Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
Blog > Komentarze do wpisu

Zepsułam, jak zwykle

   A było tak fajnie... Cukier w dopuszczalnych granicach, jakoś poukładałam bazę i przeliczniki i miałam nadzieję na kilka dni spokoju. Tyle tylko, że trzeba było wymienić wkłucie. Trochę nam się podwinął plaster mocujący, ale działało. Do czasu. Wczoraj miałam dyżur. Pomijam fakt, że byłymąż o nim zapomniał i trzeba było wydzwaniać do niego, żeby przyszedł do chłopaków. Zawsze kiedy z nimi zostaje, jest "hulaj dusza, piekła nie ma" i nie ma żadnych zasad. Siedzą do północy przy telewizji albo komputerze, bo nie ma mamy, która goni do mycia i spania. Tak było i wczoraj. O 23 rozpaczliwy telefon od Filipa, poszedł się myć i wkłucie odpadło, leje się krew. Trudno, poradziłam, jak zatamować krew, oczywiście nie lała się, a po prostu lekko sączyła, ale nerwy zaczęły brać górę nad rozsądkiem. No i trzeba było założyć nowe wkłucie. Filip potrafi to zrobić, ale chyba z nerwów też trafił w jakieś naczynko, znów krew i bunt, że on już nie chce, absolutnie nie będzie trzeci raz się kłuć. A tatuś nie potrafi. Niby to żadna filozofia, ale jak przez półtora roku nie zechciało się spróbować... W rezultacie byłymąż zapakował Filipa do samochodu, przyjechali do mnie prawie o północy, założyłam wkłucie i załatwione. Myślałam, że do byłegomęża coś dotrze, wyrazi chęć pouczenia się, ale niestety cisza. Filip jest samodzielny, ale czasem potrzebuje pomocy i wsparcia. Szkoda, że tatuś nie chce nim być.

   Oczywiście to nie wszystko. Ostatnio stopniowo czyszczę różne zakamarki w domu, wyciągam z czeluści szaf i innych miejsc mnóstwo zapomnianych rzeczy, zapełniam worki, a potem na śmietnik. Idzie mi to jak krew z nosa, bo nie ukrywam, że przez ponad 20 lat dorosłego życia po studiach nagromadziło się różnego rodzaju śmieci, których jakoś trudno było się pozbyć, a od pewnego czasu jakby łatwiej mi to wychodziło, więc zrywami działam. Pół biedy jeśli są to rzeczy należące do mnie lub do chłopaków. Gorzej, że po wyprowadzce byłymąż zostawił trochę swoich dóbr w tych czeluściach. Gromadziłam je w oddzielnym worku i dziś po powrocie z dyżuru chciałam przekazać w ręce właściciela. Drobiazgi jak drobiazgi, ale było też kilka ubrań. I się zaczęło. 3 zimowe kurtki sprzed kilkunastu lat. A może któryś z chłopaków je weźmie? Nie szkodzi, że za duże, przecież oni jeszcze rosną. Cierpliwie wytłumaczyłam, że kurtki są stare, niemodne, a jeśli chłopaki będą potrzebować nowej zimowej kurtki, to po prostu można kupić. Udało się. Potem czapki, takie z daszkiem. Kiedy chłopaki byli młodsi, to w nich chodzili, zwłaszcza latem, ale od kilku lat żaden nie ma zamiaru. A tu kilka całkiem nowych, amerykańskich, a takie ładne. Więc pytam, jak zamierza ich zmusić do założenia czapki. Dotarło. Ale to nie koniec. Na deser były dżinsy, oryginalne amerykańskie Levi'sy, podarunek od cioci z Ameryki, tak na oko sprzed 25 lat. Ale nie używane (bo na byłegomęża były nieco za ciasne), jak nowe, firmowe przecież. Może jednak któryś z chłopaków by przymierzył. Nadal byłam spokojna, tłumaczyłam jak małemu dziecku, że moda się zmienia, trochę inne fasony, materiały, gusta. I wtedy byłymąż wypalił, że nie podobają mi się rzeczy firmowe, a T-shirty chłopakom kupuję w Pepco. No kupuję, w Pepco, Textilu, czasem w galerii. I nie wydaje mi się, że to coś złego. Po pierwsze szybko z nich wyrastają, po drugie są w kółko prane, po trzecie chodzą w nich na co dzień, a mają też kilka porządniejszych. Tak, oczywiście, ale CHODZĄ W NICH TEŻ DO SZKOŁY! A to widać, że są kupione w Pepco. Udało mi się stłumić śmiech i zakończyłam dyskusję. Tyle że nadal nie mogę pozbyć się nieprzyjemnego uczucia. Wewnętrznego śmiechu też. No cóż, prawie przestępstwo, kupować ubrania w dyskontach. 

  No i zepsułam po raz kolejny stosunki z byłymmężęm. A ostatnio było nawet spokojnie, wręcz sielankowo. Nie to, żeby nie trafiały się spięcia, ale ciut więcej zajmował się chłopakami, skręcił łóżko dla Filipa, w czasie kiedy byliśmy na wakacjach odmalował ścianę w przedpokoju- z własnej woli i inicjatywy, faktycznie była niezbyt świeża. A tu ja niewdzięczna... Co gorsza w związku z planami lekkiego przemeblowania muszę się pozbyć głośników z podstawkami, subwofera i wzmacniacza, będących wątpliwą ozdobą okolic telewizora w salonie. Byłymąż miał to zabrać, tak było w podziale majątku, ale uznał, że nie pasuje mu do wystroju wnętrza w jego nowym gniazdku, więc zostawił bo- jak powiedział- może chłopaki będą używać. Nie używają, sprzęt jest przedpotopowy, marnie działa, wygląda jeszcze gorzej. Oczywiście żal wyrzucić... Będzie ciężka przeprawa, ale mnie też nie pasuje. 

sobota, 02 września 2017, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2017/09/02 22:48:15
Faktycznie, zepsułaś;))).
Bo gdybyś te rzeczy od razu wrzuciła do pojemnika PCK, to miałabyś dale stosunki z byłym mężem jako takie;))).
Mam nadzieję, że ta "przedpotopowa" elektronika trafi od razu tam, gdzie powinna trafić;), a nie będziesz dalej pogarszać stosunków;).
-
2017/09/03 18:23:01
Oj Ago, miekkie serce masz, a przeciez wiesz, jaka czesc ciala w takim przypadku twarda miec nalezy ;) szczególnie, jesli chodzi o eksa.
Tak na marginesie, niektóra "niezaradnosc" to sposób na wygodne zycie, ale tutaj tez Ameryki nie odkrylysmy, co nie? ;)
Pozdrawiam i trzymaj sie.
Dodatki na bloga