Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Jakoś mi tak

   Dzień przeleciał, nie mogę go zaliczyć do kategorii szczególnie udanych, zwłaszcza z powodu małego zgrzytu i mimo, że obiektywnie rzecz biorąc mojej winy w tym nie było, to jednak gdzieś tam w środku nie jest mi fajnie. Rzadko zdarzają mi się takie sytuacje, że moje zaangażowanie, zainteresowanie, chęć pomocy i dobre rady (tak, wiem, piekło nimi jest wybrukowane) zostały zrozumiane opacznie. Aż się lekko obawiam, że ze strony drugiej osoby mogło to być odebrane podobnie do zachowania, o którym pisałam w poprzednim wpisie. Kurczę, jak mi z tym źle. Wiem, że zrobiłam wszystko tak jak powinnam, byłam grzeczna, nawet na moment nie podniosłam głosu. Widocznie zabrakło dobrej woli, może właściwej komunikacji, może po prostu trzeba było się na mnie wyżyć za jakieś inne problemy, ale poszło nie tak. Cóż, wszystkich zadowolić nie mogę, zdarzają się i takie sytuacje, na szczęście rzadko. Ale chyba właśnie dlatego, że rzadko, to nie uodporniłam się i w kółko rozważam, co mogłam zrobić inaczej. Chyba nic, ale marne to pocieszenie. 

   Jutro będzie lepiej, skończy się ten dzień, noc przyniesie spokój i zapomnienie. Mam nadzieję, bo mam wolną niedzielę, trzeba by trochę naładować akumulatory na nowy dość ciężki w perspektywie tydzień. W szkole u Filipa nagła zmiana planu lekcji- niby było mówione, że ten był tylko na 2 tygodnie, ale zamiast zmian kosmetycznych wyszła totalna rewolucja. Trudno mi potem dostosować godziny pracy tak, żeby na spokojnie odebrać go ze szkoły. W ciągu tych 2 tygodni przy ładnej pogodzie kilka razy wracał do domu piechotą z kolegą, na szczęście w większości cukier był wtedy dobry, choć zdarzyła się i hipoglikemia. Taki spacerek to dobre pół godziny marszu w szybkim tempie. Na dodatek z ciężkim plecakiem. Komunikacja miejska w tamte rejony nie zapuszcza się w pasujących godzinach, zostają taksówki, ale to mało ekonomiczne. Pocieszam się myślą, że do którejkolwiek szkoły średniej Filip pójdzie od przyszłego roku, to zakończy się moje jeżdżenie. Wszystkie szkoły średnie są znacznie lepiej skomunikowane. A liceum, do którego chodził Kuba mamy po drugiej stronie ulicy. Filip sam w zasadzie nie wie, która szkołę wybrać. Mnie też trudno cokolwiek doradzić. Ogólniak? Niby są 2, ale poziom taki sobie. Technikum? Zależy jaki kierunek, Mati w sumie zadowolony, ale on jest specyficzny, więc też nie da się tego porównywać. Liceum zawodowe? Chyba jeszcze gorzej. Oj, będzie się działo. A jeszcze dodatkowo cukrzyca...

   Poza szkolnymi kwestiami w tygodniu mam jeszcze dyżur- coraz mniej mam ochotę na tę dodatkową pracę, ale jak zwykle ulegam prośbom. Bo nie ma komu pracować. W zasadzie to i ja nie muszę, bo to tylko moja dobra wola (plus kasa, nie oszukujmy się, niewątpliwie potrzebna), kosztem mojego wolnego czasu i zmęczenia. A lata lecą, młodsza nie będę, nie da się tak szybko jak kiedyś regenerować sił. Tym bardziej, że potrzebne są one i na inne rzeczy. W sobotę pierwszy turniej w sezonie- czyli kolejne emocje. Bo nie wiadomo jak pójdzie. Treningi na obozie dużo podobno dały, ale czy przełoży się to na sukces? Obawiam się, że niestety jeszcze nie, a co za tym idzie znów będą nie kończące się narzekania i żale mamy partnerki. Trochę na wyrost się martwię, może akurat zrobią nam dzieciaki niespodziankę?

   Za chwilę kolejny odcinek mojego ulubionego programu, może dzięki niemu uda mi się nieco zresetować nieprzyjemne uczucie. Byle przestać myśleć.

sobota, 15 września 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2018/09/15 21:58:27
Bywają lepsze i gorsze dni, dobrze, że jutro wolna niedziela, też się cieszę, bo czuję plecy i ramiona, jakbym worki z węglem nosiła ;-)
-
2018/09/15 23:01:41
A ja z przyjemnością zjadłambym sobie ciacho i wypiła kawkę w Twoim towarzystwie.
Brakuje mi kogoś takiego wśród swoich znajomych. Może sprzedałabyś mi przepis na energię życiową i jednoczesny spokój, jakim dysponujesz :)
Ale ciacho Aga-pomyslałam o takim strasznie kalorycznym, bo wówczas myśli są słodsze ;)
Jutro na pewno będzie lepiej! Pozdrawiam!