Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Limit pecha

   Bo przecież dziś i 13, i piątek. Nie wierzę w pecha, bo to co dziś wyprawiałam, to po prostu moje gapiostwo i gamoniowatość. Inaczej nazwać tego nie mogę. W związku z tym mogło się wydarzyć każdego innego dnia, niepotrzebne do tego kombinacje. Wszystko przez moją wrodzoną skłonność do błądzenia i mylenia kierunków. Nawet najlepsza nawigacja w telefonie nie jest w stanie mi pomóc. Jeszcze jeśli jadę samochodem, to czasem tak, pod warunkiem, że nie mówi mi na rozwidleniu skręć w lewo, na rondzie drugi zjazd albo za 200 m skręć w prawo. Nie mam zupełnie poczucia gdzie jest lewo, prawo, a ten drugi zjazd to najczęściej jest prosto. Na mapie też nie potrafię się odnaleźć. Całkowite upośledzenie orientacji w przestrzeni, bywa niestety bolesne. Dziś z tego powodu nieźle rozbolały mnie nogi, a potem przemokłam.

   Rano wyszłam na wykłady. Wczoraj przecież też tam byłam, zaznajomiłam się z drogą. Mój hotel leży od miejsca konferencji ok. 2 km według nawigacji, więc przyjemny spacerek o poranku, przy dobrej pogodzie to rzecz wymarzona. Wyszłam 45  minut wcześniej, żeby się nie spieszyć. Po czym zabłądziłam, bo zachciało mi się iść nieco inną trasą. Po 40 minutach poddałam się i zawezwałam taksówkę. Taksówkarz uśmiał się nieźle, kiedy dowiedział się o moim podróżowaniu. Sama bym się uśmiała, gdyby nie ból nóg i stres, że się spóźnię. A telefon wyraźnie mi mówił, gdzie mam iść, tylko że jak szłam, to zawsze wychodziło nie w tę stronę co trzeba. Za to w drodze powrotnej już nie kombinowałam, bo widziałam nadciągające ciemne chmury. Wracałam znajomą drogą. Po czym około 300 metrów od hotelu na skrzyżowaniu skręciłam w stronę przeciwną, zorientowałam się po kolejnych 300 metrach, ale wtedy to już lunęło, grzmoty, błyskawice. Naprawdę chyba tylko Kraków mnie lubi i tam nie błądzę. Nie rozumiem tego, naprawdę. Zresztą nie tylko w miastach tak jest. Wystarczy, że jestem w obcym domu i nie zawsze umiem trafić do wyjścia. Łamaga totalna.

   Ale przynajmniej ilość wiedzy, którą już otrzymałam, a jeszcze jutro będzie kilka wykładów, jest fantastyczna. Do tego kilka świetnych merytorycznych rozmów z przedstawicielami firm produkujących pompy insulinowe, systemy monitorowania, Librę, mnóstwo ciekawych materiałów, kontakt ze sklepem, w którym kupiłam BluCon i przemili państwo, którzy zainteresowali się moimi kłopotami. Na deser, ale to jutro (dobrze jednak, że dziś nie kupiłam, bo ten deszcz by wszystko zamoczył)- kilka podręczników diabetologicznych, na które dawno miałam ochotę, a teraz mam szansę kupić z 20% rabatem. A to naprawdę znacząca kwota, bo podręczniki medyczne są bardzo drogie. Tak więc mimo wszystko całokształt będzie na plus.

  Jutro po zakończeniu konferencji, zamiast do domu, jadę na turniej. W ten sposób zrobię sobie kółko- od nas do Łodzi jest 380 km, z Łodzi do Iławy 260 km. Z Iławy do domu kolejne 280 km. Plus kilka kilometrów na błądzenie... Ale może już wyczerpałam limit.

piątek, 13 kwietnia 2018, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2018/04/13 20:25:22
Ha ha!
Mąż na rozwiązaniu zawsze mnie pyta - w prawo czy w lewo?
Wybiera odwrotny kierunek od mojego i trafiamy :)))
-
2018/04/14 13:05:52
Ja jak mówię, skręć w lewo to mąż pyta " w które lewo" . Wie, że zawsze mi się myli. Ale mapy czytam jak 100% facet. Dlatego, nie nawidzę automapy, nigdy nie wiem ile to jest 600 czy 300 m.
-
Gość: WiNo, 77.87.76.*
2018/04/14 17:37:20
Czytam bloga od dawna, bardzo mi pomógł świezo po diagnozie syna a do tego mam wrażenie, że pod większością wpisów mogłabym się sama podpisać, a pod czytelniczymi to chyba wszystkimi :D. I piszę też w sprawie książkowej- proszę pochwalić się tytułami ksiazek medycznych a jeszcze lepiej polecić jedną czy dwie z tych pozycji. Czytałam podręcznik do diabetologii i Ragnara i jednak medyczna pozycja bardziej do mnie przemawia. Pzdr
-
2018/04/15 23:47:51
Podejrzewam, że użyłaś niewłaściwej nazwy, jeśli chodzi o orientację w terenie. Według mnie takie błądzenie to oznaka zwykłóego roztargnienia.
-
2018/04/16 11:43:15
Mnóstwo osób ma problem z orientacją w terenie, ja też się do nich zaliczam. Gubię się natychmiast w nowym miejscu, czy to w budynku, czy na zewnątrz. Muszę być bardzo uważna, nie rozproszyć się przypadkiem, żeby zapamiętać drogę. A i tak często mi się pokręci:)
-
2018/04/16 21:08:30
Orientacja... zależy gdzie i kiedy. Jeśli gdzieś jadę sama- komunikacją publiczną rzecz jasna- to staram się najpierw zobaczyć mapę tego miejsca, "ułożyć ją sobie w głowie". Potem jakoś idzie... Samochodem nie jeżdżę...
Natomiast niezależnie od okoliczności gubię się w... Olsztynie. Może dlatego, że nigdy nie poznawałam go na własną rękę i zawsze miałam przewodnika. Tam mogłabym zamówić wycieczkową taksówkę po całym mieście do przejechania na drugą stronę ulicy- i tak bym się nie zorientowała...
-
2018/04/16 23:03:12
No, widzę dziewczyny, że problem "lewo- prawo" i orientacji w terenie jest powszechny, czuję się pocieszona.
Cytrynko- w Olsztynie też mam takie miejsce, że choćbym nie wiem jak się pilnowała, to i tak zawsze tam pojadę źle. A w sumie dość często przez Olsztyn przejeżdżam.
WiNo- bardzo się cieszę, że choć trochę Wam pomogłam- tak naprawdę to był jeden z celów pisania. Sama po rozpoznaniu cukrzycy szukałam- i znalazłam kilka blogów, które pomogły mi się oswoić choć trochę z tą trudną rzeczywistością. Swoista forma terapii. Mnie też jest łatwiej, kiedy uzewnętrznię swoje emocje. Jeśli masz ochotę na kontakt pozablogowy- oczywiście zapraszam.
Uśmiechy i buziaki dla wszystkich zaglądających- dobrze, że jesteście.