Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Jakoś tak

  Pogoda piękna, wręcz niewiarygodnie zaskakująca po ostatnich kilku latach, kiedy to było na przemian zimno i mokro. Dzieci ostatnie dni w szkołach, choć nauki to już chyba nie ma żadnej, wszyscy czują wakacje.  A tu trzeba pracować, nie ma zmiłuj. Tym bardziej, że szefowa w związku z zawirowaniami rodzinno- zdrowotnymi wzięła kolejny urlop i znów pracy więcej. Nawet mimo niby zwiększonej obsady, niby- bo w związku z urlopami, szkoleniami i innymi nieobecnościami wcale nie odczuwa się tego zwiększenia. A czasem wręcz mam jeszcze gorzej- kolejka na 3 tygodnie do przodu ze sprawami niepilnymi, nawał spraw pilnych, niezadowolenie z  wielu stron. Kolega, który z nami pracował i przestało mu się podobać- na razie jeszcze ma urlop, według szefowej nie wróci do nas, bo warunki, które zaoferowała nie pasują mu. Ale ptaszki ćwierkają, że jest pole do negocjacji, więc może skruszony wróci. Niestety ma chyba za duże wymagania w stosunku do swojej wartości. Wydawałoby się, że znajdzie pracę bez problemu. Tak, ale nie taką jak by się chciało godzinowo i finansowo. Zobaczymy, mimo wielu problemów z nim, to jednak był porządnym filarem naszego zespołu i szkoda byłoby go tak całkowicie stracić.

  W związku z pogodą (bo  rozleniwia) i pracą (bo jest męcząco) jakoś nie mogłam zebrać się do napisania czegokolwiek. Nic wielkiego w zasadzie się nie wydarzyło przez ten czas. Z cukrami walczymy jak zawsze, bywa lepiej, bywa gorzej czyli jak zwykle. Oczywiście sezon truskawkowo- czereśniowy, więc zajadamy się bez opamiętania. Truskawki na cukier na szczęście nie wpływają źle, zazwyczaj jadamy z jogurtem naturalnym i stewią, nawet czasem bez insuliny. Przepyszne są w tym roku i coraz tańsze, więc korzystamy. Na przetwory się nie porywam, jakoś nie mam serca do tego typu działalności. Wiem, że co własnoręcznie zrobione, to zdrowsze, ale nie lubię, nie umiem, nie mam czasu. Tym bardziej że i mama, i teściowa zawsze nas obdarują, więc poczekam do emerytury z własnymi przetworami. Poza tym moi chłopcy raczej nie przepadają za dżemami i kompotami, a dla mnie samej się nie chce ślęczeć przy garnkach, tyle co dostaniemy to wystarczy. Co innego ogórki- tu produkcja i konsumpcja małosolnych idzie na bieżąco- co kilka dni nastawiamy nowe, żeby były świeżutkie, chrupiące. No i chłodniki w różnych wersjach. Z czasów dzieciństwa pamiętam tylko ten ogórkowy, z podsmażanymi ziemniaczkami (podobno niezdrowe, ale jakie smaczne), ale teraz próbujemy i z buraczkami, i owocowe. Na gorące dni jak znalazł. I lody, lody, lody... Do tego woda z cytryną i miętą- doniczka na balkonie obskubana z listków prawie doszczętnie.

   Wakacje już za moment. Oceny na świadectwach się powoli klarują, na szczęście zagrożeń nie ma. Nie ma też piątek i szóstek od góry do dołu, ale nauczyłam się już, że moi chłopcy nie grzeszą ambicją bycia wzorowymi uczniami. Są mądrzy, inteligentni, to co lubią czyli matematyka- przychodzi im bez najmniejszego wysiłku. Reszta  w takim stopniu żeby nikt się nie czepiał. Czwórki są bez większego uczenia, a że nie chcą więcej, cóż, nic nie poradzę, nie przykuję do książek. Fajnie byłoby się pochwalić jakimiś wielkimi osiągnięciami, sukcesami itp., ale skoro dobrze im tak jak jest, to nie będę się i ja czepiała. Z dzieciństwa i młodości pamiętam jak to musiałam być najlepsza, może nie powiedziane wprost, ale oczekiwania były. Czy w moim życiu coś lepszego się stało przez to, że miałam rewelacyjne oceny na świadectwach (i opinię kujona?). Myślę, że inteligencja, umiejętność znalezienia informacji i zrozumienie tego, co się znalazło jest ważniejsze. Pietą Achillesową jest u Filipa historia, jakoś ją wyciągnął na trójkę, ale serca do niej nie ma. Trochę się boję o studia Kuby, żeby znów nie zawalił czegoś. Ma warunek po pierwszym semestrze z jednego przedmiotu, po wakacjach będzie to nadrabiał. Zdał już 2 egzaminy w zerówkach, ale jeszcze kilka ważnych przed nim. No ale mając już 21 lat, to chyba zmądrzał. Podobno część kory mózgowej odpowiedzialna za zdolność przewidywania konsekwencji, ocenę ryzyka, umiejętność podejmowania decyzji, kojarzenie faktów, myślenie abstrakcyjne czy nawet empatię rozwija się nawet do 25 roku życia i stąd biorą się problemy z naszymi dzieciakami. Albo to tylko takie wygodne tłumaczenie, żeby mieć na co zrzucić winę.

  A co na wakacjach? Kuba oczywiście planuje intensywnie pracować. I dobrze, zarobi na własne potrzeby, na ten nieszczęsny warunek, trochę na życie. Dobrze, że chce i ma możliwości, akurat na szczęście pracy sezonowej u nas dla chętnych nie brakuje. Myśli o kilkudniowym wyjeździe ze swoją dziewczyną, chyba nad morze, ale to sami będą sobie szukać i planować. Niestety skończył się czas wyjazdów rodzinnych. Chociaż nie, akurat z Filipem i Mateuszem jeszcze się da. W lipcu mamy tygodniowy pobyt w szpitalu na badania kontrolne, potem na przełomie lipca i sierpnia wyjazd wakacyjny, jeśli nic się nie zepsuje, w drugiej połowie sierpnia chłopaki jadą na 10 dni na obóz taneczny. W międzyczasie będziemy korzystać z uroków natury czyli naszych jezior i lasów (więcej jezior, lasów mniej, bo boję się kleszczy, lubią mnie te paskudztwa), zwłaszcza jeśli utrzyma się taka pogoda jak teraz. Przy gorszej pogodzie będziemy szukać innych rozrywek, imprez w mieście i okolicy nie brakuje. Marzy mi się już od wielu lat zresztą odwiedzenie Leśniczówki Pranie- Gałczyńskiego kocham od lat wczesnomłodzieńczych, ale zawsze coś mi przeszkadzało. A to ledwie 120 km! Co to jest przy tych odległościach, które pokonuję wielokrotnie. Możliwe, że w czasie wakacyjnym będziemy gościć trochę rodziny, jeśli zechcą spędzić urlopy w naszym kurorcie. Ja zawsze chętnie, mieszkanie jest spore, więc się pomieścimy. Podejrzewam, że te wakacje miną szybko... I znów szkoła.

  Czytelniczo na razie średnio, w czerwcu przeczytałam "Sztuka śmierci" Aleksandry Marininy. O ile dotychczas podobała mi się twórczość tej autorki, to ta pozycja jest nieco nietypowo napisana i mimo niewątpliwych uroków, w miarę ciekawej intrygi i kilku interesujących refleksji- zwłaszcza na temat Hamleta- nie powiem, żebym specjalnie się zachwyciła. Podobnie jest z drugą przeczytaną książką "Jak cię zabić kochanie" Alka Rogozińskiego. Za dużo udziwnień i nieprawdopodobnych sytuacji jak na normalny kryminał. Legimi wprowadziło system oceny gwiazdkowej od 1 gwiazdki- "bardzo kiepska", potem 2 "raczej przeciętna", 3 "całkiem dobra", 4 "bardzo dobra" i 5 "wyśmienita". Obu dałam po 3 gwiazdki, choć oceniałbym je na 2,5, ale tak się nie da, więc nieco zawyżyłam ocenę. Obecnie zaczęłam "Biuro M" Małgorzaty Witkiewicz i Alka Rogozińskiego, zapowiada się lepiej.

   Mam nadzieję, że w najbliższych dniach ponadrabiam zaległości blogowe, czasem udawało mi się do Was wpaść, z rzadka coś tam skrobnąć w komentarzach, ale aż mi wstyd, Wy mnie odwiedzacie, piszecie, a ja nic. Przepraszam, poprawie się. Aczkolwiek każdy przejaw Waszej obecności i wszystkie miłe słowa pod moim adresem są balsamem dla mojej duszy i dają kopa do działania w celu bycia jeszcze bardziej nieperfekcyjną. Buziaczki i gorące jak dzisiejszy dzień pozdrowienia dla moich kochanych czytelniczek!

niedziela, 10 czerwca 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2018/06/10 16:39:13
Podziwiam Twoją mądrość, oczytanie i pisanie.
Nie rozumiem tylko skąd tytuł nieperfekcyjna mama.
-
Gość: ella, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2018/06/10 16:55:48
O tak, Pranie koniecznie, warto :-)
-
2018/06/10 18:59:04
Widzisz aga- każdy się dziwi Twojej "nieperfekcyjności" nie byłam pierwsza :))
Muszę Ci powiedzieć, że piszesz tak, jakbyś pisała do mnie list, a ja byłabym Tobie bardzo bliska. To bardzo miłe uczucie :))) A przecież jestem jedną z wielu Twoich czytelników.
W tym poście przyklasnęłam Ci w momencie, kiedy pisałaś o ocenach synów. Myślałam, że tak podchodząc do nauki dzieci jestem totalnie nieperfekcyjna. Wszyscy wkoło się chwalą jak długo siedzą z dziećmi nad lekcjami i jakie mają oceny. Nikt nie odważy się powiedzieć, że może być inaczej - że pozwalamy dzieciom na słabości, że nie muszą być perfekcyjne i że w życiu dorosłym czeka ich jeszcze mnóstwo stresu.
Co do historii i warunków - miałam warunek z historii myśli ekonomicznej i o mały włos, a wyleciałabym ze studiów.
No i na koniec- znam mężczyznę, który w pracy radzi sobie lepiej ode mnie, a studiów nie ukończył, a w średniej miał same dostateczne - widocznie musiał doczekać do swoich 25 lat. Teraz inteligencji można mu pozazdrościć.
Pozdrawiam ciepło
-
2018/06/11 09:51:30
No właśnie...oceny... Ze Starszym nie siedziałam praktycznie nigdy, na pytanie- czy pomóc ci w lelkcjach?- słyszałam -już odrobiłem. przestałam pytać po jakimś miesiącu w pierwszej klasie...
Młodszego przestałam kontrolować mniej więcej w czwartej klasie podstawówki. Jego oceny, jego sprawa. Najgorsze jest to, że "ustawia się" na tle klasy i plasuje się "w górnej strefie stanów średnich". Trochę się obawiam o przyszłoroczną maturę z rozszerzonej matematyki i fizyki, z obu przedmiotów tróje, z polskiego trója...
Natomiast moja szefowa z uporem maniaka sprawdza prace domowe... siódmoklasiście... Odpytuje, kontroluje, ma za złe, że nie dzwoni do niej z wycieczki dwa razy dziennie... Moim zdaniem przegięcie...
-
2018/06/11 13:47:08
Kupiłam ostatnio za grosze "Obraz pośmiertny" A. Marininy. Leży i czeka na wolną chwilę ;) "Sztuki śmierci" jeszcze nie czytałam.
Masz rację, sezon truskawkowy w pełni. Od czasu do czasu robię sobie truskawkowe koktajle :)
-
2018/06/13 17:09:11
Ago, zawsze się cieszę, kiedy widzę, że byłaś u mnie w odwiedzinach:)
W czasie upałów do picia parzę owocowe herbatki, studzę i bardzo dużo ich się zużywa. Zdrowiej i taniej niż gotowe napoje.
Pomyślałam, że część mózgu, o której wspomniałaś, u niektórych osobników nie rozwija się wcale, skoro odpowiada za wymienione przez Ciebie obszary;)
Pozdrawiam serdecznie, Ty MAMO PERFEKCYJNA :)))