Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Za krótka ta niedziela

     "Z nami jest jak ze starymi klepsydrami. W takich klepsydrach ziarna piasku od częstego przesypywania robią się bardziej okrągłe, wycierają się i piasek przesypuje się szybciej. Stare klepsydry zawsze spieszą.Tak samo nasz układ nerwowy, on też się zużył, zmęczył się, bodźce lecą przez niego jak przez dziurawe sito i dlatego mamy wrażenie, że czas płynie szybciej"- na początek cytat z obecnie czytanej książki. Bardzo adekwatny do mojego dzisiejszego poczucia i samopoczucia. Ledwie otworzyłam oczy rano, a tu już popołudnie, prawie wieczór, za mną tylko nic nie robienie i nie ma kolejnego dnia. Nic konstruktywnego poza podlaniem kwiatków nie robiłam. Fakt, po wczorajszych podróżach byłam zmęczona, ale litości, aż tak?

   Wczoraj tradycyjnie turniej. Tradycyjnie daleko, zrobiliśmy nieco ponad 500 kilometrów, miejsca też tradycyjnie- w łacinie przedostatnie, w standardzie ostatnie. Ale tym razem przynajmniej trochę tych punkcików było. Poza tym po ostatnim szkoleniu, kiedy mieli kilka dodatkowych lekcji z innymi trenerami, tym razem tańczyli wyraźnie lepiej. Ekspertem nie jestem, mnie tam zawsze się podoba, ale teraz zrobiłam wielkie oczy. Tango było rewelacyjne! Żeby było ciekawiej- wśród sędziów było kilku zagranicznych i większość tych punktów było właśnie od nich. A poza tym nasłuchałam się tradycyjnie, tym razem nie tylko od mamy partnerki, od innych też. Zaczynają się narzekania na trenerów, że za często odwołują dodatkowe lekcje, że mimo zaangażowania par wyniki są marne. No fakt, zdarza się, ale trenerzy pracują 5-6 dni w tygodniu, bywa po kilkanaście godzin dziennie. Chętnych jest dużo, ich możliwości ograniczone. Od momentu odejścia dwójki trenerów z klubu jest naprawdę nieco trudniej, ale bez przesady, wszystkim zależy aż tak na mistrzowskich wynikach? Czyżbym tylko ja miała tak luźne podejście do tańca? Na szczęście powoli sezon turniejów się kończy, za tydzień mamy wielkie święto tańca u nas. Potem ewentualnie jeden turniej w Warszawie (choć wątpię, czy pojedziemy, bo to w niedzielę), w czerwcu turniej w sąsiednim mieście, organizowany też przez nasz klub i tyle. Na wakacjach obóz taneczny, a od września znów zacznie się ta sama polka. Zwłaszcza batalia o dodatkowe lekcje i parcie na wyniki. Niby w trakcie dyskusji mama partnerki przyznaje mi rację, że mają jeszcze 3 lata na sukcesy, dopóki Mati nie skończy szkoły średniej, ale chwilę później znów wałkuje temat. Uciążliwe. A z kolei nie bardzo jest jak zmienić partnerkę. Po pierwsze razem mają podobny poziom taneczny, dobrze wyglądają, są zgrani na parkiecie, a wolnych partnerów z podobną klasą nie ma. Roszada w parach nie wchodzi w grę bez poważnych przyczyn. Zmiana na partnerkę z niższą klasą wiąże się z ponownym ciułaniem punktów i miejsc na podium, więc póki nie zdarzy się nic bardzo spektakularnie strasznego, to zostajemy przy naszych męczących dziewczynach. A ja co jakiś czas będę narzekać na nasze problemiki i marudzić. Dopóki Mati jakoś to będzie znosił, to damy radę.

   Pogoda rewelacyjna. Aż za bardzo- słońce, ciepło, dziś się trochę chmurzyło, ale deszczu nadal nie ma. Skoro w maju jest tak ciepło, to co będzie latem? A może po prostu w czerwcu czy na początku lipca lato się zakończy? Limit ciepłych dni na rok się wyczerpie i tyle. Szkoda by było... Tak piękna pogoda wiąże się z pyłkami i alergią. Te widoczne, które grubą warstwa pokrywają wszystko i drażnią mechanicznie, nie są aż tak groźne. Gorsze są te, których nie widać, a przez brak deszczu fruwają w powietrzu na maksa. Nawet osoby bez dotychczas rozpoznawanej alergii potrafią odczuć te nieprzyjemne działanie pyłków. A z alergikami to w ogóle ciężko. Kuba kicha, smarka, ale na szczęście leki przeciwalergiczne pomagają. Mati w trakcie odczulania, w ubiegłym roku było jeszcze dość kiepsko, w tym roku znośnie, owszem kicha, ale nie skarży się aż tak bardzo. Filip zmiennie, są dni lepsze, są gorsze, katar i zatkany nos dokucza, ale leki działają- pod warunkiem, że je weźmie. Ja najbardziej mam problem z oczami, choć podejrzewam, że nie tylko od pyłków. Katar? Oczywiście, ale też nie tylko pyłki, ale i zatoki, z którymi mam przewlekły problem. Marzę o wyjeździe do tężni albo innych grot solnych, bo to działa rewelacyjnie, tylko oczywiście czasu brakuje. Dziś była wolna niedziela, mogłam się sprężyć i pojechać, ale to jednak 90 km w jedną stronę, po wczorajszych jazdach już nie miałam siły...Może za tydzień?

    A dzisiejszy dzień spędziłam bardzo biernie, aż szkoda, ale nie byłam zdolna do jakiejkolwiek aktywności. Wstałam późno, Filip śniadanie ogarnął sam. Na obiad chłopaki zażyczyli sobie lazanię, z gotowych dań, co prawda jeszcze pół garnka fasolki po bretońsku zostało, ale chcieli to dostali. Fasolka powędruje do zamrażarki. Potem tylko lody, kawa, książka na balkonie- kwiatki posadzone, więc cieszą oczy. Około 16 zamknęły mi się te oczy. Miało być na chwilę, wyszło ponad godzinę, w ramach regeneracji. A teraz to już pora szykować się na jutro- zrobić plan zakupów, poprasować ubrania, może coś na obiad. Wieczorem tradycyjne oglądanie kabaretów w gronie rodzinnym. Mam wrażenie, że nawet gdyby ta niedziela była dwa razy dłuższa to i tak nic więcej bym nie zrobiła. Przychodzi wolny dzień, a mnie ogarnia totalne lenistwo i marazm. Trudno. W tygodniu będzie intensywnie, nadrobię wszystkie zaległości. Tak już jest, że im więcej mam zajęć i zaplanowanych spraw, tym sprawniej mi to idzie, a jeszcze dodatkowo w międzyczasie udaje się coś zrobić. Aby tylko chwila rozprzężenia i czas przecieka przez palce.

    Aha! A cytat na początku jest z "Opowiadań bizarnych" Olgi Tokarczuk. Dotychczas, wstyd przyznać, znałam twórczość tej autorki tylko z tytułów, zabierałam się do czytania kilkakrotnie, ale zawsze coś przeszkadzało. Tym razem chyba jednak dodam jej książki do ciągle wydłużającej się listy czytelniczej. Ratunku! Ja już naprawdę tonę w ilości książek!

niedziela, 13 maja 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2018/05/13 23:03:03
Tak... kolejna Autorka do listy książek "do przeczytania", też mi wstyd, bo jeszcze nic jej nie czytałam... Ja dziś byłam w pracy, na szczęście się nie urobiłam, przy niehandlowej niedzieli. Tym sposobem mam dwunastodniowy tydzień pracy, bo następne wolne dopiero w sobotę. A czas pędzi coraz szybciej i szybciej, nie ogarniam...
-
2018/05/14 11:29:25
Czas naprawdę pędzi jak oszalały, wstaję ok. 5.30 a już prawie południe! Muszę wyłączyć Lapcia, może nieco zwolni;)
-
2018/05/14 12:07:25
Fajny wpis, pozdrawiam oby tak dalej
-
2018/05/15 07:02:42
Taka leniwa niedziela jest potrzebna! Uważam,z e organizm wie najlepiej, co mu potrzeba. jak potrzeba leżeć na tarasie i pić kawę, to trzeba mu to zapewnić ;-)