Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Stresik

   Spakowana jestem. Jeszcze tylko jutro do pracy, o 14 koniec, dwie godziny później wsiadam do pociągu i jadę, jadę, jadę przez 7 godzin do mojego ulubionego Krakowa. Według prognoz ma być piękna pogoda, więc może uda mi się zaliczyć jakiś spacer mimo dość napiętego programu naukowego. Już się nie mogę doczekać. I tego ogromu wiedzy, i Krakowa.

  Stres oczywiście z powodów cukrzycowych. Niby wszystko zaplanowane, ale przecież wiadomo, że mimo moich planów i prób przewidzenia każdej sytuacji, to mogę być pewna, że wydarzy się coś nieoczekiwanego. Oby tylko dało się to rozwiązać telefonicznie... Jeśli nie, to trudno. W ostateczności zostaje szpital. Z wysokim cukrem da się poradzić, nawet kosztem wejścia w kwasicę, gorzej z niskim. Dziś na przykład z niewiadomych przyczyn cukier po śniadaniu nie raczył podskoczyć jak zwykle w okolice 170, tylko uparcie spadał i spadał, aż dobił do 54. W międzyczasie Filip zawiesił podawanie insuliny, zjadł duże jabłko, mandarynkę, wypił cały zapas soku, dopiero bułeczka maślana podniosła ten nieszczęsny cukier do 130. A jutro pewnie będzie zupełnie na odwrót, czyli najpierw skok do 200, zero reakcji na korektę i przez większość dnia będzie wysoko. Przewidywalna nieprzewidywalność.

  Mimo tego stresu jestem dość spokojna. I tak nie mam wpływu na to, co się wydarzy, kiedy mnie nie będzie. Wrócę pewnie do takiego bałaganu, jakby przeszedł tabun dzikusów, dobrze, że wyskoczył ten wolny poniedziałek (chyba wolny, bo do końca to nie wiem)- posłowie wiedzieli czego mi trzeba. Z Krakowa wrócę o 5 rano, więc gdybym miała jeszcze iść do pracy, to chyba bym padła. A iść bym musiała, bo trochę zawirowań jest. Odgórnie wprowadzony wolny dzień ratuje mój spokój, choć oczywiście zdaję sobie sprawę jak wielu osobom komplikuje życie. 

  Kolejny stres mam z powodu samego szkolenia. Kończy się ono egzaminem teoretycznym i praktycznym. Teoria- mam nadzieję, że moja wiedza jest wystarczająca,  w końcu są to sprawy, w których siedzę od dawna. Praktyczny- trzeba było przygotować kilkuminutową prezentację na zadany temat. Udało mi się zrobić slajdy, pierwszy raz w życiu, pod czujnym okiem moich chłopaków, którzy pomagali mi wklejać obrazki, robić tło, dopasowywać wielkość liter i inne drobiazgi, co to nawet nie wiedziałam, że tak trzeba. Jestem z ery analogowej, za moich czasów pisało się referaty, a nie robiło prezentacje. W programach komputerowych jestem samoukiem, większość ogarniam na zasadzie intuicji. Samo zrobienie prezentacji to pestka, bo przecież będę musiała jeszcze ten temat przedstawić. A ja tak kocham publiczne wystąpienia... Wiem, doskonale wiem, z czym wiąże się udział w szkoleniu. Mając certyfikat edukatora będę mogła sama szkolić innych, a to przecież nic innego jak publiczne wystąpienia. Jak zwykle- stres schować do kieszeni i zrobić swoje. Nawet jeśli nie uda mi się tak perfekcyjnie jak bym chciała, to przecież zgromadzone audytorium o tym wiedzieć nie będzie. Poudaję trochę pewności siebie, a co mi tam!

środa, 07 listopada 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2018/11/08 17:44:08
Życzę udanego wypoczynku, spokojnych nocy i ukojenia nerwów.
-
2018/11/08 18:33:10
Będzie dobrze , nie ma co denerwować się zawczasu, chociaż wiem, że łatwiej to powiedzieć niż wprowadzić w życie
-
2018/11/08 19:05:26
Będzie to stres innego rodzaju niż masz na co dzień. W sumie oderwiesz się od jednego, drugi może przynieść korzyść. Będzie dobrze, trzymam kciuki i ślę serdeczności:)))
Pozdrów Kraków!!!
-
2018/11/09 01:01:03
Zwykle samo oczekiwanie najwięcej zabiera spokoju, a później wszystko już leci jak z płatka. Jestem pewna, że sobie świetnie poradzisz.
-
2018/11/09 07:27:56
Powodzenia :)
-
2018/11/09 13:58:29
Pogody ducha! Też mam cukrzycę i wiem, że są znacznie gorsze choroby! Z tego powodu .... dopisuje mi humor!