Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Najgorsze 4 minuty dnia

   Najpierw miałam szum w głowie i ciemną mgłę przed oczami. Serce łomotało, może z 200 na minutę. Nie mogłam złapać powietrza, ucisk w klatce piersiowej, świst przy oddychaniu. Wszystko to przez chwilę, zaraz ustąpiło, zostało tylko potworne znużenie i złość na swoją niemoc. Chciało mi się płakać, wręcz wyć, ale nie mogłam zrobić z siebie publicznego widowiska. No, może nie aż tak  publicznego, było nas tam oprócz mnie piątka dziewczyn z pracy i dwójka trenerów, ale przecież musiałam być twarda. Wróciłam do domu i wtedy dopiero emocje dały o sobie znać w odpowiednim nasileniu. Nie ciepię być słaba. Nie cierpię nie dać rady czegoś zrobić. Wiem, że nie każdy i nie wszystko może, że nie da się porównywać, ale dziś naprawdę dokopałam sobie. Może w jakiś sposób wyjdzie mi to na dobre, zawezmę się, popracuję nad kondycją, sprawnością i nie odpuszczę. Może. A może nie, bo znów znajdę sobie wymówkę i łatwiej będzie popłakać w kącie nad swoją niedolą, znaleźć kilka usprawiedliwień dlaczego nie mogę i żyć dalej tak jak żyłam. 

   Nigdy nie byłam specjalnie wysportowana. Nie migałam się od lekcji w-fu, ale nie byłam w stanie w określonym czasie przebiec 60 czy 600 metrów, odpowiednio daleko rzucić ciężką piłką lekarską czy zrobić 50 brzuszków. A takie były wyznaczniki sprawności na szkolnych lekcjach w-fu. Jedyną tróję na świadectwie przez cały okres edukacji w podstawówce i liceum miałam właśnie z tego przedmiotu, bo nie zaliczyłam tych testów sprawnościowych. Kocham góry- ale nie jestem w stanie po nich chodzić. Każde wejście pod górę to jest 50 metrów marszu i 5 minut odpoczynku. Mieszkam na 3 piętrze od prawie 10 lat, chodzę góra-dół wielokrotnie w ciągu dnia i nadal zbyt często łapie mnie zadyszka, po wejściu do domu najpierw jest kilka minut na złapanie oddechu. Nawet w czasie, kiedy regularnie chodziłam na jogę i pilates nie było lepiej. Na zajęciach też zdarzało mi się nie wszystko zrobić, bo moje mięśnie omdlewały. Znam swoje ograniczenia, wiem oczywiście, że za dużo ważę i to też mi nie pomaga. Ale chyba i moja tarczyca jest trochę winna. Od kilku lat siedzi cicho, ale choroba Gravesa-Basedowa to nie tylko nadczynność, to też przeciwciała, które są nadal we mnie i robią krecią robotę. Może sobie trochę wmawiam i nadintrepetuję, żeby się usprawiedliwić, ale kiedy byłam  w fazie nadczynności, to nawet siedzenie mnie męczyło.

   A co się wydarzyło dziś? Fitness, na który chodzę dzięki szefowej dwa razy w tygodniu, jest naprawdę dobry. Prowadzony profesjonalnie, na naukowych podstawach, trenerzy są wyedukowani i zorientowani, po studiach, kursach i szkoleniach. Co nie zmienia faktu, że oprócz wielu ćwiczeń rozciągających wyglądających jak joga jest też dużo elementów treningu obwodowego. A to nie jest moja ulubiona część zajęć. Staram się ile mogę, wychodzi różnie. Żadna z dziewczyn nie jest tak elastyczna i rozciągnięta jak ja, ale biją mnie na głowę jeśli chodzi o siłę i wytrzymałość. A dziś na zakończenie były 4 minuty tabaty. Padłam po pierwszej serii. A pani starsza o prawie 20 lat, paląca papierosy- wytrzymała do końca i nawet nie zmęczyła się bardzo. I co ja mam na to powiedzieć? Tylko siąść i płakać. 

   Jak zwykle- wiem, że to żadna tragedia, są gorsze. Wystarczy wziąć się w garść, nie mazgaić i zbudować kondycję. I pewnie tak zrobię, ale na razie mam fazę na użalanie się nad sobą. Bo nie tylko to dziś mi dokopało, zdarzają się przecież takie dni- niby wszystko dobrze, na pozór nic złego się nie dzieje, a w środku pęcznieje i pęcznieje taki okropny żal do świata, życia i nie wiem kogo jeszcze.  A najchętniej to bym się wtedy zakopała pod ciepły koc z kubkiem gorącej czekolady i chałwą i nie wychodziła, dopóki świat łaskawie nie obieca, że będzie lepszy. Głupie 4 minuty, a żal na pół nocy...

 

czwartek, 18 października 2018, aga-joz

Polecane wpisy

  • Katastrofa, trzęsienie ziemi i koniec świata

     Ależ się porobiło! Nawet by mi do głowy nie przyszło, że z takiej dupereli zrobi się ogromna afera i rykoszetem oberwie sporo osób. Sprawa jeszcze nie roz

  • Życie na poziomie

         Najlepiej, żeby ten poziom był stabilny. Nie za wysoki- tak do 180 maksymalnie, nie za niski- absolutnie nie poniżej 70, a najlepiej w grani

  • Dziś też się nie uda

    Nie dam rady i koniec, kropka. Miałam napisać o cukrzycy, życiu z nią, blaskach, cieniach i problemach. Niestety- mój przedpotopowy laptop się zbuntował. Najpie

Komentarze
2018/10/18 23:25:46
:)
Przepraszam, że się uśmiecham, ale poczułam w Tobie branią duszę :)))
Tyle, że ja nie jestem ambitna. Mnie byś musiała jeszcze z podłogi zbierać na tym treningu.
Właśnie ostatni mój aerobik w życiu zakończył się agonią w szatni :)))
-
2018/10/19 09:00:15
Zazdroszczę Ci. Tobie jeszcze chce się chodzić na takie zajęcia, joga, pilates... Ja odpuściłam zupełnie. Moja jedyna aktywność fizyczna to schody na 4. piętro. A jak mam zejść drugi czy trzeci raz, to baaaardzo mi się nie chce. I też- wf to była moja pięta achillesowa, gór nie znoszę- z tego samego powodu, co Ty... Bolą kolana, bo też ważę dużo za dużo. Ale w takiej sytuacji to chyba tylko niezbyt forsowne spacery wchodzą w grę... Wczoraj przechodziłam przy blokach, gdzie emeryci mają działeczki z kwiatkami. Jakaś pani w wieku mocno 70+ pieliła w pełnym skłonie, na prawie wyprostowanych nogach. Pomyślałam, że mój kręgosłup na pewno odmówiłby posłuszeństwa, nie mówiąc o zawrotach głowy. Tamto pokolenie chyba było z "innej gliny"...
-
2018/10/19 21:57:24
A może Twoje ciało domaga się nie następnej serii ćwiczeń, tylko rozluźnienia, zadbania o własny komfort, ciepła i czułości. Nawet tej czułości danej samej sobie.
-
2018/10/20 10:55:07
No i okazuje się, że twój perfekcjonizm stał się dla ciebie klatką. Z przyjemności zrobiłaś sobie powód do żalu. I po co ?
-
Gość: ella, *.dynamic.gprs.plus.pl
2018/10/20 15:06:31
Żyjesz cały czas na 5. biegu. Może pora ciut zwolnić?
-
2018/10/22 12:19:55
W pełni zgadzam się z Marysią. Ago, pomyśl o słowach, które napisała. Odpocznij i daj sobie trochę luzu.