Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
Blog > Komentarze do wpisu

Miła odmiana

  Pogoda szalała w większej części kraju, u nas na szczęście było spokojnie, choć widząc przerażające obrazki w telewizji, bałam się, czy i o nas nie zahaczą te anomalie. Jeszcze wczoraj do 15 było upalnie, potem trochę chmur- początkowo wyglądały niepokojąco, ale szybko się rozpłynęły. Odrobina deszczu, ale takiego, że nawet nie trzeba było się przed nim chować. Potem się ochłodziło o dobre 10 stopni i dało się normalnie funkcjonować. Tym bardziej, że dziś i jutro w naszym mieście jest festiwal teatrów ulicznych, więc przy wysokiej temperaturze nie byłoby tak przyjemnie oglądać fascynujących spektakli. Dobrze, że coś się dzieje. W każdy weekend są różne wydarzenia kulturalne, nie wszystkie mnie interesują, ale zawsze da się znaleźć jakieś atrakcje dla siebie. Albo przynajmniej cieszyć się, że miasto choć na chwilę tętni życiem. Niby miejscowość wczasowa, przyjeżdżają turyści, a po 22 na ulicach pusto. Porównując do nadmorskich miejscowości, gdzie spędzaliśmy dotychczas wakacje, to u nas jest cicho, sennie i spokojnie. Jakieś drobne grupki młodzieży i tyle. Bo w zasadzie to u nas jest pięknie, tylko nie ma co robić. Las, woda i zero atrakcji. A te co są, to do obejrzenia w pół godziny. Cóż, może nie jestem patriotką lokalną, a może mi to wszystko tak spowszedniało? 

   Wczorajsze popołudnie spędziliśmy dość przyjemnie na ognisku w domu rodzinnym teściowej na wsi. Bez Kuby, bo był w pracy. Mati nie był specjalnie zainteresowany niczym poza jedzeniem, ale to taki wiek, na dodatek nie ma tam towarzystwa, ale jakoś przetrwał. Filip za to był w swoim żywiole- dwie kuzynki w podobnym wieku, kury, koty, pies, świnie, krowy, ganianie po łące, wyprawa nad jezioro, niestety bez kąpieli, bo w jedynym dostępnym miejscu mułu po kolana. Wybiegał się, objadł smakołykami, nawet cukier nie podskoczył za bardzo, a chwilami wręcz spadał. Ognisko w okolicach 15.08 od kilku lat organizuje cioteczny brat byłegomęża- pod wpływem opowieści o zjazdach rodzinnych ze strony teścia. Tu co prawda nie jest to ściśle rodzinne, bo bywają i dalsi znajomi, ale miło się tam spędza czas. Trochę integracji, trochę objadania- każdy coś tam od siebie przywozi. Nieskromnie powiem, że moja sałatka wyszła przepysznie i szybko się skończyła, mimo, że zrobiłam sporą michę (rukola, feta, suszone pomidory, prażony słonecznik, trochę ziół do smaku- polecam jeśli ktoś lubi rukolę, ja nawet bardzo, a w towarzystwie pozostałych składników smakuje zupełnie inaczej). 

  A ja już liczę dni do urlopu. Ostatni tydzień w pracy i to niepełny, z racji święta, dyżury zakończone na ten miesiąc, można swobodnie odetchnąć. Przez pogodę częściej włączam telewizor (już mi się chyba ze 3 razy zdarzyło po pół godziny pooglądać w ostatnim tygodniu!) i dziś trafiłam akurat na Makłowicza na Maderze- chyba ten wyjazd jest mi po prostu pisany. Nie wiadomo jeszcze kiedy, może za 100 lat, ale będzie. W zasadzie to nasze wszystkie wakacyjne wyjazdy spędzaliśmy w Polsce. Raz pojechaliśmy nad morze na Litwę do Pałangi- w zasadzie jest tam tak samo jak u nas, na plus- znacznie lepsza droga. No i raz wycieczka do Legolandu, po drodze przystanek w HansaParku w okolicach Lubeki i Malmo. A poza tym wszystkie urlopy w kraju. Jakoś nie miałam specjalnej chęci nigdzie dalej, a i byłymąż nie wykazywał skłonności do planowania. A tu niespodzianka- jak się okazało tegoroczny urlop spędzi w Grecji ze swoją partnerką. Ukłuło mnie trochę- nasze wyjazdy zawsze musiałam planować sama, szukać miejsca, on ewentualnie tylko rezerwował i płacił (z mojego konta, żeby nie było). Na zagraniczne wyjazdy ciągle się nie udawało zdecydować. No i proszę- wystarczyło zmienić żonę na lepszą i już można wyjechać. Chyba to też tak mnie pcha ku Maderze. Nic to- tym razem jeszcze Krynica Morska, od następnych wakacji dla odmiany- cieplejsze strony.

niedziela, 13 sierpnia 2017, aga-joz

Polecane wpisy

Dodatki na bloga