Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Lipcowe książki

   "Często pytano ją czy zawsze kończyła książki, które zaczęła. To pytanie zadaje sobie każdy czytelnik. Czy za etyczne, wybaczalne i moralne można uznać porzucenie jakiejś książki, nawet takiej, którą uważa się za słabą? Bez wahania odpowiadała na to pytanie twierdząco. Z lekturą jest jak z facetami: chodzi o doświadczenie przyjemności, a nie spełnienie obowiązku czy godzenie się na tortury. Lektura służy do tego, by choć na chwilę uciec od rzeczywistości i spędzić wspaniałe chwile albo dowiedzieć się czegoś wartościowego. Poza tym powstało tyle wspaniałych wartych poznania książek, że prawdziwą zbrodnią byłoby tracenie czasu- tego najcenniejszego dobra- na kończenie utworu, w którego przypadku nawet tytuł wydaje się nieczytelny." Na takie rozważania o czytaniu trafiłam w zaczętej niedawno książce "Całe lato bez Facebooka". O ironio, jest to właśnie książka z kategorii- "nie- wiem- tak- do- końca- czy- mi- się- podoba". Da się czytać, skoro już zaczęłam to skończę, ale żeby jakoś specjalnie szaleć z ciekawości, co będzie dalej, to chyba nie. Do tego pewne subtelności- nie mój styl pisania. Są takie książki, gdzie sposób składania zdań, przedstawienia treści i sama treść to jakby nie moja bajka. Czytam, ale coś mi zgrzyta i choćby była to najciekawsza książka, to jednak nie do końca mi smakuje. Choć bywają też i takie, które mają ten nie mój styl, a mimo to zachwycają.

   W zasadzie to miałam tylko opowiedzieć o ostatnio przeczytanych książkach, a nie wymądrzać się o stylach, bo nie umiem pisać recenzji, nie czuję się kompetentna do oceniania innych. Książka może być uznanym dziełem, zbierać nagrody, należeć do złotego kanonu literatury, a nie będę w stanie przez nią przebrnąć. Z drugiej strony może to być banalna opowiastka , napisana kompletnie amatorsko, a mnie zachwyci i wciągnę ją na jednym posiedzeniu. Od czego to zależy? Nie mam pojęcia. Dlatego czasem aż boję się polecać komuś przeczytane lektury, bo jednak gusta są różne. Ot, choćby zachwycam się Puzyńską, jest jedną z moich ulubionych autorek i w ciemno biorę wszystko, co napisała, za to nie tknęłam żadnego z kryminałów Bondy, mimo że nawet mam je w wersji papierowej. Zdaję sobie sobie sprawę, że kiedy już się przełamię, to pewnie będę się zaczytywać, ale na razie nie mogę i już. Tak samo jest ze Stiegiem Larssonem. A Jo Nesbo i Camilla Lackberg- czytam i nie mogę się oderwać. W sumie lubię też odkrywać coś nowego, czasem trafię na jakąś perełkę zupełnie niechcący. Od kiedy korzystam z Legimi mam ten luksus, że mogę sobie szperać, szukać, przeglądać, na spokojnie, w wygodnym fotelu, w dogodnym czasie. W bibliotece zawsze spędzałam dużo czasu, aż mi czasem było głupio, że tak się snuję wśród półek, ale wiadomo, biblioteki nowości za wiele nie miewają, a te co są, to prawie jak spod lady, bywa do nich kolejka. Tu mam naprawdę wygodnie. No i nie muszę nosić ze sobą ciężkich książek- telefon lub czytnik zajmują znacznie mniej miejsca. Wiem, że dla wielu tradycjonalistów to czysta herezja, też taka kiedyś byłam, ale przekonała mnie wygoda. I brak wolnych półek na książki w mieszkaniu.

  No dobrze, to teraz krótkie sprawozdanie, co przeczytałam w lipcu. Zaczęłam od "30 sekund" Sylwii Kubryńskiej- niestety, przygnębiająca książka. Owszem, o rzeczach ważnych, ale trudnych. Na szczęście ten świat z książki mnie nie dotyczy, ale boli samo to, że w ogóle jest. Lektura dla odważnych, bo nie jest z tych rozrywkowych. Potem był Marcin Wroński i "Gliny z innej gliny"- zbiór opowiadań kryminalnych różnych autorów, wariacje na temat jednego bohatera. Już opisywałam tę pozycję, więc powtarzać się nie będę. Reszta twórczości tego autora jak najbardziej do przeczytania, to jest coś co lubię. Lubię też fantasy i to była następna książka- Jacek Piekara "Bestie i ludzie"- jak to fantasy, trzeba lubić ten gatunek. Książka dla miłośników- polecam. Kolejne lektury to była zmiana gatunku o 180 stopni- Natasza Socha "Kogut domowy", Agata Przybyłek "Ja chyba zwariuję" i "Żona na pełen etat" O ile Socha była lekka, łatwa i przyjemna, rozrywkowo się czytało, to Przybyłek może być, resztę książek jej autorstwa też mam, ale na razie nie sięgnę, jakoś tak dla mnie plasuje się pośrodku między rewelacja a nuda, więc mając w kolejce wiele innych czytadeł, tę autorkę zostawię w rezerwie. Kolejną książką był "Hashtag" Mroza- o wrażeniach już pisałam, powtarzać się nie będę, natomiast to właśnie taki autor, po którego ciężko mi było sięgnąć, a kiedy już to zrobiłam, to byłam zachwycona. Następny cykl- z poleconych przez Cytrynkę- 4 "Kryminały pod psem". Trudno mi powiedzieć, która część najbardziej mi się podobała, bo bohaterowie dość mocno ewoluowali w kolejnych . Mam też nadzieję, że będzie tom 5, w którym wyprostują się relacje między głównymi bohaterami. W międzyczasie przeczytałam "Nikt nie słucha starych ludzi " Iwony Wilmowskiej. Dużo humoru (coś w typie Chmielewskiej), trochę zagadki, kryminał, ale taki spokojny. No i na koniec miesiąca, już w czasie urlopu kolejny kryminał, "Behawiorysta"- tak, właśnie spróbowałam kolejnej książki Mroza. Cóż mogę powiedzieć? Niesamowita rzecz, świetnie napisane, pomysł rewelacyjny. Trochę ciężko mi uwierzyć, że takie coś mogłoby się wydarzyć w naszym kraju, bardziej pasowałyby mi realia USA lub innej zagranicy (zresztą przy "Hashtagu" też miałam takie wrażenie, no ale to w sumie mało ważne). No i sporo wartości edukacyjnych, co i rusz się łapię na tym, że zaczynam analizować nawet drobne gesty innych ludzi w różnych sytuacjach i zastanawiam się czy są one adekwatne do wypowiadanych słów. Cała komunikacja niewerbalna jest ciekawą sprawą. W mojej pracy też bywa ważna, wydaje mi się, że w wielu sytuacjach może nawet ważniejsza od tego co się mówi.

  Lipiec zakończyłam z 13 książkami na liczniku. W kółko marudzę, że nie mam czasu, a tu proszę, niezły wynik. W międzyczasie przecież jeszcze była praca, dom, ale to dzięki urlopowym dniom i upałowi udało mi się tyle przeczytać. No i te noce przesiedziane w celu stabilizowania cukru- nie warto kłaść się spać na 15-30 minut, kiedy cukier albo spada, albo rośnie i zaraz trzeba znów sprawdzać. Nic innego nie da się wtedy robić (choć wiem, że są zdolne mamuśki, które mają inne hobby i wykorzystują czas na te działania), więc korzystam. No i tak. Właśnie nie wiem dlaczego w ciągu pół godziny cukier podskoczył ze 134 na 198. Chyba trzeba będzie podać korektę, poczekać przynajmniej godzinę, żeby zobaczyć jaki będzie efekt- czyli czas na czytanie...

czwartek, 09 sierpnia 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2018/08/10 07:30:28
Cieszę się, że podobały Ci się "kryminały pod psem" i też czekam z utęsknieniem na kolejną część. Bonda... Mam do przeczytania jeszcze dwie ostatnie, ale "Okularnik" był tak przegadany i ciężki, że odebrało mi ochotę na resztę. Niby nie powinno tak być, bo autorka wplotła tam mało znane karty z historii Podlasia, ale jednak... Po cyklu z Hubertem Meyerem nie miałam tak negatywnych odczuć.
Socha i Przybyłek w kolejce "urlopowej", jak również Puzyńska i Jadowska :)
I tez się zastanawiam, czy jest sens czytać coś, przy czym się męczę... Chociaż czasami trafiam na gniota, zżymam się, że tracę czas- i czytam dalej, bo chcę wiedzieć, jak się kończy ta historia...
Przeklniesz mnie... proponuję Ci- jeśli jeszcze nie znasz- Gaję Grzegorzewską- "Żniwiarza", "Noc z czwartku na niedzielę", "Topielicę" i "Grób". Kolejność warto zachować... Od Bondy zdecydowanie lepsze, bardziej wciągające, bohaterka- prywatny detektyw- ma swoje wady i zalety... Kryminały jak najbardziej serio, bywa mrocznie.