Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Niespodzianki nie było

  Turniej przebiegł tradycyjnie. Czyli standard ostatnie, łacina przedostatnie miejsce. Trenerzy twierdzili na gorąco, że było dobrze, ale jednak pozostałe pary widać tańczyły lepiej. Oczywiście dla mnie również byli rewelacyjni, ale ja niestety nie sędziuję. Zaraz po turnieju zaczęło się rozważanie- co zrobić, żeby było w końcu choć trochę lepiej, bo dziewczyny bardzo nie usatysfakcjonowane. Padł pomysł, żeby na 2-3 miesiące odpuścić łacinę i zacząć trenować tylko standard, ale to wiązałoby się z wyjazdami 1-2 razy w tygodniu do sąsiedniego miasta na dodatkowe treningi. Pod warunkiem, że trenerzy zgodzą się na taki układ, bo zazwyczaj nie są chętni na tym etapie, żeby odpuszczać jeden ze stylów. Mati też średnio chętny, widzę, że już coraz mniej mu pasują te naciski. No i nie wiem co z tego wyjdzie. Mama partnerki jest w gorącej wodzie kąpana, chce wyników już i natychmiast, bo inne pary jakoś lepiej sobie radzą, bo tak być nie może, bo koszty, bo czas. Wielokrotnie tłumaczyłam jej- może to kres ich możliwości, i tak osiągnęli naprawdę dużo. Może trzeba trochę wyluzować i wtedy będzie lepiej. Nie dociera.  A teraz jeszcze doszedł argument dodatkowy- mama partnerki po wielu latach zajmowania się tylko domem, rodziną i tańcami zaczyna pracę. Nie będzie już taka dyspozycyjna, trudniej będzie się zorganizować. No wiem przecież, że ogarnąć wszystko to jest sztuka, cały czas powtarzałam, że oprócz tańców mamy jeszcze pracę.

  Zobaczymy co w najbliższym czasie powiedzą nam trenerzy. To znaczy ja przeczuwam co, a jakie będą efekty- okaże się. Pewnie, że chciałabym widzieć moje dziecko w strefie medalowej, a przynajmniej w finałowej szóstce, ale skoro się nie da, to trzeba się z tym pogodzić i czerpać tyle radości, ile można. Fakt, może gdyby Mateuszowi zależało bardziej, więcej trenował, mocniej się angażował, to te efekty by były, ale on jest jaki jest, nigdy nie obiecywałam, że jego ambicje są aż tak wysokie jak ich. Oby się to nie skończyło rozpadem pary, bo wolnych partnerów na podobnym poziomie niestety nie ma. Roszady chyba też nie za bardzo wchodzą w grę, bo inne pary jakoś tam są zgrane. Ech, po raz kolejny zamiast przyjemności są problemy, i to niepotrzebne, przynajmniej z mojego punktu widzenia.

  Kuba zaczął rok akademicki z dwoma warunkami- po jednym na każdy semestr. Nadal twierdzi, że te studia mu pasują i tym razem postara się bardziej. Oby... Jego dziewczyna podobno ma zamiar bardziej go przypilnować, przepytywać, motywować do nauki. Kuba nie jest głupi, tylko niestety zajęcia pozanaukowe, zwłaszcza komputer zajmują tyle czasu, że na naukę pewnie już go nie wystarcza. Ja wiem, że w dzisiejszych czasach bez komputera nie da się funkcjonować, ale jednak trzeba umieć zorganizować sobie czas tak, żeby nie zawalać ważnych rzeczy. Jeszcze na Filipa mam jakiś wpływ i mogę odgonić go od komputera (o dziwo słucha i nie protestuje), ale podejrzewam, że też już nie za długo. Wcześniej chłopaki mieli limitowany czas na granie i korzystanie z komputera, ograniczałam też dostęp do treści niekoniecznie przeze mnie akceptowanych- nie wszystkie gry mogły być używane. Czy to zdało egzamin? Szczerze mówiąc nie wiem.

   A cukrzyca  też jak zwykle. Trochę spokoju, potem wysoko i wysoko. Kiedy już mam dość i próbuję zmienić coś w ustawieniach- zaczyna się dziać zupełnie na odwrót i muszę znów kombinować. Denerwujące. Końca tych huśtawek nie widać. Marzy mi się stabilizacja, stagnacja, jak zwał tak zwał, ale żeby nie trzeba było myśleć i nic zmieniać choć przez miesiąc. Ależ bym się ponudziła i zrelaksowała.

  Dostałam wiadomość, że zakwalifikowałam się na kurs. Teraz tylko dograć sprawy formalne. Ma być intensywnie- 2 dni 8-20 i trzeci 8-14, kończy się egzaminem teoretycznym i praktycznym (czyli prezentacją tematu). Mam nadzieję, że sobie poradzę. O ile z teorią to raczej nie będzie kłopotów- wiedzę mam, dokształcam się na bieżąco (pod warunkiem, że nie będę chciała przekombinować), to ta prezentacja trochę mnie stresuje. Nie lubię publicznych występów. Kilkakrotnie musiałam, w szkole u chłopaków zdarzało mi się kilkakrotnie prezentować tematy medyczne na zajęciach z przyrody lub biologii, o cukrzycy też prowadziłam pogadanki. Młodzież i dzieci to dość wymagające audytorium, nie da się ich zbyć byle czym, a pytania potrafią mieć naprawdę odjechane. Oczywiście muszę wsadzić głęboko w kieszeń swoją niepewność i nieśmiałość, po raz kolejny przełamać się i dać z siebie wszystko. W końcu wiem na co się decyduję. Szkoda tylko, że na mój kochany Kraków będzie mało czasu...

  I tyle na dziś. Pogoda była piękna, niestety przez pracę nie za wiele z niej skorzystałam, ale widoki z okna są bajeczne. Kolory drzew w tym roku są przepiękne, do tego słońce, ciepło. Cieszmy się złotą polską jesienią. Za chwilę przyjdą szarugi, zimno, krótkie dni. Trzeba doceniać te chwile, doładowywać akumulatory, gromadzić siły na długą zimę...

niedziela, 07 października 2018, aga-joz

Polecane wpisy

  • Katastrofa, trzęsienie ziemi i koniec świata

     Ależ się porobiło! Nawet by mi do głowy nie przyszło, że z takiej dupereli zrobi się ogromna afera i rykoszetem oberwie sporo osób. Sprawa jeszcze nie roz

  • Życie na poziomie

         Najlepiej, żeby ten poziom był stabilny. Nie za wysoki- tak do 180 maksymalnie, nie za niski- absolutnie nie poniżej 70, a najlepiej w grani

  • Dziś też się nie uda

    Nie dam rady i koniec, kropka. Miałam napisać o cukrzycy, życiu z nią, blaskach, cieniach i problemach. Niestety- mój przedpotopowy laptop się zbuntował. Najpie

Komentarze
2018/10/08 00:03:40
Po 20.00 Kraków też Cię zapewne ugości :)) będzie super i tego się trzymajmy!
Szkoda, że ode mnie to tak daleko...Też mam ochotę na Kraków...
-
2018/10/08 13:08:04
A może na takich turniejach trzeba bywać, bywać, a potem nazwisko/nazwa zapadnie w pamięć i będą lepsze wyniki, tak to czasem niestety bywa
-
2018/10/08 18:20:39
Podziwiam Ciebie i Twoje zorganizowanie.