Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
Blog > Komentarze do wpisu

Lubię takie dni

   Nie był to może najleniwszy i najspokojniejszy dzień, ale podobał mi się. Owszem, napracowałam się, ale dzięki temu załatwiłam kilka zaległych spraw. Najważniejsze- łóżko dla Filipa. Od wielu miesięcy spał na materacu na podłodze. Wcześniej spał na nim Mateusz, ale kiedy Kuba wyjechał na studia, Mati zajął pokój Kuby, a Filip zabrał materac Mateusza. I nie chciał słyszeć o łóżku, W końcu udało mi się go namówić, znaleźliśmy odpowiednie i dziś kupiliśmy. Co prawda jeszcze nie jest odebrane ze sklepu, trzeba będzie je poskręcać, ale to pestka w porównaniu do przekonywania i poszukiwań. Druga zaległość- krzesła obrotowe, które już dawno powinnam była zawieźć do tapicera, ale zawsze się nie składało. Od ponad 2 tygodni stały rozkręcone i dziś doczekały się zawiezienia w celu nadania im przyzwoitego wyglądu. Bo były okropne, chłopakom to nie przeszkadzało, ale moje poczucie estetyki płakało przy każdym spojrzeniu na wyłażącą gąbkę i wytarte do granic niemożliwości oparcie. Teraz będzie pięknie, mam nadzieję.

  Poza tym zwykłe sobotnie zajęcia- pranie, zakupy, ogarnięcie mieszkania. Z pomocą chłopaków poszło piorunem. Pogoda też była sprzyjająca, bo już nie upał, lekki wiaterek, trochę chmur. Nie wybraliśmy się nad jezioro, bo Mati coś przychorował, bolał go brzuch, miał stan podgorączkowy. Przespał popołudnie i wieczorem poczuł się nieco lepiej. Filip nie chciał jechać sam, więc została wycieczka rowerowa, krótka, ale też miło. Poza tym ugotowałam gar leczo na jutrzejszy obiad, bo mam dyżur, a byłymąż zapowiedział, że przyjedzie do chłopaków nieco później niż zazwyczaj, więc pewnie nie zdążyłby z obiadem. A musiałam w końcu wykorzystać cukinię od mamy, dostałam ją prawie tydzień temu i tak cierpliwie czekała na wykorzystanie. A leczo lubimy wszyscy, więc ten wielki gar szybko będzie zjedzony.

  A na przemiłe zakończenie dnia zafundowałam sobie koncert. W ramach "Balladowych nocy" był dziś koncert Mietka Szcześniaka, a przed nim śpiewał nasz miejscowy zespół Fabryka Dźwięku. 3 godziny cudnych dźwięków, poezji i wzruszeń. Mietek Szcześniak śpiewał utwory ze swojej najnowszej płyty- do wierszy księdza Twardowskiego. Śpiewane wiersze brzmią zupełnie inaczej, coś innego można z nich wyczytać. "Nie mów do pustej ściany, ale krzycz do słońca, nawet grzech czasem dobry, jeśli grzechem nie chce być do końca". "Niebo chodzi po ziemi, ziemia chodzi po niebie, jest jeden świat". "Przytul w ten czas nieludzki swe ucho do poduszki, bo to, co nas spotyka, przychodzi spoza nas". I ten jego uśmiech- zaraźliwy, szeroki, z całej duszy. Niesamowite wrażenia. 

  Jutro już nie będzie tak miło- praca i to pewnie intensywna. Dobrze, że dziś udało mi się chwycić kilka dobrych chwil i naładowałam trochę swoje akumulatory. Mogłoby tak być częściej...

sobota, 05 sierpnia 2017, aga-joz

Polecane wpisy

Dodatki na bloga