Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Popołudniowa drzemka

   Wróciłam dziś z pracy po 15, nawet nie tak tragicznie zmęczona, bo czwartki są nieco spokojniejsze (czyli nie 48-50 przyjętych osób, a tylko 38-40, kolosalna różnica, nieprawdaż?). Obiad, kawa, usiadłam na chwilę, żeby zaplanować co dalej. Za oknem było ciemno, zrobiło mi się bardzo błogo i tylko resztką sił zdążyłam ustawić budzik za pół godziny, po czym odpłynęłam. Kiedy budzik zadzwonił ustawiłam go na kolejne pól godziny, potem kolejne i dopiero po 1,5 godzinie snu uznałam, że a razie wystarczy. Ależ mi to było potrzebne! Może nieco zbyt długo pospałam, bo ciężko się potem było dobudzić i przez dłuższy czas funkcjonowałam na zwolnionych obrotach. Na szczęście mogłam sobie na to pozwolić, dziś nie było jogi, chłopaki poszli na trening tańcowy, więc na spokojnie zajęłam się obiadem na jutro, trochę zakupów, ogarnięcie mieszkania. 

  Przypomniały mi się czasy studenckie- wtedy od jesieni do wczesnej wiosny, kiedy tylko zapadał zmrok, razem z koleżanką z pokoju zapadałyśmy w godzinną drzemkę. Potem oczywiście była nauka, czasem siedziało się długo w nocy, więc ta regeneracja była bardzo potrzebna. Byłyśmy jak niemowlaczki. Kiedy dni się wydłużały i pogoda była lepsza, zamiast drzemki wybierałyśmy się na spacer. Miło powspominać stare dobre czasy. Oj, kiedy to było...

  W zasadzie to plany na dzisiejsze popołudnie były nieco inne. Filip miał pójść na szkolne "pidżama party" w ramach imprezy andrzejkowej, dość długo się wahał, ale w końcu zdecydował, że nie ma ochoty. Ostatnio coraz częściej widzę, że Filip nieco się izoluje od kolegów. Wspominał, że nie ma o czym z nimi rozmawiać, bo oni to tylko o grach komputerowych, a Filip mimo że gra, to jednak sporo też czyta, a to teraz nie jest wśród młodzieży popularne. No i trochę mu cukrzyca miesza w życiu- nie zawsze czuje się dobrze, trochę czasu traci na pomiary cukru, dojadanie i przez to nie zawsze ma czas na integrację z kolegami. Co gorsza, wcale nie jest mu z tego powodu specjalnie przykro. Widzę, że jest nieco dojrzalszy od swoich kolegów. Cukrzyca wymaga szybszej dojrzałości.

  Odbierając dziś Filipa ze szkoły, zauważyłam na parkingu dziewczę z fioletową fryzurką. Ładny wrzosowo- liliowy, błyszczący kolor grzywki i kilku kosmyków na czubku głowy. Nieco mnie zatkało, zwłaszcza, że za chwilę w dziewczęciu rozpoznałam koleżankę z Filipa klasy. Przypomnę- to są trzynastolatki. I rozumiem, że wiek nastoletni, inne czasy, eksperymenty, ale nie wydaje mi się to dobrym trendem. Nawet jeśli wygląda ślicznie, nawet jeśli uznać, że dziewczyny dojrzewają nieco szybciej, nawet jeśli szkoła jest bardzo tolerancyjna. JA za to jestem bardzo konserwatywna i chyba z takimi szaleństwami poczekałabym do skończenia podstawówki. Za moich czasów (jak to ładnie brzmi!!!) większość dziewczyn zaraz po rozdaniu świadectw na koniec ósmej klasy jechała do fryzjera i robiła sobie trwałą, taka była moda. Mnie niestety mama nie pozwoliła i teraz uważam, że słusznie. Tym bardziej ten fioletowy kolor... A dziewczę owo ma spore problemy emocjonalne na dodatek. Teraz może już rzadziej, ale do niedawna w kółko słyszałam, że Maja znów płakała i wydzierała się, bo ktoś na nią krzywo spojrzał albo nawet tylko jej się wydawało. Albo tłukła się z kimś, bo ją zdenerwował. I wszyscy byli dla niej niemili i ją prowokowali. Mama na wywiadówkach w kółko opowiadała ile Maja pracuje z psychologiem, narzekała na tych co jej dokuczają (a jeden z chłopaków w tym zwłaszcza celował, przebywanie obojga w pobliżu siebie zawsze kończyło się poważną awanturą). No a tu nagle takie coś. Jak dla mnie niezbyt pedagogicznie, chyba że miało to na celu wzmocnienie jej pewności siebie i uzyskanie poczucia wyjątkowości? Mimo to nie jestem zachwycona.

   A jeśli chodzi o Filipa i szkołę, to chyba czeka mnie rozmowa z wychowawczynią i pedagogiem szkolnym. Zwłaszcza jeśli chodzi o temat gier. Tak jak wspominałam, Filip owszem gra na komputerze, ale z ograniczeniem czasowym, którego sam pilnuje. Na dodatek chłopaki grają raczej w gry strategiczne, zręcznościowe i logiczne, nie ciągnie ich do brutalnych strzelanek. A koledzy preferują właśnie takie. Najśmieszniejsze jest to, że na zebraniach i innych spotkaniach zazwyczaj słyszę- absolutnie nie, u nas w domu komputer jest pod kontrolą, nie ma możliwości grania w takie coś. Rzeczywistość jest inna. Kuba do dziś mi wypomina, że wszyscy koledzy grali w jakąś krwawą grę, a ja mu nie pozwoliłam i potem się z niego śmiali. Wszystko można wytłumaczyć- "takie są czasy", to słowa- wytrych. Kurczę, nie pasuję do tego świata. Najlepiej byłoby "te czasy" przespać i obudzić się w nieco lepszych. Ale to chyba byłoby dużo dłuższe niż ta popołudniowa drzemka...

czwartek, 23 listopada 2017, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2017/11/24 07:19:01
Ja wczoraj też położyłam się na pół godziny. To było jak utrata przytomności. Organizm wymaga warto się poddać.
-
2017/11/24 08:43:40
Nie ma pewności, czy te czasy, w których byśmy się obudziły- naprawdę byłyby lepsze...
Programy szkolne schodzą na psy, okrawane są godziny przedmiotów przyrodniczych... Kiedyś gdzieś czytałam, że w trakcie całego toku nauki zerówka-szkoła średnia, więcej jest w programie godzin religii, niż biologii, chemii, fizyki i geografii razem wziętych... Nic, tylko walić głową w mur...
-
2017/11/25 02:03:46
Mnie także wydaje się, że kolorowe grzywki to raczej na zabawy szkolne, a nie na lekcje. Ale takiego koloru pewno trudno na szybko pozbyć się z włosów. Ale ja się nie znam na obecnych modach.