Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Taka odmiana

   Pogodowo- nieco chłodniej od kilku dni. Ale deszczu niestety jak na lekarstwo. Żal patrzeć na wszystkie roślinki spragnione wody. Te balkonowe podlewam, ale świata całego nie dam rady. A bezdeszczowa pogoda trwa i trwa. Ciekawe jak długo jeszcze. Moim rodzicom w sumie w tej chwili pasuje taka pogoda, bo jutro skoro świt wyjeżdżają na coroczne wczasy z kołem emerytów nad morze. Odpoczną sobie od problemów remontowych, bo praca u nich wre, nerwów przy tym sporo, bo nie wszystko idzie po ich myśli. Jak wrócą, to jest nadzieja, że będą mogli się wprowadzać do mieszkania siostry i w końcu będzie spokój.

   Ale nie o takich odmianach miałam zamiar napisać. Otóż ktoś mi podmienił albo odmienił byłegomęża. Nie całkowicie, przebłyski dawnych zachowań są, nie wszystko się ponaprawiało, ale jestem szczerze zdumiona, że można. I zachodzę w głowę jak to się stało, jak to jest możliwe. Wcześniej nie dawało się zreformować, a teraz nagle jakimś cudem... Chociażby- zazwyczaj kiedy wracałam do domu po weekendowym dyżurze, kiedy to byłymąż rządził w domu z chłopakami, to pierwszą rzeczą było sprzątanie. Owszem, nie lubię bałaganu, kocich kłaków na podłodze, porozrzucanych ubrań, ale to bym przecierpiała. Ale stosu naczyń w zlewie zamiast w zmywarce, zachlapanej kuchenki, lepiących się blatów, śmieci wywalających się z kosza- nie znoszę. Kiedy chłopaki byli sami- tego wszystkiego co mnie drażni było jakby mniej, ale kiedy pojawiał się byłymąż- od razu się działo. Tymczasem po ostatnich (w sumie coraz bardziej sporadycznych) dyżurach okazywało się w domu czysto. Może nie idealnie, ale jednak czysto.

   Poza tym byłymąż zaczął spędzać z chłopakami czas nieco inaczej niż tylko leżenie na kanapie i wspólne oglądanie filmu albo gra planszowa. Organizuje im wyjścia- na koncert, do kina, na różne wydarzenia. Sam je znajduje, co wcześniej po prostu się nie zdarzało. Oglądanie filmów też bywa- ostatnio nawet i mnie zabrał na taki seans do siebie. A nawet narzekał, że tak rzadko go odwiedzamy. Na dodatek kilka razy zdarzyło mu się coś ugotować- zrobił na przykład chili con carne, żeby Filip mógł to zjeść zapisał składniki z wszystkimi potrzebnymi danymi, żebym mogła to przeliczyć. Sam jeszcze się do liczenia nie zabiera, ale wziął książkę, z której może się dokształcić. Sam, z własnej woli, bo ja już straciłam nadzieję, że zechce cokolwiek z cukrzycą robić. Inna sprawa, czy rzeczywiście zacznie ją czytać, ale pierwszy krok jest. Na dodatek kilkakrotnie przyniósł nam obiad ze swojej stołówki w pracy, bo było coś smacznego, więc wziął, żebym nie musiała gotować. Dla mnie to już nieomal szczyt zadowolenia.

    No i nasze plany wakacyjne. Byłymąż koniecznie chciał zabrać chłopaków nad ciepłe morze- konkretnie do Grecji. Gdyby nie cukrzyca Filipa, byłoby bez problemu, ale kwestia zmiany wkłucia, dopasowania insuliny do posiłków, sensorów, wpływu upału- nie czuł się na siłach, a nie ma szans na szybkie ogarnięcie tematu. Wymyślił więc i zaproponował, żebym pojechała z nimi. Cóż- idiotyczne z mojej strony, ale się zgodziłam. Musiałam poprzestawiać swój urlop, sporo pokombinować, żeby wszystko zgrać, ale już mamy zaklepany wyjazd. Kuba skomentował to nieco złośliwie- "rodzinne wakacje". Nie wiem jak byłymąż wytłumaczył to swojej obecnej partnerce i co ona na to. Ja byłabym chyba wkurzona na jej miejscu. Na swoim miejscu śmieję się z siebie i z niego po cichu. No wiem, nasz rozwód i stosunki porozwodowe są nieco dziwne, ale czy znajdzie się inna para po rozstaniu zgodnie wyjeżdżająca na urlop? Postawione to wszystko na głowie, nienormalne. Z drugiej strony- sama nie odważyłabym się na wyjazd z chłopakami za granicę. W razie awarii cukrzycowej brak wsparcia mógłby być koszmarny w skutkach. A poza tym cała logistyka takiego wyjazdu mnie lekko przerasta. Akurat to jest coś, czego nie lubię. Na dodatek lot samolotem- zimno mi się robi na samą myśl, mam stracha przed lataniem. Choć w sumie jak przeżyłam ekstremalne rollercoastery w Energylandii to i tu dam radę.

   Tak się zastanawiam, czy ta cała odmiana byłegomęża to tylko na czas wakacyjny, czy może na stałe? Szkoda, że tak późno, że nie chciało mu się tego wszystkiego robić w czasie naszego małżeństwa, bo niestety podzielam pogląd Heraklita, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Choć wyczytałam gdzieś, że źle się interpretuje to powiedzenie. Można wejść dwa razy do tej samej rzeki, tylko woda w niej już będzie inna. Nieistotne, powrotu do czasów sprzed rozwodu i tak nie ma. Jakie wobec tego są intencje tej odmiany?

czwartek, 14 czerwca 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2018/06/15 00:28:08
Często słyszę o osobach, które się rozwody i dopiero wówczas zostały przyjaciółmi.
Rozumiem Twoją nieufność i wątpliwości.

Na pewno masz niezły mętlik w głowie.
Trzymałam kciuki, żebyś zgodziła się na wspólny wyjazd. Należy Ci się odpoczynek.
I tak właśnie podejdź do sprawy. Nie myśl, nie analizuj, tylko wykorzystaj maksymalnie, jak się da czas, który został Ci podarowany.
Czas na Nie - perfekcyjne wakacje!!! Bierz, korzystaj, baw się i przez chwilę choć pobądź egoistką :)
Teraz trzymam kciuki za TWOJE wakacje!
-
Gość: salmiaki, *.net.e-cho.pl
2018/06/15 00:36:30
Zapomniałam-
Pomyśl tak- fryzjer, kosmetyczka, nowa bielizna, buty, torebka, okulary przeciwsłoneczne. Letnia sukienka na ciepły wieczorny spacer. Nowa pomadka. O tym myśl! Zaszalej, a co! Odmień się i zaskocz ich :))) niech oni kombinują, a Ty puść oko w stronę słonka.
-
Gość: ella, *.dynamic.gprs.plus.pl
2018/06/15 06:41:03
Salmiaki bardzo dobrze radzi, zrealizuj każdy punkt tej podpowiedzi :) Życzę Ci baaaardzo udanych wakacji !
-
2018/06/15 10:08:27
Trochę to dziwne, ale trzeba przyjąć "z dobrodziejstwem inwentarza" i tyle :) Zaszalej :)
A samolot- dasz radę, na pewno. Przed swoim pierwszym lotem wypiłam ponad pół butelki neospasminy, a teraz jestem fanką latania. Mam zaburzenia błędnika i chorobę lokomocyjną, w samochodzie jako pasażer nawet w mapę nie mogę zerknąć, w autobusie masakra, a w samolocie nawet mogę czytać. Pamiętaj, żeby chłopakom wziąć po parze długich cienkich spodni, bo niektóre hotele nie wpuszczają panów na kolację w spodniach do kolan ;)