Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Inauguracja

   Sezon taneczny rozpoczęty. Zaczynają się typowe i stałe problemy. Wydawało mi się, że po ostatnich rozmowach i uzgodnieniach, po obozie, jakoś udało się dojść do porozumienia- że to ma być przyjemność, a nie parcie na sukces, że na spokojnie, bez napięcia. Akurat. Turniej tym razem niedaleko, bo co to było 140 km.  W drodze dyskusje o wszystkim i o niczym, miło, sympatycznie, trochę planowania co, gdzie, kiedy i jak. Nie wszystkie turnieje są już rozplanowane i wpisane w kalendarz, ale mniej więcej wiemy, gdzie chcemy być, więc rezerwujemy czas. Mateuszowa partnerka naburmuszona, dziwnie zestresowana, nie bardzo wiedziałam o co chodzi. A chodziło o nową sukienkę- efektowną, rzucającą się w oczy, ale z wieloma fruwającymi wokół dodatkami, więc bała się, że się gdzieś zaplącze, coś się urwie. Tuż przed wyjściem na parkiet w szatni popłakała się podobno nieco z tego zdenerwowania. Sam taniec i wyniki- prawie jak zwykle. W standardzie przedostatnie miejsce, w łacinie ostatnie, ale tym razem było sporo małych punkcików od sędziów. Po tańcu partnerka popłakała się z kolei ze szczęścia, że te punkty w ogóle były. Na dodatek trenerzy pochwalili, że było dobrze, widać duże postępy, a nasz trener tym razem nie sędziował, więc tym bardziej cieszyło, że inni sędziowie zauważyli parę. Taniec tańcem, ale sukienki trudno było nie zauważyć- głęboka czerń, do tego powiewające krwistoczerwone, długie prawie do ziemi, boa z piór przyczepione do nadgarstków. Szalenie efektowne, zwłaszcza w tańcu. Na turnieju był fotograf, można było od razu wśród zrobionych przez niego zdjęć wyszukać ładne ujęcia i wydrukować sobie na pamiątkę. Chyba wpadli mu w obiektyw, bo sporo pięknych zdjęć dało się znaleźć. Turniej w sumie udany, mimo, że do spektakularnych sukcesów ciągle jeszcze daleko.

   Za tydzień turniej jest daleko, 300 km w jedną stronę. Już tam kiedyś byliśmy, wtedy to zupełnie marnie poszło. Wstępnie nic na ten weekend nie planowałam, na wszelki wypadek, gdyby jednak miał być wyjazd. W międzyczasie okazało się, że byłymąż ma w tym samym terminie jakąś imprezę, a trochę trudno zostawić Filipa samego. Nie poruszałam tego tematu w rozmowie, dopiero kiedy mama partnerki rzuciła, że za tydzień to chyba nie ma sensu jechać, bo daleko, koszty, czas itp, to bardzo mnie to ucieszyło i przyznałam, że i nam niezbyt pasuje. Przyjęłam, że sprawa ustalona, zamknięta i tyle. Ale skoro im tak dobrze poszło (!!!), to w drodze powrotnej zaczęły się rozważania- a może by jednak pojechać? a może chociaż na standard? a może Mati pojechałby z nimi, a ja bym spokojnie została z Filipem? Ręce opadają. Po raz kolejny zmiana zdania i planów, bez jakiegokolwiek uwzględnienia innych. Oczywiście nie pojedziemy na ten turniej, w jeszcze kolejny weekend jest turniej znacznie bliżej, więc może niech potrenują spokojnie, nabiorą sił i spróbują zawalczyć choć o wejście do finału. 

  Zmienność planów i nastrojów partnerki i jej mamy przyprawia o zawrót głowy. Z tymi dziewczynami nie można nic na serio ustalić. Ja jestem dość emocjonalna i reaguję niekiedy przesadnie, ale one to już szczyt szczytów. Na dodatek partnerka ostatnio zbyt często pokazuje swoje fochy i humory, jak to nastolatka. Mati jest bardzo cierpliwy, ale widać, że i on czasem jest zmęczony takim zachowaniem. Ja staram się łagodzić sytuację, ale gdyby to było moje dziecko, to bym chyba po prostu zdzieliła ścierą przez łeb i nieco przyhamowała te fochy. Może za ostro reaguję, ale mój model wychowania dzieci nie pozwala na fochy o byle co i rządzenie dorosłymi. Owszem, można pewne rzeczy przedyskutować, dzieci mają własne zdanie, które szanuję, ale to ja jestem dorosła i mój głos liczy się w ważnych sprawach jako decydujący. W mniej istotnych- odpuszczam ile mogę. Jak by nie było- mam nieco więcej lat, więcej doświadczenia, szerszą perspektywę, ale i moja odpowiedzialność jest większa. A one jakieś takie niestabilne są, a przez to męczące i denerwujące.

   Poza tańcami- w szkole powolutku układają się stałe plany lekcji, u Filipa zmiany były co kilka dni, ale chyba już się ustabilizowało i to dość rozsądnie, uda mi się dopasować godziny pracy do wożenia do i ze szkoły. Lekcji mają sporo, nauki też. Zaczynają się już pierwsze kartkówki, klasówki, sprawdziany, oceny. Z lekkim zaskoczeniem w dzienniku u Mateusza zobaczyłam 3 z fizyki. Zazwyczaj miał lepsze oceny z tego przedmiotu, już miałam się zmartwić, ale Mati wytłumaczył mi, że to za aktywność. Nauczycielka za pierwsze zgłoszenie stawia 3, przy kolejnym podnosi to do czwórki, potem do piątki a nawet do szóstki. Ciekawy system, choć nieco stresujący dla nieświadomego rodzica.

   W pracy jeszcze mamy resztki lata, ale już sezon chorobowy się rozkręca. Smarkające i kaszlące przedszkolaki, stresowe bóle brzucha uczniów, bolące plecy działkowych pracusiów, skaczące ciśnienia przy zmianach pogody i mnóstwo innych drobiazgów, w tym natłoku czasem trudno nie pogubić się i dostrzec coś rzeczywiście poważnego. Ale na szczęście miewam jeszcze intuicję i staram się nie popaść w rutynę. Kilka dni temu po dość poważnej akcji zostałam uhonorowana bukietem róż- w poczekalni pełnej ludzi łapie mnie posłaniec i wręcza okazały bukiet. Trochę mi się głupio zrobiło, choć i bardzo przyjemnie. A potem w domu- byłymąż łypał okiem i łypał, w końcu ciekawość go zmogła i zapytał od kogo (brzmiało to tak: co, masz jakiegoś faceta?). Aż mnie korciło, żeby potwierdzić, ale darowałam sobie, nie jestem taka. Choć przydałoby mu się czasem trochę utrzeć nosa. 

   Książek też już kilka przeczytałam i to takich naprawdę dobrych, wciągających, ale o moim czytelnictwie następnym razem. Późno już, za oknem pełnia, czyli jak zwykle pewnie czekają mnie atrakcje cukrowe, dobrze byłoby złapać trochę snu, odpocząć...

poniedziałek, 24 września 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2018/09/25 09:01:23
Dużo się u Ciebie dzieje. A co najważniejsze, dobrze nad wszystkim panujesz.

Ja też jestem zwolenniczką posyłania lekarzowi kwiatów. Ostatecznie po coś ta poczta kwiatowa istnieje, a chirurg, któremu posłałam po zabiegu kosz kwiatów, też był wyraźnie wzruszony.
Swoją drogą, to trzeba było przeparadować z tym otrzymanym bukietem... A co, niech inni zazdroszczą!

Natomiast o trójce za aktywność to nawet nie będę się wypowiadać. Powiem tylko prześmiewczo, że trzeba być niezłym "geniuszem intelektu", żeby to wymyślić. Nauczyciele to jednak dziwni ludzie :))) - zawsze to powtarzam, mimo że sama jestem nauczycielką.

Mam nadzieję, że dokumentujesz popisy taneczne swojego syna. Ja bym z najładniejszych zdjęć tworzyła fotoksiążkę, bo to i świetna pamiątka, i doskonały prezent dla dziadków, na przykład na gwiazdkę.

Niezmiennie życzę dobrych cukrów i spokoju :)

-
2018/09/25 09:04:20
Niestabilna emocjonalnie nastolatka - normalka, ale mamusia do kompletu? Męcząca. Nie jest Ci lekko, także nie lubię nagłych zmian planów i ustaleń. Miłe w tym - ładne zdjęcia na pamiątkę, takie do pokazywania wnukom:)))