Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Niedzisiejsza jestem

   Nie potrafię zrozumieć pewnych zachowań, no po prostu nie potrafię. Wiem, że dla niektórych to "normalne", nagminne, typowe. Dodatkowo utrwala negatywny wizerunek grupy zawodowej. Oczywiście jedna czarna owca nie powinna rzutować na ogląd całości, ale rozumiem, że to łatwiejsze. Mimo to nie potrafię się z tym pogodzić, emocje buzują na całego. 

   Już wyjaśniam. Od pewnego czasu jest problem z grupą leków na nadciśnienie, najpierw afera i wycofywanie preparatów różnych firm bazujących na substancji czynnej z jednej fabryki. Do chwili obecnej co i rusz wycofywane są kolejne. Dla mnie to utrudnienie, ale skoro jest taka sytuacja, to jeśli ktoś przyjmuje ten lek i chce zmienić, to po prostu zmieniam, staram się dobrać coś innego, jak najbardziej pasującego. Moja mama też leczy się na nadciśnienie, od jakiegoś czasu akurat tym pechowym lekiem. W aptece dostawała zamienniki jeszcze nie wycofane, ale w niedzielę wieczorem zadzwoniła, że trafiła w internecie, że wycofano i ten, który akurat teraz stosuje. Co ma robić? Poradziłam, żeby rano poszła do swojego lekarza rodzinnego, wyjaśniła o co chodzi i poprosiła o zmianę na inny. Mama poszła. I dostała od pani doktor niezły opierdziel. Bo sobie wymyśla, pani doktor nic na ten temat nie wie, gdyby tak było rzeczywiście, to byłaby jakaś informacja (lek wycofany 21.08- aż sprawdziłam dokładnie na stronie Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego), ma nie wymyślać i nie zawracać głowy. I nadal brać to co ma zlecone. Mama w panice dzwoni do mnie po raz kolejny- co robić? Oczywiście lek odstawiła, ma inny, wcześniej stosowany, w zapasie.

  A ja jestem zażenowana i zniesmaczona. Tak jak pisałam wcześniej- wiem, że to "normalne", ale nie znaczy, że takie coś akceptuję. Nie jestem święta, może mi się wydaje, że empatia i zrozumienie drugiej osoby wręcz ze mnie paruje, a w rzeczywistości znajdą się osoby, które nazwą mnie wrednym konowałem, bo nie zostały załatwione w sposób jakiego oczekiwały. Ale przynajmniej się staram. Próbuję wczuć się w położenie tej drugiej osoby, może nie zawsze staję na uszach, żeby ją zadowolić, ale wielokrotnie kosztem własnego wolnego czasu, sił, energii, pomagałam w różnych sprawach. To moja praca, dość specyficzna, ale niezależnie od wszystkiego staram się ją wykonywać po prostu rzetelnie. Jeśli czegoś nie wiem (a mam prawo, w końcu nikt nie wymaga na przykład, żeby nauczyciel w-f z podstawówki uczył matematyki w klasie maturalnej, a przecież i to, i to jest nauczyciel), to po prostu się przyznaję. Ale też wiem, gdzie mam poszukać potrzebnej mi wiedzy, umiem odróżnić wiedzę fachową od mniej fachowej i potrafię to spożytkować. Czasem może się zdarzyć, że potraktuję kogoś z góry, z różnych powodów, choć mam nadzieję, że nie dzieje się to zbyt często. Są też osoby, z którymi dość trudno mi się pracuje, już sam widok na liście w danym dniu powoduje zdenerwowanie lub skok ciśnienia, ale trudno, osobiste uprzedzenia mam odłożyć na bok i zachowywać się profesjonalnie. Taka praca i tyle. Miewam gorsze dni- kiedy jestem zmęczona, niewyspana, nawet chora, bywa, że byle drobiazg wyprowadzi mnie z równowagi, ale z zasady nie chcę, żeby rzutowało to na moją pracę. Wielokrotnie narzekałam tu na organizację pracy- tak, to jest nasza pięta Achillesowa. Próbuję powoli to zmieniać. Skoro wymagam od siebie, to mogę też wymagać od innych. Wychodzi różnie, ale w sferach, które zależą ode mnie bezpośrednio- nie jest źle.I naprawdę wiem, że można się postarać, tylko trzeba chcieć. Oczywiście bywa też tak, że ten mój profesjonalizm i zaangażowanie jest źle odbierane, ale próbuję nie tracić z oczu tego co najważniejsze- człowieka. Bywa, że dobre słowo znaczy więcej niż magiczne leki. Wystarczy pamiętać, żeby traktować innych tak, jak samemu chciałoby się być potraktowanym w danej sytuacji. To tak niewiele, a niektórym jak widać przychodzi z trudem. Smutno mi z tego powodu.

   Nie nazwałabym tego, co robię powołaniem, choć niektórzy lubią szafować tym słowem. Dla mnie to pewne nadużycie. To moja praca. Robię to, co umiem, co ważne- lubię swoją pracę, staram się wykonywać ją uczciwie i z pełnym zaangażowaniem, choć bez przesady- co prawda dopiero od niedawna mi wychodzi unikanie nadmiernego poświęcania się pracy (w końcu nikt nie wymaga na przykład od ekspedientki, żeby w środku nocy otwierała sklep, bo akurat chcę kupić makaron). Jeszcze nadal (po ponad 20 latach pracy!) uczę się, że mam prawo do odpoczynku, pójścia na zwolnienie w razie choroby, pracy w określonych godzinach. Nie jest to łatwe, ale to są sprawy poboczne. To co jest najważniejsze, w centrum mojej uwagi- niezależnie od okoliczności, kąta padania promieni słonecznych, burz piaskowych i huraganów- ma być zrobione rzetelnie. A osoba, z którą mam do czynienia- potraktowana z szacunkiem. Nawet jeśli w drugą stronę jest inaczej, bo też i nie wszyscy umieją okazać ten szacunek mnie. W końcu niektórym się wydaje, że krzykiem, groźbą i szantażem da się więcej uzyskać. 

  No i dlatego nie potrafię przeboleć tej sytuacji z moją mamą. Tak być nie powinno i to w żadnej sferze życia, nie tylko w opiece zdrowotnej, ale i w banku, urzędzie, szkole, sklepie, fabryce...

środa, 12 września 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ella, *.dynamic.gprs.plus.pl
2018/09/13 06:51:36
To kolejny dowód na bylejakość całego systemu. W dobie internetu taka informacja powinna natychmiast dotrzeć do każdej placówki medycznej a potem do gabinetu każdego pracownika. Lekarz nie może i nie powinien czerpać takiej wiedzy z portali internetowych, do których zagląda albo i nie. A zachowanie lekarki to po prostu "zwyczajny" brak kultury, zawsze przykry, ale u lekarza, do którego przychodzimy z intymnymi czasem sprawami, boli szczególnie.
-
2018/09/13 08:32:05
System to jedno, a podejście człowieka do drugiego człowieka to inna sprawa. Najgorsze, że rozszerza się coraz bardziej krąg pozwolenia na złe traktowanie, przemoc, nawet bicie już ostatnio. Gdzie w tym człowieczeństwo? Ago, ja też jestem niedzisiejsza, na szczęście. Taka "dzisiejsza" nie chciałabym być...
-
2018/09/13 09:56:24
I ja żyję poprzednim systemem wartości. Martwi mnie natomiast fakt, że skoro "dzisiejszość" wygląda tak, a nie inaczej.. to jak będzie wyglądała przyszłość w której przyjdzie żyć mojemu dziecku. Niepokojące..
-
2018/09/13 11:06:22
Mój tato przewlekle choruje od lat 14. I takie sytuacje (i gorsze) nie są nam obce... Niestety. Gdyby nie kilka osób, "które się znają", na początku taty choroby, to naprawdę byłybyśmy w czarnej dupie, to w naszej instytucji nikt nam nie chciał pomóc. Bardzo bym chciała, żeby to się zmieniło no lepsze - nie tylko ze względu na moją domową sytuację.
-
2018/09/13 23:40:12
Coraz częściej niestety spotyka się podejście prezentowane przez panią doktor. Brak słów.
-
Gość: medyk Helwecki, 194.230.155.*
2018/09/15 23:24:21
ta nie-normalnosc to rynek.

Polacy maja najmniej lekarzy, nie ma bezrobocia, nikomu nic sie nie dzieje. Niby spoleczenstwo nieszanujace ale jak Pani pisze o owcach - to czy kogos za nieuprzejmosc sie z pracy wyrzuca?

A co do sartanow i tak dalej. Przeciez wszystkie firmy moga palic tak zwanego glupa, ale wszystkie chemiczne substancje czynne produkuje sie w Chinach czy Indonezji a w Europie tylko tworzenie produktu koncowego. Dlaczego ? Zysk -nikt w Indonezji nie pyta o normy srodowiskowe produkcji i jakies odpady spuszczane do rzek... Troche lat minelo od izocyjanianu metylu w Bhopalu, w Indiach ale zasady sie nie zmienily.