Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
Blog > Komentarze do wpisu

Jest dobrze

   Dojechaliśmy na wakacje, kończy się drugi dzień nad morzem. Poplażowaliśmy trochę, choć śmiesznie wygląda leżenie na plaży w długich spodniach, polarze i ciepłych skarpetkach. Ale cóż zrobić, skoro takie jest u nas lato. Jeszcze kilka tygodni temu prognozy na koniec sierpnia wyglądały bardzo optymistycznie. Im bliżej naszego wyjazdu, tym szybciej obniżała się temperatura i zapowiadało się więcej deszczowych dni. Obecnie mamy „przyjemny” chłodek- w porywach maksymalnie 20 stopni, przelotne opady, chmury, czasem wiatr. Nie ma co narzekać, wiadomo, nad naszym morzem pogoda to loteria. Trafiały się nam i takie wyjazdy, kiedy było goręcej niż na południu Europy. Tym razem jest zimno i deszczowo. Mogłabym pozazdrościć byłemumężowi wygrzewania się w Grecji, ale nie będę taka. Ja mam swoje fajne wakacje z chłopakami i rodzicami.

  Miejsce noclegowe udało mi się znaleźć dobre- domek tzw. angielski, 3 sypialnie, mini rozmiarów, ale wystarczy. Łazienka, aneks kuchenny, spory salonik z wygodną kanapą, kominkiem i telewizorem, do tego duży taras, z którego widać między drzewami morze. Rodzice zadowoleni, dziś popływali sobie po Zalewie Wiślanym, byli na latarni morskiej. Ja z chłopakami oczywiście na plaży, Filip twierdził, że woda ciepła, ale skoro miała o 2 stopnie więcej niż powietrze, to się nie dziwię. Objadamy się rybą, nie ma sprzątania, gotowania i innych przyziemnych spraw- czego chcieć więcej na urlopie? W razie naprawdę tragicznej pogody możemy pojechać do Trójmiasta lub Malborka albo w jakieś inne atrakcyjne okolice, ale nie wiem, czy by się nam, znaczy chłopakom, chciało. Poprzedni wyjazd był intensywny i nastawiony na zwiedzanie, tym razem chłopaki chcą po prostu odpocząć i nic nie robić. Spełniam to życzenie, dzięki temu mogę sobie dużo, dużo poczytać. Skończyłam cykl Jacka Piekary o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie, zaczęłam czytanie Anety Jadowskiej o Dorze Wilk. Lekka rozrywkowa literatura kryminalno- fantasy. Dobrze się czyta, odpoczywam sobie przy tym i jest mi po prostu dobrze.

   Szkoda, że z cukrzycą nie jest tak dobrze. Przed wyjazdem po sporych kombinacjach, wydawało mi się, że doszłam do stabilności, kilka dni było prawie idealnie w zakresie docelowym. Oczywiście podróż to wszystko zepsuła, nawet mimo większych dawek insuliny, a potem zaczęło się szaleństwo ponad 200. Prawdopodobnie wina wkłucia, niby świeżo wymienione, ale wiadomo, że to czasem loteria. Niby po kolejnej korekcie cukier spadał, ale zaraz szybko znowu rósł. Wymieniliśmy wkłucie przed czasem, zrobiło się nieco lepiej, ale i tak to ideału sporo brakuje. A tu kuszą różne smakołyki. I czasem ciężko policzyć obiad w barze, darowałam już targanie ze sobą wagi, bo i tak się najczęściej nie da zważyć zamówionego dania. Pół biedy, jeśli potrafią mi powiedzieć jaka jest waga porcji. Jeśli nie- podajemy insulinę na oko, czasem wychodzi za mało, wtedy idzie w ruch korekta, czasem za dużo, wtedy można pozwolić na jakiś nadliczbowy smakołyk. Myślałam, że więcej ruchu będzie bardziej zbijało cukier, ale na razie tego nie widać. Jeszcze kilka dni przed nami, zobaczymy.

   Żal mi tego mojego biednego, dzielnego dziecka- wokół zapachy, mnóstwo jedzenia, a tu cukier wysoki- wtedy sam już nawet nie prosi, że chciałby coś zjeść. W sumie można- podać korektę, poczekać z pół godziny i jeść, ale właśnie to czekanie najbardziej przeszkadza. Po pół godzinie czekania odechciewa się. A jeśli korekta nie zadziała, to już całkiem przegrana sprawa. Tak, niby to tylko cukrzyca, niektórzy twierdzą, że to nie choroba, a tylko przypadłość, można z nią żyć normalnie, ale nic z tego. Wyobraźmy sobie- jesteśmy na nadmorskim deptaku, co chwila budka to z goframi, to z lodami, to z innymi przekąskami. Zjadamy sobie zapiekankę- podana insulina, przeliczone, nawet za mocno cukier nie rośnie. Kila kroków dalej- mamy ochotę na lody. Normalnie kupuje się tego loda i zjada, a my musimy pokombinować- czy minął odpowiedni czas od poprzedniego podania insuliny, bo jak nam się skumuluje, to za pól godziny będzie hipoglikemia. A potem wybiją białka i tłuszcze i znów nie do opanowania, pół nocy nieprzespane. Wieczorny spacerek- zapach gofrów aż kręci w nosie, do tego bita śmietana, góra owoców. Jasne, tylko jak to wszystko policzyć, żeby w nocy znów nie było 300 i więcej, poza tym to przecież niezdrowo, taka bomba kaloryczna na noc? A dziecku się chce, więc nie odmawiam, ale dobrze nie jest. Aż strach potem mierzyć cukier. Wychodzę jednak z założenia, że trudno, wakacyjne szaleństwa są tylko krótkim epizodem, potem wrócimy do zdrowego żywienia i będzie dobrze…

poniedziałek, 21 sierpnia 2017, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2017/08/22 08:22:34
Za dwa dni wraca lato. Tak mówią w prognozach .
-
2017/08/22 22:24:31
Podczytuje Twojego bloga od jakiegos czasu, widze, ze jestesmy z jednej branzy ;)
Co do cukrzycy; nie mam pojecia, jakie macie mozliwosci ustabilizowania, rehabilitacje i szkolenie w tym kierunku, jaka Twój syn otrzymuje insuline. Z cukrzykami mam jedynie zawodowo do czynienia, i "skacza" jedynie w przypadku infekcji, operacji, ran, przy terapii kortyzonem... i jak jest problem z jedzeniem, w sensie: nie to, co powinni, badz diagnostyka wymaga diety zerowej.
Podziwiam Twoja sile, jak to wszystko ogarniasz :) ale jedno mnie frapowalo: jak rozwiedziony maz jeszcze z wami mieszkal, i jaka mial labe, a Ty prace i aby do przodu.
-
2017/08/23 23:28:22
Nie- okrzesana, na to liczę.
Spirit_of, witam Cię bardzo serdecznie. Filip ma cukrzycę typu 1, na pompie insulinowej. Podejrzewam, że Ty częściej masz do czynienia z typem 2, mimo wszystko łatwiejszym do ustabilizowania. Nam zmora nie odpuszcza. Kilka dni spokoju, a potem szaleństwo mimo naprawdę dokładnego pilnowania. A jeśli chodzi o byłegomęża- cóż, mam za miękkie serce i nie lubię awantur, wolę się wycofać i przeczekać niż konfrontację. Wiem, że to niezbyt mądre, ale charakteru na szybko nie zmienię.
Dodatki na bloga