrałam z naprawy swój stary samochód, którym jeździ teraz Kuba- sporo musiałam zapłacić, okazało się, że sprzęgło rozsypało się w drobny mak, podobno pan naprawiający jeszcze czegoś takiego nie widział. Żeby było śmieszniej- kilka tygodni wcześniej były wymieniane klocki hamulcowe, mechanik miał spojrzeć na to sprzęgło i nie znalazł nic złego. Wielokrotnie u mechaników problem był zgłaszany, bo rzeczywiście chodziło ono koszmarnie, ale żaden nie znalazł przyczyny. Dopiero jak odmówiło posłuszeństwa, to okazało się, w czym jest problem. Czyżbym widziała tu analogię do spraw medycznych? Też często bywa tak, że człowiek ma jakiś problem, chodzi od lekarza do lekarza i nie ma diagnozy, a potem nagle coś tam się okazuje i kolejny lekarz okazuje się cudotwórcą. Wtedy psioczy się na tych niedouczonych konowałów, co to nie mogli znaleźć choroby. Niestety ludzki organizm, tak jak i maszyna, czasem ukrywa swój problem przed oczami szukających.

   Drugi powód, dla którego niestety nie mogę odpuścić z pracą to plany mojego najstarszego dziecka. Otóż jakiś czas temu oświadczył się swojej dziewczynie, zakupił pierścionek, a teraz przyszła kolej na dalsze etapy czyli ślub i wesele. Wstępnie było planowane za około 1,5- 2 lata, tymczasem młodzież zakręciła się tak skutecznie, tak zgrali wszystkie terminy, że już 21.09.2019 zostanę pełnoprawną teściową. Niby wesele ma być niewielkie, 80 do 100 osób, no ale jednak koszt jest, zarobić trzeba. I nowy samochód spłacać. I myślałam o bardzo nowoczesnej pompie dla Filipa- nie jest refundowana, kosztuje około 18000 zł, ale potrafi zatrzymać się samoistnie, kiedy przewiduje spadek cukru. Wcześniej już o niej myślałam, trochę mnie diabetolodzy na oddziale zniechęcili, według niektórych to tylko drogi gadżet, bo równie dobrze można cukrzycę prowadzić na penach, ale po rozmowach z rodzicami, którzy jej używają- już wiem, że znacznie poprawia komfort życia. To tak jak z wozu drabiniastego przesiąść się do luksusowego auta. Oczywiście, że sama pompa nie zrobi wszystkiego, i tak człowiek i jego decyzje są najważniejsze, ale w wielu sytuacjach jest bardzo pomocna. Jedyny minus- dużo kosztuje, a jest niestety awaryjna. Na rynek wchodzi jeszcze doskonalsza wersja tej pompy- w USA już jest od około roku, w Europie ma być dostępna wkrótce. Mówi się o niej "sztuczna trzustka", bo w znacznie większym stopniu sama modyfikuje dawki insuliny w zależności od poziomu cukru. Marzenie... Jeśli rzeczywiście będzie dostępna i zmieści się w moich możliwościach- stanę na głowie, a zarobię na nią. Choćbym miała pracować do końca życia. Może za dużo chcę, ale dla mojego dziecka zrobię wszystko, żeby jego życie było choć trochę łatwiejsze. Owszem, teraz nie jest źle. Ale to nie jest normalne, swobodne życie. Może mogłabym te pieniądze wydać na coś bardziej przydatnego, ale kiedy przy kolejnej hipoglikemii widzę jak Filip źle się czuje i żartem mówi "umieram", albo kiedy chce coś zjeść, a tu cukier wysoki i trzeba poczekać, a wszyscy jedzą i słyszę "to niesprawiedliwe!", to moje serce płacze i wyje z bólu. Każda matka chce dla swojego dziecka wszystkiego co najlepsze...

sobota, 29 grudnia 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2018/12/29 23:36:33
W święta i dni okołoświąteczne mam wrażenie, ze część "Chorych" ucieka od "magii świąt" na SOR i w jedyną możliwą tego dnia kolejkę- czyli do apteki. Sposób na spędzanie wolnego czasu... Jednoczę się w bólu pracy w sylwestra i Nowy Rok, tak wyszło. U nas nowe wymagania co do realizacji recept papierowych (lekarzy dotyczy o tyle, ze mają być Pesele pacjentów na receptach pełnopłatnych), e- recepty itd... I o ile instrukcje do e-recept są, tak o wiele bardziej pilnych precyzyjnych instrukcji do realizacji "zwykłych" recept brak... Wyjdzie "w praniu" 1.01.
I na ten Nowy Rok- życzę Ci zachowania rozsądnego balansu pomiędzy koniecznością zarabiania- a życiem i własnym zdrowiem. I gratulacje dla Najstarszego i Ciebie- jako potencjalnej Teściowej :)
-
2018/12/30 09:25:42
Dla dziecka wszystko! Jeśli można poprawić komfort życia chorego dziecka do maksimum to nie ma blokady której matka nie przeskoczy.
-
2018/12/30 09:42:12
Ja myślałam, że na dyżurze, będę sprzedawać prezerwatywy i 2KC. A tu antybiotyki, wziewy i OUN . Zobacz jak nam się społeczeństwo "sypie"
Pozdrawiam.