Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
Blog > Komentarze do wpisu

Awaria systemu

  Od kilku lat w pracy mamy wyłącznie dokumentację elektroniczną. Duża wygoda i ułatwienie, spora oszczędność czasu. Oczywiście mnóstwo przy tym zabezpieczeń, co chwila hasła, kopie zapasowe, oddzielny serwer, aktualizacje, coś na brak prądu itp. Cudna rzecz, pod warunkiem, że działa. Zazwyczaj jeśli coś się wydarzy, to jest szybka reakcja i po problemie. Sporadycznie są przerwy dłuższe niż kilka minut, do pół godziny. Ale dziś padł główny serwer. Nie wiemy dlaczego padł, ale bardzo zdezorganizowało nam to pracę. Informatycy jak to oni, obiecali, że naprawią szybko, maksymalnie do godziny, tymczasem dopiero po 4 godzinach można było normalnie zacząć pracować.

  Oj, odzwyczaiłam się od skrobania długopisem, wypisywania tony papierów, szukania dodatkowych informacji i "wszystkowiedzenia" bez pomocy komputera. Tym bardziej, że większość przychodzących osób bez możliwości zajrzenia w dokumentację nie wiedziała po co w ogóle przyszła. Pan z wynikami badań- z jakiego powodu były zlecone te badania? Bo pani kazała zrobić. Ot, jaki posłuszny. Pan po zaświadczenie o dotychczasowym leczeniu, nie kojarzę, bo mnie rzadko odwiedza. Pytam jakie leki stosuje- a takie raz dziennie.  A z jakiego powodu? A lekarz kazał... Ręce i inne części ciała opadają. I parę innych kwiatków. Dało się z tego wszystkiego wybrnąć, ale ile energii musiałam na to zużyć!

  Nasza pani dyrektor administracyjna, odpowiadająca za sprzęt i organizację, omal zawału nie dostała. Widziałam, że dziewczyna jest na skraju wytrzymałości, bała się reakcji szefowej. Tyle tylko, że to nie jej wina, ale szefowa potrafi najpierw opieprzyć, a potem dopiero słucha tłumaczeń. Próbowałam ją uspokoić, starałam się pokazać dobre strony sytuacji. Nie powiem, że do końca mi się udało, ale kiedy szefowa przyszła na popołudniowa zmianę czyli około 11, to najgorsze było opanowane. Szczęście  w nieszczęściu, że to ja miałam dziś ranek, bo furia szefowej mogła być tragiczna w skutkach. A pani dyrektor jest naprawdę zbyt cennym pracownikiem wybawiającym od różnych kłopotów, doskonale zna się na przepisach (lubi je czytać i umie przystępnie przetłumaczyć na nasz język), żeby stracić ją przez takie głupstwo. Na koniec dnia podziękowała mi za cierpliwość i wyrozumiałość. Pewnie kolejnym krokiem po weekendzie będzie opracowanie procedury na wypadek powtórzenia się tej sytuacji. W sumie to doszliśmy do wniosku, że dobrze się stało. Jeszcze nie sezon na choroby i nie było dużego oblężenia. Udało się wyłapać kilka rzeczy w organizacji pracy do poprawki (mam nadzieję, że w końcu dotrze to do szefowej, bo do tej pory nie wierzyła mi). Poza tym doceniliśmy jak bardzo komputery ułatwiają nam życie. Oczywiście nie można się całkowicie od nich uzależnić, ale jednak są bardzo potrzebne.

  Jeśli chodzi o cukrzycę, to ostatnio mam permanentną awarię systemu na całej linii. Pokręciło się wszystko, przeliczniki, baza. Na dodatek zmiany są z dnia na dzień. Już coś tam poustawiam, cieszę się, że jest dobrze, a kolejny dzień odwraca wszystko do góry nogami. Udało mi się opanować skoki cukru do 200 i więcej w nocy. Kilka nocy wręcz cudownych, a potem wyskakuje cała noc na hipo. Cierpliwie modyfikuję dawki doraźnie, nie spieszę się, tak jak uczono na szkoleniu, wszelkie zmiany wprowadzam jeśli przez 2-3 dni powtarzają się dane sytuacje. Tyle tylko, że czasem nie zdążę. Na przykład są 3 dni wysokiego cukru, chcę zwiększyć insulinę, a tu kolejny dzień bez zwiększania i jest nisko. Albo odwrotnie. Wkurzające i frustrujące. Tym bardziej, że ostatnio częściej są spadki i to ciężkie do opanowania. O ile przy wysokim cukrze Filip bywa nieznośny, marudny, coś go boli, to przy niskim zdarza się słyszeć- ja chyba umieram. Trochę żartem, bo jeszcze aż tak tragicznie nie było, ale hipoglikemia jest koszmarnym uczuciem. Dziś się pośmieliśmy, że nigdy w życiu nie pojadł tyle słodkości i soków, co w ostatnich dniach. Może to efekt szkoły, choć i na wakacjach tak bywało. Fakt, że od pewnego czasu korzystam ze wsparcia aplikacji w telefonie do liczenia insuliny, ale zanim całkowicie zaufałam technologii, to początkowo dość długo przeliczałam wszystko na piechotę i wiem, że działa dobrze, a to co według mnie nie działa, to nadal sprawdzam. Głupieję czasem od tej cukrzycy i jej zmienności. Tak by się chciało spokoju, bez awarii i komplikacji...

piątek, 15 września 2017, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2017/09/16 17:53:40
Ostatnio jeden pacjent powiedzial mi, ze co by sie z cukrem nie dzialo, od daje sobie ilosc insuliny zawsze 10% z jego zmierzonej wysokosci, i dobrze jest. Konkretnie lantus. Faktycznie, cukry mial zadawalajace. Taka ciekawostka .
Dodatki na bloga