Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Wakacji ciąg dalszy

   W zasadzie można powiedzieć, że już po wakacjach, jeszcze tylko weekend, w poniedziałek maleńki rozruch, a potem to już regularna szkoła. Ciężki będzie ten rok, ale zobaczymy za kilka dni, jakie będą perspektywy i problemy, na razie cieszymy się ostatnimi chwilami luzu. I przy okazji w miarę możliwości korzystamy z rozrywek. Po ostatnim wyjeździe zdałam Wam zagadkę, śmieszną, ale nie ja ją przecież wymyśliłam. Już podaję rozwiązanie. Otóż hailandy to są rzeczywiście krowy rasy Highland czyli szkockie bydło górskie, niewielkie, kudłate i z dużymi rogami. To było dość łatwe. Herefondy to tak naprawdę również rasa krów- Hereford, czerwone z białą głową. A nieszczęsne skundy to owce rasy Skuddy, kudłate, niewielkie, a panowie mają świetne zakręcone rogi. Podziwiam fantazję osoby piszącej tę stronę internetową. No i dzięki temu nagrodę wygrywa Cytrynka- jest nią kawa lub herbata- do wyboru, zgodnie z upodobaniami i smakiem, może być osobiście (wiem że do mnie zewsząd daleko, ale może jednak), może być za pośrednictwem poczty. Wybieraj Cytrynko. Pozostałych chętnych główkujących zapraszam również, jeśli ktoś ma ochotę i czas.

   Wracając do rozrywek końca wakacji. Dziś odwiedziliśmy z Filipem i Mateuszem miasto wojewódzkie. Planowałam coś innego, ale konieczność załatwienia przy okazji sprawy w salonie samochodowym (zadzwonili, że muszą coś tam skontrolować) przesądziła kierunek wyjazdu. Oprócz sprawdzenia samochodu, odwiedziliśmy papugarnię i park trampolin. Oba miejsca rewelacyjne. Papug było kilkadziesiąt, bardzo różnorodnych, większość można było karmić, dotykać, zabawiać. Rozrywkowe ptaszynki, choć pazury i dzioby miały dość ostre. Skubały sznurowadła, próbowały oderwać guziki, łaziły po plecach, ramionach, czasem nawet po kilka naraz, skrzeczały, fruwały. Największe ary były tylko do oglądania, nie próbowały nawet do nas podlatywać, ale na przykład do opiekuna tak. Świetny widok- olbrzymia papuga leży na ręce opiekuna brzuchem do góry jak kot i jest głaskana- prawie widać jak mruczy z radości. Podobnie jak Filip- nie chciało mu się wychodzić, stwierdził, że czuje się tam jak w niebie. No ale był jeszcze park trampolin. Tam z kolei godzina skakania, wspinania, fikołków i innych akrobacji. Chłopaki wyszli cali mokrzy i zmęczeni, ale szczęśliwi. W drodze powrotnej zajechaliśmy jeszcze do moich rodziców- specjalne zaproszenie na placki ziemniaczane po tych szaleństwach. W zasadzie u rodziców były też moje siostrzenice i siostrzeniec, a w połączeniu z moimi chłopakami oznaczało to szaleństw ciąg dalszy, bo dzieciaki lubią się ze sobą bawić.

    Na te już rzeczywiście ostatnie dni wakacji planowałam wyjazd do jakiegoś aqua- parku, ale chłopaki stwierdzili, że wolą pożegnać jeziora jeśli będzie dobra pogoda, a poza tym mają ochotę na grilla, więc pewnie to nas czeka jutro lub pojutrze. Szkoda, że to już koniec. Jak zwykle mam niedosyt, że tyle planowałam, a wielu rzeczy nie udało się zrealizować albo w innym zakresie niż pierwotnie zamierzałam. Trudno, zostanie coś do zrobienia na później. Na razie trzeba zacząć myśleć jak zorganizować zajęcia, jak przetrwać ten rok w ósmej klasie i jak dostać się do szkoły średniej. Trochę mi to spędza sen z powiek, że też akurat na Filipa musiała trafić ta nieszczęsna reforma. I tak ma pod górę, a to co będzie się działo w szkołach średnich- zakrawa na niezły koszmar. Boję się tego, ale nie ma rady, trzeba wziąć się w garść i z godnością przejść przez ten eksperyment.

   Dni coraz krótsze, noce coraz chłodniejsze, rano bywa mgliście. Czas schować sandały i lekkie ubrania. Mają być jeszcze upały podobno, ale to już jednak nie to samo. Jesień też bywa piękna, ale zanim poukładają się nam wszystkie zajęcia i wejdziemy w rytm szkolny, może nie być czasu na podziwianie jesieni. Ech...

piątek, 31 sierpnia 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2018/09/01 09:07:07
Bardzo się cieszę ze zwycięstwa :D Kawa lub herbata najlepsza by była osobiście... Mam propozycję- w Twoich okolicach mamy z mężem jedno "sentymentalne" miejsce. Bywamy tam raz na kilka lat, jeśli nie w tym roku- to może w następnym? Umówimy się :)
A jeśli chodzi o Filipa- to siostrzeniec męża - diabetyk- kończy w tym roku gimnazjum. Tak, że "na jednym wózku jadą". Jakoś musi być... Deforma edukacji, piiip... piiip...
-
2018/09/02 19:58:54
Spoko, wszystko będzie dobrze, to tylko z daleka tak wygląda :-)